RELACJE

Relacja z Mystic Festival 2026 – część druga (piątek i sobota)

Mystic Festival 2026 relacja z piatku i soboty

Kontynuujemy naszą obszerną relację z Mystic Festival 2026. Tym razem przeżyjemy ponownie dwa ostatnie dni gdańskiej imprezy, czyli piątek i sobotę, ocenimy jej organizację i zastanowimy się trochę nad tym, co może przynieść przyszłoroczna edycja największego metalowego festiwalu w Polsce.

Czytaj też: Relacja z Mystic Festival 2026 – część pierwsza (środa i czwartek)

Znów thrash metal, ale w strugach deszczu

Mystic Festival bez deszczu to nie ta sama impreza, a jak już koniecznie ma padać, to niech pada raz, a dobrze. Jedyny tegoroczny dzień złej pogody przypadł na piątek, który rozpoczynała na scenie Desert Shrine warszawska formacja Species. Kocham tę kapelę od jej pierwszego koncertu, który zobaczyłem kilka lat temu w Pubie Motocyklowym 2Koła, widziałem ją już wiele razy, a zaledwie w kwietniu na łamach MetalNews.pl mogliście przeczytać relację z jej klubowego gigu w Lublinie.

Nie będę się więc tu o Species specjalnie rozpisywać, bo nie ma po co. To po prostu miażdżąca potęga – znów thrash metal, ale jakże inny od tego, który zdominował Mystic Festival 2026 poprzedniego dnia. Nieoczywisty, progresywny, z długimi kompozycjami, połamanymi jazzowymi wstawkami i świetną techniką całej trójki muzyków. Mimo warunków atmosferycznych trochę osób na nich przyszło, ale tłoku pod sceną nie było.

Całkiem podoba mi się idea dni tematycznych na Main Stage i tak jak dzień wcześniej główną sceną Mystic Festival zawładnęli klasycy thrashu, tak w piątek skupiono się na klimatach sludge/doom/stoner/southern metal. Generalnie – południe USA, Nowy Orlean i przyjaciele. Pierwszym reprezentantem tych klimatów był startujący o godz. 17:00 Eyehategod. Rok temu na scenie pustynnej dali fenomenalny koncert i bardzo się cieszyłem, że w tym zobaczę ich ponownie.

No i nie zobaczyłem, bo opuściłem teren imprezy, żeby coś zjeść, wypić i trochę podeschnąć w pobliskim food hallu Montownia. Wróciłem na Szwajcarów z Coroner, którzy na Park Stage grali, nie uwierzycie… thrash metal! Czyżby był to mój ulubiony podgatunek metalu, którego nigdy nie mam dość? No cóż, być może. Coroner należy do jego klasyków i zaprezentował się jak na klasyka przystało – godnie i dostojnie. Nie byłem od początku, ale zostałem do samego końca, aby potem pognać na Corrosion of Conformity, które jakoś bardzo mnie nie przekonało, więc po kilku utworach zawinąłem się na Benediction.

Podwójna dawka death metalu w przedostatni dzień Mystic Festival 2026

Wokalista Benediction, Dave Ingram, niedawno ogłosił, że w związku z postępującym artretyzmem powoli wycofuje się z koncertowania. W Gdańsku zastąpił go Dave Hunt, w przeszłości współpracujący już z zespołem aktualny frontman Anaal Nathrakh.

Widzieć i słyszeć Hunta w akcji z dawnymi kolegami to wielka przyjemność, ale po odegraniu kilku pierwszych utworów wokalista z właściwym sobie humorem i dystansem stwierdził, że gdyby był na naszym miejscu, to zamiast Benediction poszedłby oglądać Death To All, które właśnie rozpoczynało swój występ na Park Stage. A kimże jestem, by odmawiać komuś takiemu jak Dave Hunt? Zebrałem się więc na jeden z najważniejszych występów przedostatniego dnia Mystic Festival 2026.

