Image default
RECENZJE

Recenzja: Vader – Tibi Et Igni

Przeczytaj i spal. Skoro Vader w ten sposób zatytułował swój najnowszy krążek, to na pewno próbuje nam przemycić za jego pośrednictwem tajemne treści. Minęły trzy lata od premiery świetnego „Welcome To The Morbid Reich”, a jedna z najsolidniejszych ekip polskiego death metalu prezentuje dziesiąty studyjny album. „Tibi Et Igni” to niespełna trzy kwadranse bezkompromisowego łojenia w starym stylu.

Vader w niemal niezmienionym (względem poprzedniego krążka) składzie nie pozostawia złudzeń – jedni z pionierów polskiego death metalu znają się na swoim rzemiośle. „Go To Hell” świetnie wprowadza w klimat płyty. Symfoniczna introdukcja (rodem z najlepszych gier wideo) przechodzi w agresywny riff, podbudowany charakterystycznym wokalem Petera. Slayerowy „Where Angels Weep” powala szybkim tempem i pokręconą perkusją. „Triumph Of Death” to natomiast rock ‘n’ rollowa jazda bez trzymanki w duchu Motörhead. Jedna z najlepszych kompozycji na „Tibi Et Igni”. „Hexenkessel” to utwór, którego siłą napędową jest rytmika. Mimo, iż zaczyna się niczym viking metalowy hymn! Można wymieniać bez końca. Najnowsze dzieło Vader to bardzo różnorodny i solidny materiał. W ciągu czterdziestu dwóch minut, słuchacz nie dostaje ani chwili na odprężenie. Wolniejszy jest dopiero ciężki, powolny „The End”, który kończy album. Bardzo mocarny, niemal doomowy numer.

Świetna oprawa graficzna, naprawdę dobre brzmienie. Vader nie musi się redefiniować. Nie musi sięgać po kosmiczne patenty lub próbować wprowadzić do skostniałego stylu świeżości. Dobra muzyka sama się obroni. I to właśnie robi. Przeczytaj i spal.

vader-cdTrack lista:

01. Go To Hell
02. Where Angels Weep
03. Armada On Fire
04. Triumph Of Death
05. Hexenkessel
06. Abandon All Hope
07. Worms Of Eden
08. The Eye Of The Abyss
09. Light Reaper
10. The End

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Rok publikacji: 2014

  • Ocena autora:
4.5
Sending
User Review
4 (1 vote)

Podobne artykuły

Recenzja: Frontside – Zniszczyć wszystko

Kinga Parapura

Recenzja: Slayer – Repentless

Tomasz Koza

Recenzja: Sabaton – Heroes

Tomasz Koza

Zostaw komentarz