RELACJE

Demoncy po raz pierwszy w Polsce – relacja z koncertu w Warszawie

Black metalowe Demoncy w Polsce

Dawno nie było na naszych łamach relacji z warszawskiego VooDoo Club? No to łapcie następną! Tak się składa, że na cztery ostatnie koncertowe raporty aż trzy dotyczyły imprez w tym właśnie lokalu, a to wszystko dlatego, że i w nim, a nie tylko na wielkich halach i stadionach, dzieją się w metalu rzeczy historyczne. Niedawno swój pierwszy polski koncert właśnie w klubie na Woli zagrał Thy Catafalque, a 23 kwietnia, również podczas swojego pierwszego pobytu w naszym kraju, wystąpiło tam black metalowe Demoncy z USA.

Czytaj też: Thy Catafalque pierwszy raz w Polsce – relacja z koncertu w Warszawie

Występ zespołu Kerberos – forma nad treścią

Zespoły Demoncy, Ares Kingdom i Kerberos przyjechały do Polski w ramach trasy koncertowej „Cosmic Radiant Curse”. 22 kwietnia wystąpili w Katowicach, a dla będących główną gwiazdą amerykańskich black metalowców był to historyczny, pierwszy koncert w naszym kraju. Dzień później ten sam skład nawiedził Warszawę i wolski VooDoo Club.

Wieczór otwierali Holendrzy z zespołu Kerberos, jednak trochę się na ich występ spóźniłem i złapałem tylko parę ostatnich utworów. O koncercie tej ekipy mogę powiedzieć tylko tyle, że się odbył i że grali black metal. Black metal, dodajmy, sztampowy, brzmieniowo płaski i niezbyt porywający. Gitarzysta Wraith i śpiewający basista Genocidehar w towarzystwie automatu perkusyjnego nie zrobili wrażenia ani na mnie, ani – wnioskując z pokoncertowych rozmów ze znajomymi – na sporej części publiczności. Ich gig wyglądał naprawdę klimatycznie, scenografia w postaci odwróconych drewnianych krzyży, pasów z nabojami i rogatych czaszek robiła robotę, ale niestety muzyka nie dorównała poziomowi wizualnemu.

Ares Kingdom – death/thrashowe hymny dla boga wojny

Około godziny 20 zrobiło się jednak znacznie lepiej, gdyż na scenie zameldowali się weterani z Kansas City – Ares Kingdom. Zespół ten założyli byli muzycy kultowej hordy Order From Chaos po tym, jak zakończyła ona działalność w 1995 r. Gitarzysta Chuck Keller i perkusista Mike Miller pod nowym szyldem zwrócili się ku death/thrash metalowemu graniu i po dołączeniu do składu znanego również z Perdition Temple wokalisty/basisty Alexa Blume’a wydali sześć utrzymanych w tym stylu płyt długogrających.

Przyznam szczerze, że wcześniej nie zasłuchiwałem się zbytnio w ich twórczości, ale albumy i dema przerobione w ramach tradycyjnego wałkowania dyskografii przed koncertem zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Im bliżej było występu Ares Kingdom w Warszawie, tym większe miałem poczucie, że to na zobaczeniu właśnie ich, a nie gwiazd wieczoru z Demoncy, zależy mi najbardziej. No i nie zawiodłem się, bo zagrali doskonale.

Niespełna 50 minut staroszkolnego death/thrash metalu na pełnych obrotach, z brudnym, chropowatym brzmieniem i zabójczymi riffami po prostu skosiło równo z podłogą. Zaczęli od „Aequinoctium” z ostatniej płyty, która zresztą zajęła najwięcej miejsca w setliście, aby potem zaserwować też coś z wcześniejszych etapów działalności zespołu. Szczególnie zmasakrowali wolnym, walcowatym numerem tytułowym z „The Unburiable Dead” oraz przecudownym „Ashen Glory” z albumu „Incendiary” z 2009 r.

Ares Kingdom to muzyka pełna wkurwu i buntu, która w przeciwieństwie do występującego wcześniej Kerberos nie potrzebowała wizualnych ozdobników, by dobitnie przekazać o co w niej chodzi. Trzech starszych panów grających nienawistny ekstremalny metal, ale z punkową nonszalancją i rock’n’rollową przebojowością, wystarczyło, by porwać do zabawy zgromadzoną na sali publikę. Świetny występ zakończyli dwoma coverami: „Die by Power” australijskiego Slaughter Lord oraz „Plateau of Invincibility”, oczywiście z repertuaru Order From Chaos.

Demoncy – historia przedwcześnie zakończona

Panowie z Ares Kingdom zawiesili bardzo wysoko poprzeczkę dla swoich rodaków z Demoncy. Wyjść na deski po takim koncercie i wypaść co najmniej równie przekonująco to duże wyzwanie. Moim zdaniem gwiazda wieczoru poprzeczki może nie przeskoczyła, ale wrażenie pozostawiła po sobie jednak bardzo dobre.

Demoncy to weterani black metalu z USA – zespół, który wprawdzie nie zdobył wielkiej popularności, ale w blackowym podziemiu ma jednak status ikony. Kultowość grupy dowodzonej od 1989 r. przez Roberta „Ixithrę” Crusena była tego wieczoru niemal namacalna, zarówno pod kątem historycznej wagi wydarzenia, w którym braliśmy udział, jak i tego, co działo się na samej scenie.

Tam Ixithra w towarzystwie gitarzysty o pseudonimie VJS oraz perkusisty Paulusa serwował zimny, surowy, korzenny czarny metal ku chwale czarnych sił. Instrumenty brzmiały wybornie, choć niestety trochę słabo nagłośniony był wokal, który często ginął pod gitarowo-perkusyjną nawałnicą. W parze z muzyką szedł image i sceniczne zachowanie członków zespołu. Corpse paint, szaty przywodzące na myśl stroje jakichś demonicznych kapłanów, minimalizm w kontakcie z publicznością – wszystko to doskonale dopełniało transowy, rytualny charakter numerów Demoncy.

Było to naprawdę przekonujące, jednak sporym minusem występu gwiazdy wieczoru okazała się długość jego trwania. Po niespełna 40 minutach muzycy opuścili scenę i powiem szczerze, że byłem przekonany, że to tylko przerwa w secie dla podbicia klimatu, a panowie pojawią się zaraz znowu na deskach przy dźwiękach jakiegoś mrocznego intra. Jednak po chwili zapaliły się górne światła na sali oznajmiając, że nic z tego. Nie wiem, czy taki był plan od początku, czy podczas koncertu wydarzyło się coś, co zmusiło Demoncy do skrócenia setu, ale tak czy inaczej, niedosyt pozostał ogromny.

Pomimo paru wyżej wspomnianych zgrzytów był to bardzo udany wieczór. Całkiem wysoka jak na mniejszą z dwóch sal VooDoo Club frekwencja, bezproblemowa organizacja i dwa naprawdę mocne występy zapewniły pozytywny odbiór całości imprezy. Podziękowania dla Black Silesia Productions za zaproszenie i do zobaczenia następnym razem! Tymczasem w VooDoo meldujemy się znowu już 9 maja na kolejnej odsłonie cyklu Metal Kommando Fest.

Podobne artykuły

Relacja z koncertu Dirkschneider w Warszawie. 40 lat płyty „Balls to the Wall”

Piotr Żuchowski

Relacja z Varsovia Metal Fest. Kolejny dobrze rokujący mini-festiwal?

Piotr Żuchowski

Relacja: The Dillinger Escape Plan w Polsce – Kraków, 12.10.2013

Tomasz Koza

Zostaw komentarz