Death To All to koncertowy projekt byłych muzyków legendarnego Death, którzy w towarzystwie wokalisty Maxa Phelpsa celebrują pamięć i dziedzictwo zmarłego w 2001 r. Chucka Schuldinera. Koncertem na Mystic Festival 2026 rozpoczynali swoją europejską trasę „Symbolic Healing”, oczywiście skupioną na materiale z płyt „Spiritual Healing” i „Symbolic” (choć w Gdańsku nie zabrakło też utworów z innych albumów)

Ależ to zostało technicznie wykonane! Można się zżymać na cover bandowy charakter projektu i twierdzić, że wykonywanie muzyki Chucka bez Chucka nie ma sensu, ale prawda jest taka, że dla ogromnej części publiczności, która nigdy nie miała okazji widzieć formacji Death na żywo, jest to najbliższe oryginałowi doświadczenie, jakie kiedykolwiek będzie mogła przeżyć. Ja przeżyłem je już po raz drugi i uważam, że Phelps, DiGiorgio, Koelble oraz Hoglan oddają ducha twórczości Death doskonale. Piękny, przejmujący hołd dawnych kolegów dla jednej z największych ikon muzyki metalowej, która odeszła zdecydowanie zbyt wcześnie.

Wolno, ciężko i narkotycznie, czyli koncerty Down oraz Electric Wizard

Jakby stężenie metalowej legendarności było tego dnia na Mystic Festival zbyt małe, to zaraz po DTA na głównej scenie prezentował się Down – nowoorleańska sludge’owa supergrupa złożona z muzyków Corrosion of Conformity, Crowbar, Eyehategod i dowodzona oczywiście przez charyzmatycznego Phila Anselmo z Pantery. Grali wolno, ciężko, narkotycznie, a przy tym z dużą radością i luzem. Choć nie jestem jakimś wielkim fanem sludge’u, to bardzo mnie ten występ usatysfakcjonował.

Jak na większości koncertów Down, kończący set utwór „Bury Me in Smoke” przerodził się w wesołe, kilkunastominutowe jam session, podczas którego na scenie pojawili się członkowie zaprzyjaźnionych kapel i ekipa techniczna Down, muzycy wymieniali się instrumentami (cały czas grając), popijali piwo i robili zdjęcia. Super klimat.

Komu wciąż mało było grania w stylu „wolno, ciężko, narkotycznie”, ten zaraz potem poszedł na Park Stage na Electric Wizard. Poszedłem również ja i dostałem dokładnie to, czego chciałem. „Dunwich” zagrane znów na żywo po 10 latach nieobecności w setlistach! Oczywiście innych znanych numerów Brytyjczyków również nie zabrakło, ale właśnie ten kawałek był dla mnie jednym z najważniejszych fragmentów nie tylko koncertu Electric Wizard, ale też i całego Mystic Festival 2026. Magia.

Piątkowym headlinerem Mystic Festival było Black Label Society

Po magicznym występie elektrycznego maga przyszedł czas na główną gwiazdę wieczoru – Black Label Society. Po potwierdzeniu przez organizatorów festiwalu, że jednym z jego headlinerów będzie BLS, w sieci dało się zauważyć komentarze, że to zespół dobry, ale zbyt mały, aby zasługiwać na status głównej gwiazdy największej metalowej imprezy w kraju. W końcu kiedy byli ostatnio w Polsce w 2018 r. grali tylko w klubach: krakowskim Studio i warszawskiej Stodole. Ile więc osób mogłoby przyjść na zespół Zakka Wylde’’a na Mysticu?

Przyznam, że przyszło sporo, ale też podejrzewam, że niemała ich część, zresztą jak ja sam, bardziej kojarzy osobę Zakka jako długoletniego gitarzystę w zespole Ozzy’ego Osbourne’a, a nie dzięki autorskiej twórczości BLS. To przyjemny southern metal, Wylde jest niewątpliwie fenomenalnym technicznie muzykiem, a solówki odgrywane nad głową, bez patrzenia na gitarę, robią oczywiście wielkie wrażenie, ale to w sumie tyle. Najlepszym fragmentem koncertu był ten poświęcony zmarłym przyjaciołom i współpracownikom Wylde’a – cover „No More Tears” Ozzy’ego, a potem zagrana przez Zakka na fortepianie ballada „In This River”, podczas której na telebimach pojawiły się zdjęcia braci Abbott z Pantery.

Po BLS miałem jeszcze w planie Primordial i Carpenter Brut, ale siła wyższa ów plan zweryfikowała. Kiedy po całym dniu koncertów w deszczu w butkach chlupie, w nóżki zimno, plecki bolą, a ty nie masz już 39 lat, czasami rozsądniej jest po prostu udać się do spania.

Nadspodziewanie atrakcyjny początek ostatniego dnia Mystic Festival 2026

Ostatni dzień ostatniego Mystic Festivalu w Stoczni Gdańskiej zapowiadał się dla mnie najmniej interesująco, przynajmniej w teoriii. Najwięcej luzu między koncertami, najmniej występów z kategorii „must see”, raczej szwendanko po terenie imprezy i badanie innych atrakcji. O jakże się pomyliłem! Było gęsto od muzycznego dobra, wcale nie mniej niż w poprzednich dniach.

Ciepła, słoneczna sobota wystartowała w rytmie skocznej muzyki papieży (biskupów?) polskiego grindu, grupy Hostia. Ci panowie wiedzą, jak przygrzmocić instrumentalnym ciężarem, a Łukasz „Pachu” Pach to po prostu urodzony frontman. Energia, humor, prezencja sceniczna – wszystko na najwyższym poziomie.

Zaraz po Polakach grali Grecy z Yoth Iria. Jakże inny to był koncert – wyważony, klimatyczny, wręcz rytualny. Może jest w tej muzyce sporo kiczu, pozy i tych charakterystycznych przaśnych melodyjek, które tylko black metalowe zespoły z Hellady potrafią zagrać w taki sposób, żeby przaśnie nie brzmiały, ale ja to całościowo kupuję. Kapelę Jima Mutilatora widziałem już parę razy, w tym w zeszłym roku w VooDoo Club, i wcześniej podobała mi się na żywo jeszcze bardziej, ale i podczas Mystic Festival 2026 dali naprawdę fajny koncert.

Po Yoth Iria chciałem zobaczyć Acid King, ale pod Desert Shrine nie dotarłem, bo po drodze przy The Void, najmniejszej plenerowej scenie festiwalu, zatrzymała mnie grupa Godslut. Młodzi Polacy wskoczyli do składu w ostatniej chwili jako zastępstwo za Kenta Osborne’a, który odwołał swój przyjazd na Mystic, ale ich obecność okazała się strzałem w dziesiątkę. Brutalny, techniczny death metal w wykonaniu wschodzącej gwiazdy rodzimej ekstremy porwał wszystkich zgromadzonych pod sceną.

Za mało black metalu? Dajcie więcej, Mystic Festival wytrzyma!

Powrót do B90, a tam kolejny wulkan energii – Szwedzi z Martyrdöd, łączący w swojej muzyce black metal z crust punkiem, swym rock’n’rollowym czadem pourywali publice głowy, nogi i wszystkie inne możliwe do urwania części ciała. Ich występ to dla mnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń festiwalu. Już od dawna chciałem ich zobaczyć, ale nie sądziłem, że są aż tak dobrzy.

Wciąż za mało black metalu? No to chwila przerwy na jedzenie i picie, a potem koncert Scour. Tak, pan Phil Anselmo pokazał się na Mystic Festival po raz drugi, tym razem ze znacznie bardziej ekstremalnym projektem, w ramach którego zaprezentował się mocno inaczej, ale równie przekonująco, co w barwach Down.

Jeszcze za mało black metalu? No to hop na koncert szwajcarskiego Bölzer, który startował o godz. 21:00 na scenie klubowej. Oszczędne oświetlenie, dużo dymu, a na deskach tylko dwóch gości, którzy jednak przy użyciu dość ograniczonego instrumentarium byli w stanie wyprodukować miażdżącą, brutalną, a przy tym transowo wciągającą ścianę dźwięku. Rozkręcali się dość powoli, ale jak już zażarło, to zażarło. Aż żal było wychodzić przed końcem, jednak wzywał już heavy metal i konieczność zajęcia jak najlepszego miejsca przed występem Saxon.

Saxon, czyli potęga tradycji, jeansu i skóry

Tradycyjne, klasyczne heavy zawsze było przez organizatorów Mystic Festival traktowane nieco po macoszemu, a w tym roku Saxon był chyba w ogóle jedynym przedstawicielem gatunku wśród prawie stu zaproszonych zespołów. To jednak nie przeszkodziło mu po raz kolejny udowodnić swojej klasy i pokazać o co tak naprawdę chodzi w tych wszystkich skórzanych kurtkach, jeansowych kamizelkach, wysokich butach i długich włosach.

