1. Praise The Lowered2. Stand
3. Juular
4. Planet Of Apes
5. Sumeria
6. The Mighty Masturbator
7. Pandemic
8. Deconstruction
9. Poltergeist
Na wstępie chciałem zaznaczyć, że zawsze lubiłem i doceniałem twórczość Devina Townsenda! Bez przepitki łykam prawie wszystkie albumy Strapping Young Lad, niezwykle przypadły mi do gustu "Synchestra" (pod szyldem The Devin Townsend Band) oraz "Ziltoid the Omniscient" (sygnowany jedynie nazwiskiem artysty). Jednak to co od 2009 roku "Szalony Profesor" serwuje swoim słuchaczom w ramach projektu Devin Townsend Project przyprawia mnie o zawroty głowy, mdłości i nieunikniony grymas niezadowolenia na twarzy. Kanadyjczyk zapragnął odciąć się od stylistyki, którą znamy z jego wcześniejszych dokonań i zapraszając wielu wspaniałych gości postanowił w ciągu 3 lat stworzyć muzyczną tetralogię. Na cztery albumy, wchodzące w jej skład złożyły się "Ki" oraz "Addicted" wydane w 2009 roku a także "Deconstruction" i "Ghost" z tego roku, które zamykają działania w ramach projektu.
Gdy dowiedziałem się, że stoi przede mną wyzwanie zrecenzowania jednego z najnowszych "dzieł" DTP zacząłem dokładnie wsłuchiwać się w "Deconstruction". W ruch poszły wszelkie możliwe odtwarzacze: stacjonarny, komputerowy, mp3 i telefon. Co więcej, udało mi się usłyszeć "Juular" z nowej płyty na żywo w trakcie Sonisphere Festival w Warszawie. Koniec końców - albo coś nie tak z moim słuchem albo... "Deconstruction" to naprawdę słaby materiał. Żaden sposób przetrawienia przeszło godzinnego materiału nie przyniósł skutku w postaci radości czy choćby minimalnego zadowolenia. Kompozycje na "Deconstruction" są w większości bardzo długie, z kulminacją w postaci "The Mighty Masturbator", który trwa niemal 17 minut! (swoją drogą, jak na Townsenda przystało, ciekawy tytuł...). Jedynie "Juular", "Pandemic" oraz "Poltergeist" trwają około czterech minut. Szczerze mówiąc, nowa płyta Devin Townsend Project mogłaby być znośna, gdyby skrócić ją o kilka utworów i zrezygnować z mnogości wykorzystanych patentów! Elektronika, dziwnie brzmiące chórki, zawrotnie szybka perkusja, przesterowane gitary – wszystko przeplata się, powodując ogromny chaos. Godnym uwagi utworem (a przynajmniej jego część) jest "Planet Of The Apes" – wstęp i rozwinięcie a'la Dream Theater, jednak końcówka to okrutne zamieszanie, które powoduje zmęczenie słuchacza. Dokładne wsłuchanie we wspomniany "The Mighty Masturbator" też spowoduje, że znajdziemy jakiś jasny punkt. Jednak na tym koniec. Żaden z pozostałych utworów nie jest godny większej uwagi. Spotkałem się z opiniami, że to jedno z najbardziej dojrzałych dokonań Townsenda; że to album zrobiony z wielkim rozmachem i który zaskakuje różnorodnością. Mimo gorącej chęci doszukania się czegoś nadzwyczajnego – nie udało mi się.
Podsumowując – nowe oblicze Devina Townsenda w żaden sposób mnie nie przekonuje. Ba! Powoduje nawet, że chwalebna aura jaką dotychczas otoczony był w moim mniemaniu pan Devin znacznie wyblakła. A po koncercie w Polsce, artysta stwierdził, że pójdzie w swych muzycznych poszukiwaniach jeszcze dalej i zacznie eksperymentować z muzyką popularną... Pozostawiam to bez komentarza i wracam do słuchania starych, dobrych dokonań Kanadyjczyka.










tekst: Tomasz Kulig
Dodaj na:
Strapping Young Lad
TesseracT
Thomas Giles
Scale The Summit
Unexpect
Zimmer's Hole
Oficjalna strona
MySpace
Last.fm
Wikipedia