RELACJE

Alter Bridge zagrał w Gliwicach – to był bardzo udany powrót (27.01)

Relacja z koncertu Alter Bridge w Gliwicach

Myles Kennedy, jak i Alter Bridge zdecydowanie lubi występować przed polską publiką. I zdanie to jest jednocześnie faktem, jak i stwierdzeniem subiektywnym. Jeśli chodzi o podłoże związane z faktami, to sytuacja jest tutaj prosta – wokalista w ostatnich kilkunastu latach zaprezentował się w Polsce aż trzynaście razy (7 występów z Alter Bridge, 5 ze Slashem i 1 solowy). Jeśli chodzi natomiast o podłoże subiektywne, to cóż – widać to po prostu po nim zawsze ze sceny. I nie inaczej było tym razem. 27 stycznia formacja Alter Bridge zaprezentowała się w gliwickiej PreZero Arenie i był to naprawdę solidny początek koncertowego roku.

Zobacz też: Electric Callboy w Krakowie: rave-metal opanował Polskę

Łzy wzruszenia na występie zespołu Sevendust

Zanim jednak przejdziemy do głównego dnia, słów kilka o przystawkach. A te w Gliwicach były naprawdę dobre. Aczkolwiek w ten sposób opisać można głównie pierwszy z supportów, czyli formację Sevendust. Amerykańska grupa powróciła do Polski po piętnastu latach nieobecności i widać było po publiczności, że był to bardzo oczekiwany powrót. Licznie zgromadzeni fani zespołu od samego początku rozkręcili pod sceną srogą zabawę, a gorące przyjęcie z ich strony sprawiło nawet, że wokalista grupy, Lajon Witherspoon, w pewnym momencie koncertu zaczął płakać ze wzruszenia.

Zadowolenie z publiczności widać było zresztą po całym zespole – uśmiechy nie schodziły z twarzy muzyków przez cały występ i aż szkoda, że kapela dostała tylko 30 minut na scenie. Dodać warto, że grupa debiutancko zaprezentowała publiczności nowy utwór pochodzący z ich nadchodzącego albumu o nazwie „One”. Premiera owego krążka zapowiedziana jest już na 1 maja bieżącego roku. Być może więc wydanie nowej płyty przyczyni się do możliwości ponownego zobaczenia Sevendust na żywo w naszym kraju? Miejmy nadzieję, że tak, bo zespół z pewnością zebrał wczoraj spore grono nowych fanów.

Daughtry z klasykiem Journey na ratunek

Chwilę po Sevendust na scenie zameldował się Chris Daughtry wraz ze swoją formacją zatytułowaną po prostu Daughtry. I niestety przyznać trzeba, że zespół nie spotkał się z tak dobrym odbiorem wśród publiczności, jak wspomniany wcześniej Sevendust. Spora w tym na pewno jest wina przeróżnych intr oraz preludiów, którymi zespół raczył nas pomiędzy utworami, przez co dynamika koncertu co chwilę siadała.

Wśród publiczności dało się również usłyszeć wiele głosów krytykujących samego Chrisa i jego zachowanie sceniczne – i nie da się ukryć, że rzeczywiście widać było w nim sporo sztucznej pompatyczności. I nie zrozumcie mnie źle, w pewnych warunkach na pewno się to broni. Nie wypadło to jednak zbyt dobrze chwilę po tym, gdy muzycy z Sevendust pokazali się na scenie z bardzo luźnym podejściem i dużym otwarciem na publiczność. Występ Daughtry uratował zdaniem wielu tylko cover formacji Journey. Utwór „Seperate Ways (Worlds Apart)” jako jedyny rozbujał trochę zebranych pod sceną fanów – gdyby nie on, to koncert ten kojarzyłby się pewnie sporej ilości ludzi z rozciągnięta do granic możliwości stypą. Ale na szczęście, najlepsze było dopiero przed nami…

Alter Bridge zamiotło scenę w Gliwicach

Punktualnie 21:15 na scenie gliwickiej PreZero Areny pojawili się muzycy Alter Bridge i już od pierwszych dźwięków słychać było dokładnie, kto tego wieczoru jest główną gwiazdą. Panowie rozpoczęli koncert od świeżutkiego jeszcze singla „Silent Divide”, a następnie podbili tempo potężnym duetem z krążka „Fortress”, czyli kompozycjami „Addicted to Pain” i „Cry of Achilles”. Już po tych trzech utworach widać było, że publiczność jest już całkowicie kupiona, pomimo tego że zespół nie sięgnął jeszcze nawet po swoje największe przeboje.

