Mike Portnoy broni Larsa Ulricha. “Nie trzeba być świetnym perkusistą, by być najważniejszym gościem w zespole”

Mike Portnoy po raz kolejny stanął w obronie Larsa Ulricha, mówiąc, że “nie trzeba być świetnym perkusistą, by być najważniejszym gościem w zespole”. Pomimo faktu, że w pewien sposób tradycją stało się wyśmiewanie zdolności technicznych perkusisty Metalliki, Mike przyznał, że zawsze darzył Larsa ogromnym szacunkiem.

Jest jednym z moich bohaterów. Będę bronił go do końca. Wiecie co Wam powiem? Nie trzeba być świetnym perkusistą, by być najważniejszym gościem w zespole – i tego właśnie się od niego nauczyłem.
Po pierwsze, uwielbiam jego grę. Moim zdaniem jednak nie trzeba być świetnym perkusistą, by być kimś ważnym. Niektórymi z moich osobistych bohaterów są goście jak Lars czy Peter Criss [KISS], któremu mocno się obrywa za wiele rzeczy, albo Ringo Starr [The Beatles], któremu też się obrywa. Ci ludzie to moi bohaterowie… Oni są bardzo ważni dla swoich zespołów. Lars, oczywiście – jest liderem [Metalliki], i pokazał mi, jakie cechy powinien mieć lider. Ringo Starr i Peter Criss, ci goście byli tak ważni dla chemii w zespole; byli w nich ważnymi osobowościami.

Zapytany jakie podstawowe cechy przywódcze czynią perkusistę świetnym, odparł:

Dla mnie nie chodzi tu o granie na perkusji. Wybiłem się na moim graniu, mam wielkie zestawy perkusyjne i gram te wszystkie, dziwaczne metra, więc, tak, myślę że w moim przypadku gra na perkusji odegrała znaczącą rolę w zdobyciu przeze mnie popularności. Mimo wszystko, moje cechy i waga mojego stanowiska w Dream Theater zdecydowanie nie ograniczała się do samego grania na perkusji. Jak już powiedziałem o Larsie, w Dream Theater to ja pisałem setlisty i to ja współpracowałem z fanklubami, czuwałem nad merchem, reżyserowaniem klipów i produkcją albumów.

Ostatnie komentarze Portnoya przypominają te z roku 2015, konkretnie te z wywiadu dla “Sticks For Stones”. Wtedy oznajmił:

Dla mnie wartość [Larsa] nie jest odzwierciedlana w graniu, ale w byciu częścią muzycznej rewolucji, do której rozniecenia mocno, mocno się przyczynił. Był cenną częścią Metalliki, nie tylko jako kompozytor, ale również jako biznesmen potrafiący zareklamować produkt; również ze względu na jego umiejętności aranżacji muzyki i charyzmy scenicznej – jest on bardzo ‘żywym’ muzykiem. Wolałbym oglądać kogoś takiego jak Lars Ulrich, niż któregoś z tych technicznych perkusistów, którzy potrafią zagrać poczwórne paradiddle w tempie 240bpm. Dla mnie to nudne. Kogo takie granie obchodzi? Wolałbym doświadczyć rozrywki, pójść na koncert i oglądać perkusistę, który wywoła uśmiech na mojej twarzy. Nie oceniam perkusistów przez pryzmat ich zdolności technicznych; oceniam ich przez pryzmat ich jako całości i tego, co wnoszą do muzyki, której są częścią. To, co Lars wnosi do muzyki Metalliki jest absolutnie bezcenne, nie obchodzi mnie czy trochę przyspiesza czy zwalnia, czy jego gra momentami staje się trochę niedbała; nie obchodzi mnie to. Moim zdaniem w byciu perkusistą chodzi o wiele więcej, niż tylko o precyzję i technikę.


Źródło: Blabbermouth.net / Fot. Facebook/mikeportnoyofficial

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *