Bruce Dickinson: „Poddałem się. Nie ma sensu nawet podejmować próby zdefiniowania heavy metalu.”

 

Bruce Dickinson, wokalista Iron Maiden gościł ostatnio w chat show „Charlie Rose”. Odcinek z 11 listopada, w którym wziął udział Bruce znajdziecie poniżej.

Zapytany o jego definicję heavy metalu odpowiedział:

„Nie mam takiej. Poddałem się. Nie ma sensu nawet podejmować próby zdefiniowania heavy metalu. Jest bardziej definiowany przez innych ludzi niż przeze mnie. Kiedy zaczynałem słuchać muzyki, nie było czegoś takiego jak heavy metal. Właściwie to termin wymyślony przez dziennikarza, i wydaje mi się że pochodził z noweli Williama Burroughs, ale to pomniejszy detal.

(…) Metal powstał z czegoś, co było nazywane heavy rockiem – a heavy rock był po prostu odgałęzieniem blues rocka – wiecie, Led Zeppelin, Deep Purple i im podobne, i FREE, i tak dalej. Nie były heavy metalowe, ale znaleźli się na heavy metalowej orbicie – później cały świat muzyki się podzielił. Stał się bardzo niszowy, wszyscy zostali wepchnięci do małych szufladek. Właściwie prawda jest taka, że dokonały tego media – bo tego dokonały. A potem wytwórnie muzyczne zorientowały się, że można to łatwo sprzedać i bla bla bla i tak dalej i tak dalej. Ale zdołaliśmy nie tylko przetrwać, ale i się rozwinąć, w sensie – poza tym systemem. Ludzie mówią, że jesteśmy heavymetalowi – my odpowiadamy ‘okej, tak, jesteśmy’.”


Bądź jak Twoi znajomi, bądź na bieżąco.


Jak w takim razie udało im się przetrwać?

„Cóż, po pierwsze – nie sprzymierzamy się z mediami; nie jesteśmy częścią kultu celebrytów. Mam nadzieję, że kiedy zostajemy zauważeni, dzieje się tak dlatego, że czegoś dokonaliśmy, a nie z powodu operacji plastycznej czy czegoś takiego – bycie sławnym dlatego, że jest się sławnym, pojawiania się wszędzie, byle o tym napisali. Robimy co mówimy i jesteśmy uczciwi. Bardzo często jeździmy w trasy. Okej, koncertujemy jakieś trzy miesiące w roku, ale za to często i, mam nadzieję, nasze koncerty to całkiem niezłe show, w czasie którego staramy się mieć jak najwięcej interakcji z publicznością, której liczebność rośnie. Lata temu, w latach 80-tych graliśmy jeden koncert na obszarze Nowego Yorku, może dwa. Teraz gramy cztery, więc dwa razy więcej. Jesteśmy znani na całym świecie. Nasza nisza się powiększyła. Lubię mówić o naszych fanach, że są jak sklejka – z każdym pokoleniem tworzy się nowa ich warstwa, i wszystkie te warstwy trzymają się razem”.

Źródło: Blabbermouth.net / Fot. Materiały promocyjne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *