Zima, zima... I zima może być piękna, jeżeli znajdzie się coś, co ją rozjaśni. No i znalazło się coś takiego. Nadeszło ze wschodu i zwie się Semargl.
Czekałam na ich nową płytę z wielką niecierpliwością. Po zapoznaniu się z poprzednim wydawnictwem, zatytułowanym "Manifest", przeczuwałam, że nadchodzi coś wielkiego, coś potężnego i pełnego pasji. I nie myliłam się...
12 marca roku 2010 na światło dzienne wychynęła płytka zatytułowana "Ordo Bellictum Satanas". Po jej wysłuchaniu, nareszcie czułam się szczęśliwa i w pełni usatysfakcjonowana. Dźwięki, które spłynęły w me uszy, były niczym miód na zgorzkniałe po zimie serce. Dawno już nie słyszałam czegoś tak spójnego, tak emocjonalnego i tak oryginalnego. To, co na poprzednich wydawnictwach zespołu ledwie się przebijało, teraz objęło pełną kontrolę nad ich twórczością. Przy słuchaniu trzech wcześniejszych płyt nasuwało się wiele skojarzeń, można było odnaleźć mnóstwo zapożyczeń i nawiązań do dokonań innych grup. Ale "Ordo Bellictum Satanas" jest inne. Ukraińska horda zaprezentowała nam materiał zdolny powalić nawet najbardziej wymagającego słuchacza. Dopiero na tym krążku Semargl pokazał swoje prawdziwe oblicze, swoje własne brzmienie. Ta płyta to jedno wielkie wyznanie. Wyznanie ideałów w które wierzą, które chcą głosić, których chcą nauczać. To nawoływanie do obalania stereotypów i wprowadzania nowego porządku świata. Świata, w którym nie będzie już żadnych świętości.
Rozpoczynający utwór "Credo Sacrifice" stanowi swego rodzaju zapowiedź tego, co czeka nas w owym nowym świecie. Będzie zimno, okrutnie, powieje obojętnością. Wszyscy będą musieli poświęcić się i stanąć ramię w ramię aby zaprowadzić nowy porządek. Muzycznie – prędko, mocno, solidnie. I bardzo surowo. "Credo Possess" jest już zgoła inne. Równie szybkie i mocne, ale wzbogacone sporą dawką melodii. Odnoszę wrażenie, że właśnie w tym kawałku można najwyraźniej zobaczyć jaki jest właściwy styl zespołu.
Mnie osobiście rytm tego kawałka prawdziwie opętał. Następujący po nim "Credo Bellictum Satanas" to prawdziwy brylant! Zaczyna się prawdziwie solidnym skopaniem mózgu i iście blackowym wokalem, a po tym krótkim lecz konkretnym wprowadzeniu zanurza nas w ocean strachu i symfonicznej melodii, okraszonej piorunującym brzmieniem perkusji i zakłuje nasze serca peanami wyśpiewanymi ku czci piekielnych mocy. Otwórzcie oczy, bo oto nadszedł "Credo Revolution". Zgodnie z tytułem, to prawdziwa rewolucja.
Duża dawka elektroniki i melodyjności sprawiła, że brzmi on najlżej. Ale bynajmniej nie słabo! Połączenie dźwięków niemalże dyskotekowych (brzmi okropnie, wiem i wybaczcie mi to określenie!) z blackowymi riffami i diabelskim wokalem daje coś, co po prostu wali w pysk z prędkością huraganu. Nieco zwalniamy gdy zanurzymy się w "Credo Satania". Będzie nieco monotonnie, powędrujemy ulicami w rytmie wojennego marszu, podnosząc wysoko nasze czoła, dumni, że to właśnie nam jest dane wprowadzać nowy porządek.
Będziemy głosić nowe prawa, aż zapanuje "Credo Total Krieg". Wojenna zawierucha, mroczna i brutalna, pozbawiona jakichkolwiek pozytywnych elementów. Zero litości, przebaczenia i słabości. Przetrwają tylko najsilniejsi. A potem zapanuje chaos. "Credo In Chaos" przeprowadzi nas ścieżkami lęku, ukrytymi głęboko w naszych umysłach, pozbawiając złudzeń co do rzeczywistości. Uświadomi nam, że nie ma na tym świecie nic ponad chłód i obojętność. Resztki pozostałych w nas wyobrażeń o ludzkości wypali w nas "Credo Flaming Rain".
Spłynie na nas wskutek naszych błagań o zlitowanie, nie pozwoli przetrwać nikomu, kto nie przyjmuje nowej rzeczywistości. Co będzie póżniej? Później świat pogrąży się w szaleństwie w rytm "Credo Insanity (Intoxicated)". Ten kto przetrwał, zegnie kark i kolana, przyjmując to co się dzieje wokół za jedyną wartość. Już nie będzie wątpiących, każdy nasiąknie potęgą mrocznej nauki. W naszych umysłach zakiełkuje coś, co tkwiło w nas już od momentu narodzin. Obudzi się nasze wewnętrzne zło.
"Credo Inner Evil" to zdecydowanie najlepszy utwór. Uraczy nas potęgą, siłą i smutkiem. Po twarzach, na których wykwitła rezygnacja, spłyną łzy. Jakaś resztka kołaczącego się w nas człowieczeństwa zapłacze nad tym co było. Niestety, jest już za późno, bo dla tego świata nie ma już ratunku. "Credo Dead To This World" zwiastuje nam rychły jego koniec. Poddamy mu się bez wahania. Poprowadzi nas, posłusznych i pozbawionych woli. Staniemy w szeregach nowej mocy, wyrzekając się tego co było kiedyś, odrzucimy wszystko to, co łączyło nas z naszą przeszłością.
Wtedy litościwie zapanuje w naszych umysłach nowa świadomość. "Credo Vrangsinn". Owionie nas mrok, chłód. Każdy z nas zatonie w swój własny absolut.
Dobrze, muszę się otrząsnąć z tego mroku. Nie poradzę nic na to, że takowe właśnie wizje na mnie spłynęły pod wpływem "Ordo Bellictum Satanas". Płyta ta jest dziełem nadzwyczaj oryginalnym i genialnym w swoim rodzaju. W porównaniu do poprzedniczek, ta płyta jest najbardziej "własna", ma najmniej naleciałości czy podobieństw do innych kapel. W nagraniach tego brylantu brało udział wielu światowych muzyków, również tych z naszego podwórka.
Tymi gośćmi byli: Jonny Maudling (Bal – Sagoth, My Dying Bride), który wzbogacił płytę o perfekcyjnie brzmiące klawisze i partie orkiestry, Nera (Darzamat) ozdobiła całość intrygującymi wokalami, Iscariah (Immortal, Dead To This World, Necrophagia) również dodał wokale, Novy (Dies Irae, Behemoth pokazał jak doskonale radzi sobie na basie a Vrangsinn (Carpathian Forest, Nattefrost narobił trochę szatańskiego hałasu. Pomimo takiego natłoku gwiazd, Semargl pozostał sobą, zachował swój własny styl i charakterystyczne brzmienie.
To soczysty black metal, okraszony elektroniką i orkiestralną epiką a w środku ukryta jestsama rozkosz, wydobywający się z dna piekieł wokal. Zatonęłam w nim po uszy. Szczerze wierzę w to, że każdy znajdzie tu coś w czym się odnajdzie. Kawałek siebie. Kawałek swego wewnętrznego piekła...










autor: Dorota Książek

Argharus
Carach Angren
Dragobrath
Gromm
IXXI
Natural Spirit
Oficjalna strona
MySpace
Facebook
YouTube
Twitter
Last.fm