A skoro już o żelaznej klasyce Alter Bridge mowa, to trzeba wspomnieć, że ze sceny wybrzmiały m.in. takie klasyki jak „Open Your Eyes”, „Watch Over You”, „Rise Today”, czy „Metalingus”. Myles Kennedy i Mark Tremonti wraz z ekipą nie zapomnieli jednak także i o swoich nowszych dokonaniach. Zebrana w Gliwicach publiczność usłyszeć mogła więc „Silver Tongue” z krążka „Pawns & Kings” oraz cztery kompozycje pochodzące z wydanego w styczniu tego roku albumu „Alter Bridge”. Uwagę warto tu zwrócić zwłaszcza na utwór „Playing Aces”, który zagrany został na żywo przez grupę dopiero po raz drugi. Spory aplauz zebrały również kompozycje „Down to My Last”, która w tym roku powróciła do setlisty grupy po ponad piętnastu latach nieobecności oraz utwór „Fortress”, który wybrany został do repertuaru trasy przez fanów zespołu. Dokładnie tak, nie przecierajcie oczu ze zdumienia. Alter Bridge uruchomili bowiem jakiś czas temu ankietę na swoim kanale nadawczym na Instagramie, w której sympatycy grupy wybrać mogli który z dawno niegranych utworów ma wrócić do setlisty na najbliższe występy. Wygrało właśnie „Fortress” i jak widać, muzycy postanowili wysłuchać prośby swoich fanów. I to się szanuję.

Całość koncertu zamknął natomiast duet „Blackbird” oraz „Isolation”. Ostatecznie, wyszły z tego prawie dwie godziny solidnego, rockowego, grania. Coś dla siebie dostali zarówno fani klasycznych albumów Alter Bridge, jak i ci którzy dołączyli do grona sympatyków zespołu trochę później. I dzięki temu wydaję mi się, że nikt nie wyszedł rozczarowany z gliwickiej areny.

Jeśli chodzi natomiast o formę samych muzyków, to cóż, Alter Bridge chyba nigdy nie rozczarowywuje w tej kwestii. Panowie w dalszym ciągu wykonują utwory na najwyższym poziomie i widać między nimi naprawdę dobrą chemię. Jasne, Myles Kennedy czasami ułatwia sobie trochę partie wokalne, ale można go tu jak najbardziej usprawiedliwić, bo ma już na karku 56 lat, a w trasie jest praktycznie cały czas realizując się artystycznie na trzech frontach. Wspomnieć warto również, że od Kennedy’ego cały czas bije ze sceny swego rodzaju naturalność, skromność i luz. Miałem przyjemność widzieć już Mylesa na żywo osiem razy i za każdym razem odnosiłem wrażenie, że wokalista jest wdzięczny fanom za to, że przyszli na koncert i wspierając go dają mu szansę rozwinąć skrzydła. I dokładnie tak samo było w murach gliwickiej areny. Mark Tremonti natomiast jak zwykle błyszczał na scenie. Patrząc na to jakie solówki odgrywał oraz jak dobrze wypadł w dwóch utworach, które zaśpiewał, nie dziwi fakt, że przez wielu muzyk nazywany jest jednym z bardziej niedocenianych gitarzystów w rockowych i metalowych brzmieniach. A dodać warto, że Tremonti to człowiek naprawdę wielu talentów – oprócz występów w Alter Bridge i solowym projekcie, muzyk koncertuje także wykonując wokalnie kompozycje Franka Sinatry. Człowiek orkiestra, ot co!

Alter Bridge powróci do Polski w czerwcu 2026

Czy był to najlepszy koncert Alter Bridge na jakim byłem? Cóż, na pewno nie najlepszy, ale zdecydowanie znajdzie on swoje miejsce na moim subiektywnym podium. Widać, że chłopakom w dalszym ciągu chce się razem grać, więc tym bardziej cieszy fakt, że zespół już 17 czerwca bieżącego roku powróci do Polski.

Grupa wystąpi tego dnia w krakowskim klubie Studio w ramach drugiej części trasy promującej wspomniany już wcześniej krążek „Alter Bridge”. Bilety w cenie od 199 złotych trafią do internetowej przedsprzedaży od 29 stycznia. I biorąc pod uwagę jak bardzo kameralny będzie to koncert, to zdecydowanie nie zalecam zwlekać z zakupem wejściówek. Warto w stu procentach!

Organizatorem gliwickiego koncertu Alter Bridge był Mystic Coalition.

Alter Bridge zagra w czerwcu 2026 w Krakowie
Alter Bridge zagra w czerwcu 2026 w Krakowie

Podobne artykuły

Relacja z koncertu Dark Angel: Mroczny Anioł powrócił w wielkim stylu

Piotr Żuchowski

Relacja z koncertu The Mentors. Heteroseksualiści też mają prawo się bawić (26.01.24)

Piotr Żuchowski

Relacja: Testament, Exodus, Death Angel – Wrocław 19.02.2020

Szymon

Zostaw komentarz