REKLAMA

RELACJE

Odwiedziliśmy Until Death Takes Us w Lublinie (relacja z koncertu)

Relacja z Until Death Takes Us w Lublinie

Until Death Takes Us to wciąż młoda, ale świetnie rozwijająca się koncertowa inicjatywa. Znana przede wszystkim w lokalnym warszawskim podziemiu, od pewnego czasu coraz częściej zagląda do innych miast. 11 kwietnia pod szyldem UDTU odbył się koncert w lubelskim klubie Graffiti, podczas którego zagrali: Hellfuck, Deamonoltih, Species i Wrath Opiate. Zapraszamy do lektury relacji z tego wydarzenia.

Czytaj też: Zespół Lik zagrał w Warszawie – szwedzki death metal w Polsce (relacja)

Wrath Opiate – na pewno black metal, ale czy post?

Sobotnia impreza Until Death Takes Us w Graffiti miała planowo wystartować o godzinie 19:15, jednak już na początku zaliczyła lekkie opóźnienie z powodów technicznych i przedłużających się prób dźwięku. Jednak po około kwadransie oczekiwania na scenie zameldował się zespół Wrath Opiate – jedyni tego wieczoru reprezentanci lokalnej lubelskiej sceny.

Wrath Opiate
Wrath Opiate

To również jedyna kapela z czterozespołowego składu, której wcześniej nie znałem i zostałem całkiem miło zaskoczony. Choć przedstawiają się jako grupa post-black metalowa, ja tej „postowości” nie usłyszałem na żywo zbyt wiele. Owszem, było trochę charakterystycznej dla gatunku melancholii, były gitarowe tremolka i mieszanie stylów, ale też dużo korzennego blackowego grania, miejscami podszytego wręcz punkową rytmiką i bardziej przypominającego Darkthrone i Mayhem niż Harakiri for the Sky czy Deafheaven.

Właśnie w tych prostych, punkujących fragmentach zespół Wrath Opiate podobał mi się najbardziej i wypadał znacznie bardziej przekonująco niż w gitarowo-perkusyjnej nawałnicy, podczas której sporo tracił na czytelności brzmienia. Było fajnie, choć nie idealnie, ale to wciąż jeszcze młoda kapela, której warto dać kredyt zaufania – szczególnie że jest aktywna, sporo koncertuje i stara się podtrzymywać niemałe przecież tradycje lubelskiej sceny undergroundowej. Lokalni fani też chyba ją lubią, bo już na pierwszym występie wieczoru stawili się w dobrej liczbie, a nawet wywoływali Wrath Opiate na bis, ale niestety czas naglił.

Species
Species

Species – prawdziwa wirtuozeria i prawdziwe emocje

Z piętnastu minut obsuwy szybko zrobiło się niemal pół godziny, ale w końcu na deski wyszli trzej wąsacze w hawajskich koszulach, czyli techniczno-progresywny thrash metalowy ansambl Species z Warszawy. No i zrobili to, co zrobić powinni, czyli porozkładali ludzi pod sceną na łopatki.

Stali czytelnicy MetalNews.pl wiedzą doskonale, że należę do zagorzałych fanów tego zespołu i pozytywna recenzja kolejnego już koncertu Species, na którym miałem okazję być, chyba nikogo specjalnie nie zdziwi. To bardzo dobrzy kompozytorzy i wręcz wybitni instrumentaliści, którzy na żywo potrafią połączyć muzyczne wyrafinowanie z ciężarem i agresją. Połamany, techniczny thrash metal w wykonaniu Warszawiaków to muzyka wirtuozerska, ale ich wirtuozeria nie jest tylko sztuką dla sztuki, byle zagrać szybciej i bardziej skomplikowanie. Czuć w niej dużo prawdziwych emocji, a jazzujące solówki, choć wspaniałe, wcale nie dominują nad solidnym, thrashowym riffem.

Panowie wydali w zeszłym roku świetną płytę „Changelings” i aktywnie ją promują, więc lubelski koncert oczywiście zdominowały utwory z nowego CD, szczególnie mocne wrażenie zrobiły „The Essence”, „Born of Stitch and Flesh” i „Waves of Time” (ależ wspaniały jest fragment śpiewany czystym wokalem w tym numerze!). Wprawdzie w związku z przesunięciem w czasówce musieli skrócić występ o jeden utwór, ale mimo to poza świeżym materiałem znaleźli też miejsce na zagranie kilku starszych rzeczy, np. „Thy Name Is Slaughter”.

Nie wiem czemu tak się dzieje, bo na co dzień mało słucham aż tak technicznego grania, ale za każdym razem, jak widzę Species na żywo, to podobają mi się bardziej. Na Until Death Takes Us fajnie rozkręcili publiczność i zagrali kolejną bardzo dobrą sztukę. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania z tym zespołem w czerwcu na Mystic Festivalu, gdzie panowie jednocześnie zainaugurują wspólną trasę nie z kim innym, jak z samym Death To All – a inspiracje i nawiązania do twórczości Chucka Schuldinera słychać u Species bardzo wyraźnie.

Deamonolith
Deamonolith

Deamonolith – trochę koncert metalowy, trochę spektakl teatralny

Trzecią kapelą w rozpisce wieczoru byli kolejni goście ze stolicy, Deamonolith. To zespół, który powstał zaledwie cztery lata temu, ale tworzą go doświadczeni i zasłużeni muzycy z przeszłością w takich składach jak m.in. Lost Soul, Pandemonium czy Imperator. Ich debiutancki album „The Monolithic Cult of Death” stał się jedną z najgorętszych nowości polskiej sceny death metalowej 2024 r.

Po raz pierwszy widziałem ich w zeszłym roku na festiwalu Summer Dying Loud, gdzie dali bardzo dobry koncert, ale obcowanie z muzyką Deamonolith w małym klubie, w znacznie bardziej kameralnej i intymnej atmosferze, dodało jej sporo uroku. Zespół połączył połamany, eksperymentalny death metal z nieco teatralną prezencją sceniczną – były maski, zmiany strojów, a na scenie znajdowała się charakterystyczna mównica, za którą często stawał i „nauczał” wokalista Łukasz Kobusiński.

Wszystko to sprawiło wrażenie połączenia metalowego koncertu ze swoistym spektaklem i było naprawdę bardzo ciekawe. Hipnotyczna atmosfera udzieliła się też publiczności, która zrezygnowała z szaleństw pod sceną na rzecz kontemplacji ambitnej muzyki, podążania za kreowaną historią i uważnej obserwacji tego, co działo się na deskach.

Hellfuck
Hellfuck

Hellfuck – thrashowanie bez kompromisów

Gwiazdą sobotniego wieczoru była śląska formacja Hellfuck. Tej nazwy miłośnikom rodzimego thrash metalu chyba nie trzeba przedstawiać – tak jak grające wcześniej Species należy do ścisłej czołówki technicznej odmiany tego gatunku, tak Hellfuck to absolutny top w Polsce, jeśli chodzi o thrashowanie rzeźnickie i bezkompromisowe.

Podczas lubelskiej odsłony Until Death Takes Us pokazali pełnię swoich możliwości, porywając publikę do zabawy, a moshpit na parkiecie kręcił się od pierwszego do ostatniego kawałka. Tradycją koncertów Hellfuck są problemy techniczne na scenie, tym razem nie obyło się bez kłopotów z mikserem, ale po ich szybkim zażegnaniu zabawa trwała w najlepsze. Szybkość, moc i cięte riffy przywodzące na myśl wczesne dokonania Kreator i Sodom nie pozwoliły stać spokojnie.

Panowie nieco ponad miesiąc temu wydali swój drugi album, co oczywiście nie pozostało bez wpływu na zestaw serwowanych przez Hellfuck utworów. Osobiście uwielbiam ich debiut i żałuję, że z aktualnej setlisty wypadło moje ulubione „Angel’s Disgrace”, ale wciąż grają przynajmniej „War Obsession”, „Religious Scum” i „H.M.S.T.P.O.S.”, więc spoko. Bardzo dobrze, chyba nawet lepiej niż w wersjach studyjnych prezentują się za to na żywo numery z „dwójki”. Szczególnie „Wonderful Stench of Death” i zagrane na koniec występu „The Temple of Deceit Burns Bright” to są koncertowe hiciory urywające głowę przy samej ziemi.

Trwającym około godzinę występem w Lublinie Hellfuck potwierdził tylko, dlaczego uważany jest za jedną z najlepszych załóg w swoim fachu w Polsce, a rozkręcone przez ekipę zespołu afterparty było wydarzeniem muzyczno-kulturalnym nie mniej ciekawym niż sam koncert 😉

Setlista Hellfuck
Setlista Hellfuck

Until Death Takes Us – organizatorska pasja godna podziwu

Podsumowując, za nami bardzo udany wieczór z podziemnym metalem w Lublinie. Cztery dobre lub nawet bardzo dobre występy, solidna frekwencja w klubie, sporo przekraczająca 100 osób, brak większych problemów organizacyjnych poza początkowym opóźnieniem, które ostatecznie udało się jednak utrzymać w sensownych granicach, szybko naprawiane przeciwności natury technicznej, porządne nagłośnienie i bardzo dobre oświetlenie – wszystko zagrało jak trzeba.

W tym miejscu należą się gratulacje oraz podziękowania za zaproszenie na imprezę dla Bartka z Until Death Takes Us. UDTU to inicjatywa jednoosobowa, dzielnie walcząca ku chwale metalu i promująca polskie podziemne zespoły. Jej rozwój jest przykładem na to, że dzięki pasji do muzyki i drobnej pomocy zaufanych ludzi można nawet bez ogromnych budżetów i spektakularnej machiny promocyjnej organizować wydarzenia na sensownym poziomie i przyciągać na nie coraz wybredniejszą metalową publiczność. Natłok imprez i ogromna konkurencja wśród organizatorów koncertów co prawda nie pomagają, ale walka trwa!

A jeśli Wy macie ochotę wesprzeć Until Death Takes Us i sprawdzić co w podziemiu piszczy, polecamy Waszej uwadze dwa wydarzenia, które odbędą się pod szyldem UDTU już w maju:

Podobne artykuły

Relacja: Ghost, All Them Witches, Tribulation – Katowice, Spodek 30.11.2019

Szymon

Zespół Lik zagrał w Warszawie – szwedzki death metal w Polsce (relacja)

Piotr Żuchowski

Relacja: Satyricon, Suicidal Angels, Fight The Fight – Warszawa, 15.10.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz