Image default
NEWSY SPECJALNE

20. rocznica wydania „Virtual XI” Iron Maiden – czy to najgorsza płyta zespołu?


Nie jest wielką sztuką pisać o albumach-pomnikach, czyli takich, które zdobyły powszechne uznanie. Najczęściej informacje o nich są łatwo dostępne, a i odbiorcy chętnie czytają materiały, o płytach, które doskonale znają i lubią. O wiele trudniej jest wrócić do płyt, które z różnych względów nie zostały najlepiej przyjęte i sprawdzić, czy wcześniejszy osąd na pewno jest słuszny. Być może, dzięki odpowiedniej perspektywie, uda się docenić muzykę, która wcześniej budziła tylko politowanie. Wstęp ten napisany jest nie przez przypadek, bo właśnie dziś, 23 marca 2018 roku, przypada 20. rocznica wydania albumu „Virtual XI” zespołu Iron Maiden, który w każdym zestawieniu płyt tego zespołu opisywany jest jako zdecydowanie najgorszy. Czy tak rzeczywiście jest?

Lata 90. nie były zbyt łaskawe dla metalowych zespołów, ale szczególnie dotkliwie odczuła je legenda brytyjskiego metalu, czyli Iron Maiden.

Po udanym początku tej dekady, która zaowocowała wydaniem albumu „Fear of the Dark” na fanów metalu, jak grom z jasnego nieba spadła informacja. Z zespołu odchodzi wokalista Bruce Dickinson. Już rok później, w 1994, jako nowego frontmana przedstawiono Blaze’a Bayley’a. W kolejnym wydano pierwszy album z nowym wokalistą, czyli „The X Factor”.

Wydawnictwo zostało przyjęte dość umiarkowanie zarówno przez fanów, jak i krytyków.

Z jednej strony nikt nie spodziewał się, że Dickinsona można kimkolwiek zastąpić, z drugiej za sterami zespołu wciąż stał Steve Harris, który w końcu nie zatracił umiejętności komponowania. I tak słuchacze otrzymali album w dość mrocznym stylu, cięższy, ale i zdecydowanie mniej przebojowy niż wcześniejsze wydawnictwa. Odbiło się to mocno na sprzedaży, ale i popularności zespołu.

Można powiedzieć, że nakłady wielu poprzednich albumów liczone były w milionach sztuk. Natomiast „The X Factor” otrzymał zaledwie srebrny certyfikat w rodzimej Wielkiej Brytanii za 60 tysięcy sprzedanych płyt. Wszyscy myśleli, że zespół jest na dnie. Jak się jednak okazało, dopiero zmierzał w jego kierunku.

EMP Shop

Nagrywanie „Virtual XI” zaczęto jeszcze w 1997 roku.

Za komponowanie wziął się głównie Steve Harris, który jest autorem lub współautorem siedmiu z ośmiu utworów na płycie. Po raz pierwszy również sam zagrał partie klawiszowe. Swój wkład w album mieli także Blaze Bayley, Dave Murray i Janick Gers.

Wśród zaproponowanych utworów zdecydowanie można wyróżnić „Futureal”, czyli metalowy hit w stylu Iron Maiden – zagrany ostro i w zawrotnym tempie. Uwagą zwracał również monumentalny „The Clansman”, który opowiadał o Williamie Wallace’ie, szkockim bojowniku o wolność. Utwór zbudowany jest na kontrastach – fragmenty zdecydowanie spokojniejsze, łączą się tam z szalonymi galopadami, a delikatny śpiew – z krzykiem.

Ciekawie jest również w „Don’t Look to the Eyes of a Stranger”, w którym można doszukiwać się pewnych podobieństw do „Fear of the Dark”, głównie ze względu na mroczny klimat utworu. Jednak cierpi on na typową przypadłość zdecydowanej większości kompozycji na „Virtual XI”, czyli nadmierne rozbudowanie kompozycji. Utwór trwa ponad 8 minut, ale bez żalu można było skrócić go o połowę. To samo dotyczy singlowego „The Angel and the Gambler”, a i w pozostałych utworach ucięcie minuty-dwóch wyszłoby im zdecydowanie na zdrowie. W zdecydowanej większości utworów razi też bardzo schematyczna, żeby nie powiedzieć wprost – prostacka – gra Nicko McBraina.

W związku z powyższym, gdy płyta ukazała się na rynku, pierwsze recenzje – mówiąc oględnie – nie były pochlebne.

Zespołowi zarzucano wtórność, brak ciekawych pomysłów, utwory przeciągane w nieskończoność, a wokaliście – całkowity brak charyzmy. Bardzo słaba była również sprzedaż. Łaskawi ponownie okazali się Brytyjczycy, którzy kupili co najmniej 60 tysięcy egzemplarzy. Mimo wszystko zespół wyruszył w światową trasę koncertową, która jednak zamiast przypomnieć fanom o tym, jak dobrą kapelą jest Iron Maiden, była gwoździem do trumny wcielenia zespołu z Blazem Bayley’em jako wokalistą.

Z powodu jego problemów z głosem, choć oficjalnie mówi się, że ze względu na reakcję alergiczną, odwołano kilkanaście występów, a i w pozostałych jego forma pozostawiała wiele do życzenia. Ostatni koncert trasy odbył się w grudniu 1998 roku w Argentynie. Był to również ostatni show Bayleya z Iron Maiden.

Zespół przez krótki czas „udawał”, że „Virtual XI” nie był katastrofą.

Jeszcze w 1999 roku, już po powrocie Bruce’a Dickinsona wykonywano na żywo „Futureal”, a także „The Clansman”. Ten drugi utwór powracał w koncertowych setlistach do 2003 roku. Jest uwieczniony między innymi na słynnym już wydawnictwie live zespołu z 2001 roku, czyli „Rock in Rio”. Jednak od 15 lat żaden utwór utwór z albumu 1998 roku nie jest grany na żywo.

Dziś, z perspektywy czasu można jednak spojrzeć na „Virtual XI” z większym zrozumieniem.

Płyta powstawała w bardzo niesprzyjających okolicznościach. W złych czasach dla klasycznego metalu, a także pod dużą presją nie tylko zewnętrzną, ale i wewnętrzną. Janick Gers w jednym z wywiadów wprost powiedział, że problemy Blaze’a Bayleya z głosem mogły wynikać z nadmiernej eksploatacji, a także ciśnienia ze strony zespołu, aby wokalista śpiewał wręcz powyżej swoich możliwości. Czy „Virtual XI” jest faktycznie najgorszą płytą Iron Maiden? Prawdopodobnie tak, ale – paradoksalnie – wcale nie oznacza to, że jest to zły album. Ma swoje wady i bolączki, ale powrót do niej na pewno nie jest przykrym doświadczeniem.

Podobne artykuły

Six Feer Under: nowy krążek już niebawem

Lena Knapik

Zmiany w składzie Brutal Assault 2018. Odpada m.in. Ihsahn, Graveyard, Novembers Doom

Albert Markowicz

My Dying Bride dementuje plotki o rozpadzie

Lena Knapik

4 komentarze

ServusChristi 23 marca 2018 at 20:48

To jest ZA…..STY album – mega niedoceniony, przez pseudo fanów…

Odpowiedz
Satan666 25 marca 2018 at 09:49

Pierdolenie na antenie dobry album

Odpowiedz
P. 26 marca 2018 at 09:31

Bardzo lubię “The X Factor”, płyta jest bardzo ponura, ale wciągająca, “The Sign Of The Cross” to jedna z najlepszych kompozycji zespołu. Poza tym (ortodoksi mnie zlinczują) barwa głosu Blaze’a bardziej mi się podoba, niż wysokie rejestry Dickinsona, nieco niższy wokal jakoś bardziej mi pasuje do Maiden. Choć oczywiście Blaze nie ma takiej skali, jak Dickinson.
Ale “Virtual XI” nie potrafię dosłuchać do końca, płyta nudna jak flaki z olejem, a kawałki takie, jak “The angel and the gambler”, w którym przez 10 minut jest klepany ten sam motyw, wołają o pomstę do nieba. Dla mnie to jest najgorszy album w dorobku grupy. Choć moim skromnym zdaniem konkuruje o palmę pierwszeństwa (ortodoksi znowu mnie zlinczują) z najbardziej przereklamowanym “Fear Of The Dark” składającym się w dużej mierze z całkowicie zbędnych wypełniaczy.

Odpowiedz
PO 26 marca 2018 at 16:17

Pod względem instrumentalnym, aranżacyjnym i kompozycyjnym: The X Factor i Virtual XI są świetne…ale głos Blaze’a to pasuje do muzyki IM jak pięść do nosa…tylko przez ten jego wysilony śpiew nie mogę słuchać tych albumów, mam ochotę “wyrwać” mu mikro i sam zaśpiewać xD – taki z niego śpiewak xD

Odpowiedz

Zostaw komentarz