Dimmu Borgir zagra w Polsce w 2018 roku. Tymczasem posłuchajcie drugiego singla z “Eonian”

Nightwish - Decades Best of 1996-2016

Po prawie ośmiu latach przerwy, Dimmu Borgir powraca do żywych, efektem czego jest nowa płyta. “Eonian”, bo tak nosi tytuł wydawnictwo, jest 10-tym w dorobku formacji albumem. Jego premiera odbędzie 4 maja na całym świecie dzięki niemieckiej wytwórni Nuclear Blast.

To drugi krążek odkąd postanowiono, że Dimmu Borgir tworzyć będzie trio w postaci Shagratha (wokal), Silenoza (gitara) i Galdera (gitara). Dodatkowo zespół w roli sesyjnych muzyków zasilają Daray (perkusja) i Gerlioz (keyboard).

Dimmu Borgir świętuje w tym roku 25 lat!

Grupa nie planuje jednak z tej okazji żadnych fajerwerków, a wydanie “Eonian” jest, jak sami powiedzieli – idealną formą uczczenia ćwierćwiecza istnienia. Następnie ekipa planuje wyruszyć w trasę promującą najnowsze dzieło w swojej dyskografii. Obejmie ona kilka letnich festiwali, następnie jesienią rozpoczną się koncerty klubowe.

Premiera utworu “Council of Wolves and Snakes”.

Żeby zaostrzyć apetyt na długo oczekiwaną płytę Dimmu Borgir, jak i koncerty w Polsce – grupa opublikowała kolejny singiel po “Interdimensional Summit”. Z czwartym utworem na płycie możecie się zapoznać jako pierwsi na platformie Spotify. Niebawem ukaże się również teledysk. Czekamy jak zawsze na Wasze komentarze odnośnie piosenki.

Dimmu Borgir przyjedzie do Polski jeszcze w tym roku.

W naszym ekskluzywnym wywiadzie, Silenoz zdradził, że zespół odwiedzi w ramach wspomnianej trasy również nasz kraj. Na tę chwilę wiemy, że planowany jest na razie jeden występ w Warszawie w okolicach listopada / grudnia. Gitarzysta (my również) ma nadzieję, że jednak uda się zorganizować więcej koncertów w innych miastach. Na dalsze szczegóły musimy jeszcze zaczekać.

Fot. Materiały promocyjne

KOMENTARZE

  • Taki mamy klimat
    30 marca 2018 | 23:19
    Link

    W skrócie – Dimmu Borgir przekształcił się w cover band i coveruje w djentowym stylu “Cirice” Ghosta, po czym buja się w rytm nu metalowego rapu, by finalnie zostawić nas z wrażeniem, że nasłuchał się przy tym kawałku za dużo Slipknota, a w chwilach kiedy nie miał pomysłu od kogo zerżnąć plagiatował sam siebie. Bo jeśli zerżnie się od kilku kapel, dość powierzchownie zmieniając strukturę riffów, i okrasi się to kilkoma sekundami starych kawałków tu i tam, to już wedle prawa mamy do czynienia z samodzielnym dziełem. Czy ten kolaż wnosi cokolwiek do historii muzyki, gatunku, czy samego zespołu? Moim zdaniem nie to co powinien.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *