Godna uznania solidność – recenzja „Apocalypse” Primal Fear

Primal Fear jest jednym z tych zespołów, których każdą nową płytę wkłada się do odtwarzacza bez większych obaw o jakość prezentowanej muzyki, ale… również bez większych nadziei na to, że być może będziemy mieć do czynienia z wiekopomnym dziełem, które zmieni na zawsze oblicze metalu.

Wbrew pozorom to zdanie nie jest krytyką, a raczej docenieniem solidności niemieckiej kapeli. Jednak nawet w tym, dość wąskim, przedziale Primal Fear czasem jest bliżej średniactwa, a czasem naprawdę porządnego łupnięcia. „Apocalypse”, czyli najnowsze wydawnictwo power metalowego sekstetu, jest zdecydowanie bliższe temu drugiemu przypadkowi.

Podniosłe i patetyczne intro, czyli tytułowy kawałek „Apocalypse” nie zapowiada jednak tego, że będzie aż tak dobrze.

Chór, trochę aranżacji orkiestrowej, dopiero potem gitary sprawiły, że od razu pomyślałem, że kapela zapewne za często chodziła do filharmonii i zamiast metalu z zakrwawionymi zębami i pazurami, dostanę rozwodnione symfoniczne metalo-cośtam.

Na szczęście, gdy tylko wchodzi riff pierwszego pełnoprawnego numeru, czyli „New Rise”, odzyskuję nadzieję.

Jest on prosty, dość zadziorny, klasyczny w brzmieniu, ale jednak fajnie napędza numer, który rozwija się w prawdziwie power metalową młóckę. Kawałek nie jest jednak jednowymiarowy. O ile w zwrotkach wokalista, Ralf Sheepers, porusza się w szlachetnych rejestrach metalowego śpiewu, o tyle w refrenie jego śpiewanie staje się ostrzejsze i bardziej zadziorne, a obrazu zniszczenia dopełniają cięższe gitary i kanonada perkusji. No nieźle się ten album zaczyna, nie powiem.


Dalej jednak jest jeszcze lepiej! „The Ritual” ma chyba najfajniejszy riff na całym albumie.

Gdybym miał go do czegoś porównać, do głowy przyszedłby mi z pewnością legendarny „Painkiller” Judas Priest. Ta sama intensywność i ostrość. Wioślarze o swoich power metalowych obowiązkach przypominają sobie jednak przy solówkach, które są melodyjne i bardzo przebojowe.

Znane kilka tygodni przed premierą albumu „King of Madness” jest mniej udanym punktem „Apocalypse”.

To kawałek zdecydowanie zbyt mało zaskakujący i raczej przewidywalny – utrzymany w średnim tempie, dość ciężki i niestety nudnawy. Na pewno jednak takie podniosłe dźwięki znajdą swoich amatorów. Dla kontrastu jednak dalej słuchacze otrzymują kolejny rewelacyjny strzał, czyli „Blood, Sweat & Tears” – szybki, chropowaty, ze świetnym riffem, ale jednocześnie przebojowy. Murowany hit każdego koncertu!


Zdecydowanie gorzej wypada „Supernova”.

Utwór cierpi na prawdopodobnie wszystkie dolegliwości power metalowej ballady – jest pompatyczny, z przesadnie emocjonalnym śpiewem i nachalnie przebojowym refrenem. Wiem, że taki miał być ten numer, ale zdecydowanie bardziej wolę, gdy Primal Fear daje ostro do pieca, a nie ze łzami w oczach spogląda w niebo, wypatrując gwiazd.

Potwierdzenie dla tej opinii znajduje w ultra-ciężkim „Cannonball”.

To kolejny świetny numer, które pokazuje, że Primal Fear zdecydowanie lepiej pracuje z gazem wciśniętym do dechy, a nie uprawiając balladowy i nadmiernie przebojowy eco-driving. Pewnym połączeniem tych cech jest natomiast „Hounds of Justice” – numer napędza tłusty i fajnie bujający riff, ale refren utrzymany jest w przebojowym stylu w radiowym wydaniu. Dość dziwne i trudne w jednoznacznej ocenie połączenie.

Wart wspomnienia jest jeszcze ośmiominutowy „Eye of the Storm”.

Kawałek jest pełen kontrastów – od ciężkiego metalu po smyczkowe wstawki. Zbudowany jest zgodnie z kanonem takiego lekko progresywnego grania, jednak nie można o nim z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest epicką muzyczną przygodą. Czegoś mu brakuje.

Całość jednak prezentuje się nad wyraz okazale.

Ostre kawałki brzmią świeżo, mają najczęściej świetne riffy i naprawdę dobrze bujają. Raptem kilka słabszych kawałków (ale wciąż poprawnych!) nie powinno wpłynąć negatywnie na ocenę tego wydawnictwa. „Apocalypse” to kawał dobrego, wypolerowanego metalu od naprawdę świetnych fachowców. Warto posłuchać!

Primal Fear - Apocalypse 2018

Tracklista “Aocalypse”:

1. Apocalypse
2. New Rise
3. The Ritual
4. King Of Madness
5. Blood, Sweat, & Fear
6. Supernova
7. Hail To The Fear
8. Hounds Of Justice
9. The Beast
10. Eye Of The Storm
11. Cannonball

  • 7.5/10
    Ocena autora - 7.5/10
7.5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *