SPECJALNE

Hard rockowy szmer – 45. rocznica wydania debiutu Judas Priest „Rocka Rolla”

Często pojawia się pytanie o najlepszy album Judas Priest w ich całej karierze. Najczęściej wśród odpowiedzi pojawiają się: „Painkiller”, „British Steel” czy „Screaming for Vengeance”. Na tych płytach słychać bardzo charakterystyczny styl „Judasów”, który przeszedł do historii ciężkiego grania. Jednak jeszcze przed ich spektakularnym sukcesem na początku lat 80. XX wieku muzycy mieli na koncie kilka wydawnictw, które nie zaspokajały twórców oraz słuchaczy.

Do takich longplay’ów zdecydowanie należy „Rocka Rolla”, która została wydana 6 września 1974 roku. Było to dokładnie 45 lat, z tego powodu warto bliżej przyjrzeć się kulisom powstawania tego trochę zakurzonego dzieła Judas Priest.

Przygoda z Robem Halfordem rozpoczęła się w 1973 roku

Założyciele Judas Priest – Ian Hill (bas) i K.K. Downing (gitara) w maju 1973 roku poszukiwali osób, które zastąpiłyby w składzie zespołu wokalistę Alana Atkinsa i ciągle zmieniających się perkusistów. Wakaty zapełniły się dzięki ówczesnej dziewczynie (obecnie byłej żony) basisty grupy. Była to Sue Hill, siostra Roba Halforda, który wtedy pracował jako… manager kina filmów dla dorosłych. Jednak doświadczenie jako wokalista również posiadał.

Wcześniej występował w zespole Hiroshima, gdzie za bębnami siedział John Hinch. Obydwaj dołączyli do Judas Priest. Już rok później na półki sklepowe zawitał ich pierwszy album studyjny pt. „Rocka Rolla”, a wcześniej wydali singiel o takim samym tytule.

Producentem płyty „Rocka Rolla”, został Rodger Bain, który zdominował nagrania

Było to głośne nazwisko, ponieważ producent nagrał trzy pierwsze albumy innego zespołu z Birmingham, Black Sabbath. Jednak współpracy z nim muzycy Judas Priest nie wspominają zbyt pozytywnie. Bain kompletnie zdominował prace w studiu i kompletnie nie patrzył na zdanie zespołu.

Przez niego na płycie nie pojawiły się takie kawałki jak „Tyrant”, „Genocide” i „The Ripper”, które bardzo przypadły słuchaczom na koncertach. Ostatecznie te piosenki znalazły się na drugim longplay’u brytyjskiego bandu – „Sad Wings of Destiny”.

Jak nie trudno się domyślić, jej produkcję powierzono komuś innemu. „Judasom” również nie spodobał się fakt przycięcia „Caviar and Meths”, które zostało skrócone o 8 minut! Jak doszło do rozpoczęcia współpracy z Bainem przypomniał Glenn Tipton:

Rodger był pomysłem wytwórni. Twierdzili: “Jeśli dał radę z Black Sabbath, da radę z Judas Priest!”

Glenn Tipton

Niestety tak nie było, i wyszedł… hard rock nasiąknięty bluesem i jazzem.

Judas Priest zaprezentowało kompletnie (NIE)metalowy materiał

Na „Rocka Rolli” rozpoczęły pokazywać się atuty doskonale znane z późniejszych, dzisiaj już legendarnych, wydawnictw. Mowa tu oczywiście o zadziornym wokalu Roba Halforda oraz dwóch świetnie współbrzmiących gitarach.

Na debiucie Judas Priest obydwa aspekty były pokazane jednak w sposób minimalistyczny

To oczywiście za sprawą Rodgera Baina, któremu muzycy bali się przeciwstawić, ponieważ był od nich o wiele bardziej doświadczony. Większość krytyków jednogłośnie orzekło, że „Rocka Rolli” bliżej do bluesa niż do metalu. Brzmienie debiutanckiego albumu Judas Priest jest często krytykowane przez samych twórców, ale dla muzyków był to niezwykle ważny moment w ich karierach – kamień milowy.

Judas Priest – z kwartetu w kwintet

Jak już wspominałem, współzałożycielami zespołu Judas Priest są Ian Hill i Ken Downing. W 1973 do grupy dołączyli Halford i Hinch. Po prostych obliczeniach dostajemy rezultat, że w zespole grało tylko 4 muzyków. Tak było, ale tylko do 1974 roku. Wtedy do Judas Priest dołączył Glenn Tipton. Miał już doświadczenie, ponieważ miał posadę klawiszowca w Flying Hat Band. Jednak w Judas Priest przypadła mu inna funkcja. Został drugim gitarzystą grupy, i rozpoczął swoją drogę do zapisania się w historii ciężkiego grania jako jeden z najlepszych wioślarzy wszech czasów.

Glenn nie brał od początku udziału w nagraniach „Rocka Rolli”, jednak o jego wkładzie nie wolno zapomnieć

Jeśli w jakimś momencie płyty słychać domieszki metalu, to właśnie jego zasługa. Stworzył swoje partie gitarowe na album oraz napisał teksty do: „Prelude”, „Epitaph” i „The Ripper” (ten utwór nie pojawił się na debiucie Judas Priest). Gitarzysta na pierwsze albumy grupy również wplatał elementy klawiszowe. W ten sposób ukształtowała się forma zespołu, którą dobrze znamy, czyli pięcioosobowa.

Okładka „Rocka Rolla” muzykom Judas Priest nie przypadła do gustu

Projekt oprawy „Rocka Rolli” zdobył kilka nagród w różnych konkursach, ale samym twórcom płyty absolutnie nie przypadł do gustu. Okładka przedstawia kapsel z nazwą albumu, a czcionka bliźniaczo przypomina tą znaną nam z Coca-Coli.

Taki pomysł miał projektant John Pasche (projektant słynnego loga The Rolling Stones), a rysunek wykonał grafik Bryce Attwell. Pierwszy z nich odpowiada również za stworzenie pierwszego logo Judas Priest.

Muzycy byli zgodni, że okładka kompletnie nie pasuje do stylu zaprezentowanego na „Rocka Rolli”

Pojawiły się pogłoski, że firma Coca-Cola chce pozwać „Judasów”, ponieważ nie chciała uzyskać negatywnego wizerunku ze względu na związek z metalowym zespołem. To był jeden z powodów tego, że na amerykańskiej reedycji płyty pojawiła się inna grafika.

Drugim było to, że pierwsza wersja członkom Judas Priest po prostu się nie spodobała. Na nowej oprawie znalazła się ilustracja autorstwa rysownika Mela Granta, którą wybrał David Howells, a ten z kolei był szefem wytwórni płytowej Gull Records, dzięki której „Rocka Rolla” się ukazała.

Reedycja została wydana przez RCA Records

Warto dodać, że na większości reedycji znajduje się jeszcze jeden utwór – „Diamonds and Rust”, który pochodzi z repertuaru folkowo-bluesowej legendy – Joan Baez. Kawałek został nagrany z nowym perkusistą Alanem Moorem.

Epizod z Johnem Hinchem na perkusji był krótki

Dołączył do zespołu wraz z Robem Halfordem, ale nie zagrzał tam zbyt długo. Oprócz funkcji perkusisty miał w bandzie również inne zadania. Był ich kierowcą i managerem trasy. Głównym powodem jego rozstania z Judas Priest były sprzeczki z Glennem Tiptonem, które doprowadziły do tego, że w 1975 roku odszedł z grupy.

Jego miejsce zajął wcześniej wspomniany Alan Moore, który również długo nie pozostał w zespole. Po odejściu z brytyjskiego bandu, Hinch dalej zajmował się muzyką, ale w inny sposób. Został managerem. W swojej nowej karierze współpracował z m.in. zespołem Jameson Raid, Uli Jonem Rothem czy grupą Fashion.

Hard rockowa płyta przesiąknięta bluesem nie była sukcesem dla „Judasów”

Krytycy często podkreślają, że to był falstart dla muzyków, którzy kilka lat później zostali gwiazdami metalu pierwszej wielkości. Za okropne brzmienie płyty odpowiadał Rodger Bain, który był bardzo nastawiony na sukces komercyjny płyty. Sami muzycy mówili, że ich materiał nie był dobry, ale producent sprawił, że brzmienie „Rocka Rolli” było koszmarne.

Na szczęście jakiś czas temu pojawiła się wersja zremasterowana, która brzmi o niebo lepiej. „Rocka Rolla” to pozycja obowiązkowa dla każdego hardcore’owego fana Judas Priest. Muzyka na tym dziele bardzo odstaje od całej późniejszej twórczości grupy ale jest ciekawą odskocznią od klasycznych dzieł zespołu z Birmingham.

Zostaw komentarz