Image default
RECENZJE

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Długo zabierałem się do napisania tej recenzji, a kolejne teksty lądowały w koszu. Największy problem był ze wstępem, bo cóż można napisać o zespole, którego temat został wyczerpany przez Łukasza Dunaja w jego biografii poświęconej Behemoth? Niewiele. Przynajmniej jeśli pominiemy wszelkie oczywiste kwestie. Dlatego zacznę recenzję od stwierdzenia, że moim ulubionym krążkiem pomorskiej kapeli był przez długi czas “Demigod”. Nie przebił go bardzo dobry “The Apostasy”, ani naprawdę potężny “Evangelion”. Obawiałem się “The Satanist”. Były dwie możliwości – brnąć dalej w niekończące się, techniczne patenty znane z poprzedniej płyty lub zmienić punkt ciężkości. Nergal i spółka postawili na wyjście numer dwa. A efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

O tym, że będzie bardzo dobrze zaczynałem myśleć po przesłuchaniu „Blow Your Trumpets Gabriel”.

Wolne riffy i wypluwane przez Nergala wiersze tworzą prawdziwie mroczny klimat. Jeszcze większy apetyt pojawił się po zapoznaniu z „Ora Pro Nobis Lucifer”. Druga część tej kompozycji to prawdopodobnie najbardziej przebojowy fragment w historii zespołu. Ten heavy metalowy riff to prawdziwy cios. Ale to wcale nie są najmocniejsze punkty „The Satanist”! Całość płyty jest bowiem maksymalnie zróżnicowana i do bólu eklektyczna. I jeśli myśleliście, żeBehemoth wyczerpał studnię pomysłów na „Evangelion” – czeka Was solidne zaskoczenie.

Jest powrót do black metalowych korzeni (wściekły „Furor Divinus” czy opętańczy „Messe Noir”, których nie powstydziliby się tytani czarnego metalu z północnych krain), solidna death metalowa uczta („Amen” – ze świetną wstawką szamańskich bębnów, które wprowadzają słuchacza w prawdziwy trans, a następnie przechodzą w najbardziej szalony fragment całej płyty). Jest również klimat, jakiego Behemoth chyba nigdy dotąd nie wykreował (w epickim wstępie do utworu tytułowego, który jest notabene jednym z najbardziej melodyjnych i spokojnych numerów w historii zespołu i przywodzi mi na myśl nowe dokonania Satyricon). Rzeczony klimat osiąga swoje apogeum w środkowej części „In The Absence Ov Light”, kiedy to na tle gitar akustycznych (tak, akustycznych!) i saksofonu Nergal deklamuje fragment „Ślubu” Witolda Gombrowicza – ciarki gwarantowane. Wzorem „Lucifer” z poprzedniego krążka, utwór kończący „The Satanist” to najbardziej rozbudowany, epicki fragment tej niezwykle zróżnicowanej układanki. Tekst, rodem z „Liber Samekh” Aleistera Crowleya, do tego bardziej stonowany riff i transowy klimat. „O Father O Satan O Sun!” to zdecydowanie bardzo mocne zakończenie świetnej płyty.

Doskonałą robotę wykonał na tym krążku Orion.

Bas przestaje być traktowany jako dodatek do gitar. Słychać to choćby w drugiej części „Amen”, kiedy to pulsujący bas pełni wiodącą rolę. Świetna jest też przesterowana solówka Oriona, pełniąca rolę cezury, wprowadzającej w swoiste Credo Nergala – „I am the Great Rebellion”. Niemal we wszystkich kompozycjach jest miejsce na eksponowaną rolę basu. Świetne są również solówki na „The Satanist”. Bardziej melodyjne („O Father O Satan O Sun!”), prostsze, a przy tym niezwykle czadowe.

Podsumowując – Behemoth nagrał chyba najlepszą płytę w swojej historii. Krążek numer dziesięć jest, jak wspominałem, najbardziej różnorodny, epicki, mroczny, przepełniony masą lirycznych metafor, które każdy może dowolnie odebrać i zrozumieć. Oczekiwania względem „The Satanist” były olbrzymie, ale Pomorska Bestia spełniła je z nawiązką. Czapki z głów. A ja z pełnym przekonaniem wystawiam pierwszą 10 w tym roku.

 

behemoth the satanist 500x500

Track lista:

01. Blow Your Trumpets Gabriel
02. Furor Divinus
03. Messe Noire
04. Ora Pro Nobis Lucifer
05. Amen
06. The Satanist
07. Ben Sahar
08. In the Absence ov Light
09. O Father O Satan O Sun!

 

 

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2009

  • Ocena autora:
5
Sending
User Review
3.4 (5 votes)

Podobne artykuły

Brutalna klasyka – recenzja Obscenity „Summoning the Circle”

Bartłomiej Pasiak

Udana korekta kursu – recenzja „The Sacrament of Sin” zespołu Powerwolf

Szymon Grzybowski

To już nie są żarty – recenzja Zeal and Ardor „Stranger Fruit”

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz