NEWSY WYWIADY

Steve Tucker: „Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać ze swoją dziewczyną o jej byłym…” (wywiad)

Steve Tucker z Morbid Angel został ostatnio zapytany o kilka rzeczy przez Jamesa Geisera z “AntiHero Magazine”.

Poniżej kilka przetłumaczonych fragmentów wywiadu:

Jakie było nastawienie podczas nagrywania najnowszego albumu grupy, „Kingdoms Disdained”?

Steve: Szczerze mówiąc chcieliśmy po prostu stworzyć najlepszy album, jaki byliśmy w stanie nagrać. Kiedy wchodziliśmy do studia, byliśmy naprawdę zadowoleni z tego, co mieliśmy. Musieliśmy tylko porządnie to nagrać i uzyskać odpowiednie brzmienie. Każdy z członków zespołu chce czegoś trochę innego, kiedy chodzi o mix. Jeśli chodzi o nas, próbujemy osiągnąć coś, co zadowoli nas wszystkich. Wydaje mi się, że nigdy nie jest się w stu procentach zadowolonym ze swojego dzieła, nie uważa się go za perfekcyjne w stu procentach, ale jednak cholernie się do tego zbliża.

Jak wyglądał proces twórczy w przypadku „Kingsdoms Disdained”?

Steve: W pewnym sensie rozbiliśmy to na części. Na początku Trey [Azagthoth, gitarzysta] po prostu pracował nad kawałkami i potem mi je wysyłał. Wrzucałem je do Logic, cyfrowej platformy nagraniowej której używam i kiedy już je zapamiętałem, zaczynałem pracę nad wokalami. Praca z twórczością Treya jest zawsze trochę dziwna, ponieważ trzeba dokładnie i wielokrotnie przesłuchać te utwory, by w ogóle połapać się, co się w nich dzieje. Tak już jest, ale tak właśnie wygląda początek pisania. Potem nagrałem wokale w wersji demo i uczyłem się partii basu, ale przy tym albumie nie chciałem po prostu siedzieć w domu i po prostu robić demówek, więc poczekałem aż będę mógł poćwiczyć z zespołem i zacząłem pracować nad pomysłami z perkusistą, Scottym Fullerem. W ten sposób zaczęliśmy jakoś dochodzić do porozumienia. Część albumu została stworzona w domu, na komputerze, a reszta powstała w sali nagraniowej.

Czy nieco mniej pozytywne przyjęcie „Ilud Divinum Insanus”, albumu z 2011 roku nie było dla zespołu natrętną, czającą się gdzieś w głowie myślą poczas nagrywania „Kingdoms Disdained”?

Steve: Myślę, że za każdym razem kiedy nagrywasz, chcesz, by był to album tak dobry – jeśli nie lepszy – jak poprzedni. Po prostu piszesz kawałki i są, jakie są. Zawsze będą na ich temat różne opinie, więc szczerze mówiąc, nie rozmawialiśmy za wiele na temat poprzedniego albumu. Nie dyskutowaliśmy o nim. Nie byłem jego częścią. Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać z swoją dziewczyną o jej byłym albo o swojej byłej. To w pewien sposób głupie.

Dlaczego 2017 był tak dobrym rokiem dla weteranów sceny death metalowej, takich jak Cannibal Corpse, Morbid Angel, Obituary czy Suffocation?

Steve: Moim zdaniem to zbieg okoliczności, że wszyscy wydali albumy w tym samym roku. Cannibal Corpse nagrywa płyty znacznie częściej niż Morbid Angel, robią to co kilka lat. Nam zajmuje to więcej czasu, zwykle od trzech do pięciu lat. Tak nam się zdarzyło, że wszyscy wpadliśmy w ten sam cykl, w rezultacie wydając świetne albumy w jednym roku. Świetnie, że tak się stało. Nowy krążek Immolation „Atonement” jest fantastyczny. Ci goście to starzy wyjadacze.

Czemu Morbid Angel zawdzięcza swoją długowieczność?

Steve: Myślę, że oryginalności. Jeśli mam być z tobą szczery, ludzie po prostu sugerują się trendami. Podłączają się pod jakiś, jadą na nim, istnieją kilka lat, a potem znikają. Moim zdaniem Morbid zawsze próbował być oryginalny. Z tego powodu często ludzie są lekko w szoku i potrzebują jakiegoś miesiąca, by przekonała ich nowo wydana płyta Morbid Angel. Wszystkie nasze albumy się od siebie różnią. Zawsze są czymś innym, ale i zawsze są wyjątkowe.

Jak więc pozostać oryginalnym i nie zrazić do siebie fanów?

Steve: A kto chce się zrażać fanów? Szczerze mówiąc, udzielałem dziwnych wywiadów. Jednego udzieliłem nawet “Wall Street Journal”. Ich człowiek zadał mi takie pytanie – „Gdybyście nie śpiewali i grali tak ciężko, moglibyście spodobać się większej rzeszy ludzi. Nie podoba Ci się ten pomysł?” – na co ja odpowiedziałem „Nie, przepraszam, ale to wcale mnie nie interesuje”. Jest jak jest. Muzyka Morbid Angel po prostu jest dla pewnej rzeszy ludzi. Nie jest i nigdy nie miała być muzyką dla mas. Muzyka dla mas pojawia się i znika tak szybko, że nie ma żadnego znaczenia. Zespoły takie jak Morbid Angel, Cannibal Corpse, Deicide czy Malevolent Creation istnieją tak długo, że dla wielu ludzi nabrały szczególnego znaczenia.

Ostatni album Morbid Angel, „Kingdoms Disdained” został wydany 1 grudnia 2018 nakładem Silver Lining Music i JVC w Japonii.

Źródło: Blabbermouth.net

Podobne artykuły

Wspólny koncert Whalesong, Shine i destructio continua w Chorzowie

Tomasz Koza

Woody Weatherman o nowym albumie Corrosion of Conformity

Dominika Kudła

Blindead na pięciu koncertach w ramach “Ascension Tour 2017”

Tomasz Koza

1 komentarz

zukow 15 kwietnia 2018 at 09:42

Poziom wywiadu: zenujacy.

Odpowiedz

Zostaw komentarz