RELACJE

Zespół Lik zagrał w Warszawie – szwedzki death metal w Polsce (relacja)

Dwa koncerty zespołu Lik w 2026

31 marca w Warszawie i 1 kwietnia w Krakowie odbyły się pierwsze od dawna klubowe koncerty zespołu Lik w Polsce. Występy death metalowców ze Szwecji zorganizowała agencja Knock Out Productions, dzięki uprzejmości której mogliśmy uczestniczyć w wydarzeniu w stołecznym VooDoo Club i przygotować dla Was krótką relację.

Czytaj też: Tribute to Roman Kostrzewski – relacja z koncertu w Warszawie

Lik na klubowym koncercie w Warszawie promował nową płytę „Necro”

Zespół Lik bywa wprawdzie w Polsce dość często, ale zazwyczaj obstawia sceny festiwalowe i w takich też okolicznościach trafiłem na jego koncert po raz pierwszy – Mystic 2022, reaktywacyjna edycja po pandemii, jednocześnie debiut imprezy w Stoczni Gdańskiej, która jest jej domem do dzisiaj. Jeden z pierwszych występów na Warm-Up Day, na który wszedłem trochę przypadkiem, rozglądając się i badając nowy wówczas dla siebie teren, bardzo mi się spodobał i od tamtej pory niecierpliwie czekałem na możliwość zobaczenia szwedzkich deathowców w pełnowymiarowym, headlinerskim secie.

W ramach trasy „Necrofeeling Over Europe”, promującej nowy album „Necro”, zawitali do Warszawy, prezentując 75-minutowy program, bez żadnych supportów ani gości specjalnych. Zaczęli od premierowego materiału w postaci utworów „Deceased” i „War Praise”, aby potem zafundować publiczności przekrojową przejażdżkę po całej swojej dyskografii i wykonać po kilka numerów z każdego ze swych czterech albumów długogrających.

Szwedzka szkoła death metalu z lat 90. w XXI wieku

Lik gra szwedzki death metal w najczystszej formie i choć zespół powstał w 2014 r., to hołduje tradycji Sztokholmu lat 90. bez żadnych udziwnień i unowocześnień. Całe taczki gruzu w brzmieniu gitar, wyraźnie słyszalny, brzęczący bas i prosta, chwytliwa rytmika – czasem zdradzająca inspiracje punkiem, czasem zwalniająca tak, by zahaczać o klimaty death/doom – Lik może swoim graniem Ameryki nie odkrywa, ale serwuje dokładnie to, za co sam uwielbiam (i nie tylko ja przecież) zespoły pokroju Entombed i Dismember.

Właśnie w tych monumentalnych, miażdżących zwolnieniach wypadli Szwedzi moim zdaniem najlepiej. Najbardziej poruszającym momentem koncertu było dla mnie wykonanie majestatycznie wkręcającego się w głowę „Morgue Rat” z ostatniej płyty oraz świetne „Becoming” z wcześniejszego albumu na sam koniec. To absolutne highlighty wieczoru, co nie oznacza wcale, że pozostałe numery wypadły źle. Nie, Lik zagrał naprawdę dobry, równy koncert, pełen grobowego klimatu, ale też ze sporą dawką scenicznego luzu i czarnego humoru. Oczywiście można twierdzić, że to nic oryginalnego, a Szwedzi tylko odgrzewają kotlety po rodakach ze wspomnianego wcześniej Dismember, ale ja takie kotlety właśnie lubię – grube, krwiste i przygotowane według sprawdzonego tradycyjnego przepisu.

Knock Out Productions i VooDoo Club, czyli organizacja i komunikacja

Koncert zorganizowała znana i lubiana agencja Knock Out Productions, której w tym miejscu bardzo dziękuję za udzielenie akredytacji. I tak jak zazwyczaj nie mogę złego słowa powiedzieć o stronie techniczno-organizacyjnej wydarzeń pod szyldem KOP, tak tym razem na pewne rzeczy nie można nie zwrócić uwagi. Wprawdzie na miejscu wszystko przebiegło jak zwykle bezproblemowo, ale promocja i komunikacja z fanami przed imprezą pozostawiła trochę do życzenia. Mimo licznych pytań od użytkowników na facebookowym wydarzeniu, czasówka oraz informacja o braku supportów pojawiły się dopiero dzień przed imprezą, w ostatniej chwili doszło też do zmiany sali, na której miała się odbywać.

Przyznam szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na metalowym koncercie, podczas którego gwiazda wieczoru występowałaby sama, bez żadnych lokalnych supportów. To dość dziwna decyzja organizacyjna, której kulisów nie znam i nie chcę spekulować, ale ponieważ występ szwedzkiego zespołu zamknął się w godzinie i piętnastu minutach, przynajmniej każdy zainteresowany mógł sobie spokojnie obejrzeć zaczynający się o 20:45 mecz piłkarskiej reprezentacji Polski ze… Szwecją właśnie, odbywający się zresztą w rodzinnym mieście Lik. A kto meczu oglądać nie miał ochoty, też wcale VooDoo nie musiał opuszczać…

Koniec koncertu Lik nie był końcem muzycznego wieczoru

Niezorientowanych warto poinformować, że klub na warszawskiej Woli dysponuje dwoma salami koncertowymi, w których nierzadko odbywają się dwa wydarzenia równolegle. I tak podczas gdy na większej Stage 1 grali death metalowcy z Lik, Stage 2 gościła imprezę Warsaw Black Ritual XXMMVI. W związku z wczesną godziną zakończenia występu Szwedów nie mogłem odmówić sobie przyjemności zajrzenia jeszcze na chwilę do sali obok.

Black metalowa impreza była właśnie mniej więcej w połowie. Nie zobaczyłem dwóch niemieckich zespołów otwierających wieczór, Suel i Naxen, zdążyłem za to na dużą część występu białoruskiego projektu Ciemra, który zrobił na żywo bardzo dobre wrażenie. Klimatyczny black metal, umiejętnie łączący melodię z agresją, i mocno stawiający na teatralność występu (stroje, maski, rekwizyty, scenografia) mógł się naprawdę podobać.

Gwiazdą wieczoru na Warsaw Black Ritual XXMMVI była horda z dalekiej Argentyny, Los Males Del Mundo. To bardzo ciekawe doświadczenie móc zobaczyć zespół z tak odległego kraju grający w niewielkiej sali w lokalnym klubie dla publiczności wynoszącej w porywach jakieś 50 osób. Panowie dali z siebie wszystko i wypadli nieźle, choć nie tak przekonująco jak Ciemra z Białorusi. Ot, poprawny black metal, transowy, miejscami zahaczający nawet o post-black, bez fajerwerków, ale szczery i od serca, a chyba o to przede wszystkim w tej muzyce chodzi.

Podsumowując, za nami kolejny udany, choć z różnych powodów też trochę zaskakujący i nietypowy, wieczór z metalem w VooDoo Club. A już w przyszłym tygodniu widzimy się w tym samym miejscu na koncercie Thy Catafalque i Bong-Ra, organizowanym przez Piranha Music. Do następnego!

Podobne artykuły

Hellenic Heavy Rock. Relacja z koncertu zespołu Planet of Zeus

Piotr Żuchowski

Relacja: Transgresja – Klub Latawiec, Będzin, 02.03.2019

Paweł Kurczonek

Relacja: Hirax w Polsce, Warszawa – 04.11.2011

Tomasz Koza

Zostaw komentarz