Biff Byford mimo 75 lat na karku i przebytych zmagań z nowotworem wciąż ma głos jak dzwon i prezencję godną prawdziwego rockmana. Instrumentaliści wciąż wycinają porywające riffy i solówki, a show dopełniają wizualizacje związane z tematyką poszczególnych utworów oraz historią zespołu. Saxon miał wysoko zawieszoną poprzeczkę, ale chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że był to dla mnie najlepszy występ mysticowej soboty. Totalna staroszkolna rockerka, zero pretensjonalności i kilka autentycznie poruszających momentów, jak choćby polska flaga na scenie czy chóralne odśpiewanie hymnicznego „Denim and Leather”.

Behemoth – pierwszy polski headliner w historii Mystic Festival

Główną gwiazdą ostatniej edycji Mystic Festival w Stoczni Gdańskiej był Behemoth, kolejny tegoroczny headliner, który wzbudził falę komentarzy po ogłoszeniu. Sam z muzyką grupy Adama „Nergala” Darskiego przestałem mieć po drodze ponad 20 lat temu, ale czasem zaglądam na jej koncerty i zawsze robią one wrażenie. Behemoth można krytykować za różne rzeczy – zmiany stylistyczne, promocję opartą na sensacji i kontrowersji czy celebrycko-gwiazdorskie zachowania lidera zespołu, ale nie zmienia to faktu, że mówimy o największej i najpopularniejszej marce w ekstremalnym metalu, nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Jak na markę tej wielkości przystało, Behemoth dał w Gdańsku prawdziwe show. Półtoragodzinny koncert grupy był świetnie nagłośniony i doskonale opakowany wizualnie – scenografia, pirotechnika i choreografia były naprawdę bez zarzutu. Około połowy występu muzycy nagle zeszli ze sceny, rozpalili pochodnie i jak gdyby nigdy nic przespacerowali się przez tłum fanów, aby na drugiej, mniejszej scenie, która specjalnie na ten koncert została postawiona na platformie na dachu budki realizatora dźwięku, wykonać oficjalny hymn Mystic Festival 2026 – „The Return of Darkness and Evil” z repertuaru Bathory. Szczęka mi opadła, nie powiem, że nie.

Pod względem produkcyjnym Behemoth pokazał tym występem najwyższy światowy poziom, absolutnie świetnie się to oglądało, a jak ze stroną muzyczną? Tutaj lekki zawód, bo zespół skupił się na materiale z płyt od „Demigod” wzwyż, a setlista była bardzo podobna do tej, jaką prezentował każdego wieczoru podczas swojej wiosennej trasy po Ameryce Północnej. Po cichu liczyłem, że grając w swoim rodzinnym mieście, jako pierwszy polski headliner w historii największego polskiego festiwalu, Nergal pokusi się jednak o jakieś niespodzianki dla fanów. Niestety miejsca na spontaniczność nie było – publika w Gdańsku dostała wspaniale wyreżyserowany, dopracowany w każdym calu spektakl. Co prawda doskonały, ale jednak tylko spektakl.

Klimatyczne zakończenie festiwalu w wykonaniu The Gathering

Na sam koniec czterech dni metalowego szaleństwa w Stoczni przyszedł czas na wyciszenie i melancholię. Zespół The Gathering świętuje jubileusz 30-lecia płyty „Mandylion” i z tej okazji na serię koncertów ponownie połączył siły ze swoją dawną wokalistką Anneke van Giersbergen. Taka gratka nie zdarza się często, więc dla wielu osób ten jedyny tegoroczny polski występ The Gathering był z pewnością jednym z najbardziej wyczekiwanych momentów całego Mystic Festival 2026.

Kto miał jeszcze siły, by pół godziny po północy, po koncercie Behemoth udać się ten ostatni raz pod Park Stage, zdecydowanie się nie zawiódł. Klimatyczny, wolny gothic/doom metal okraszony melodyjnymi klawiszowymi pasażami wypełnił przestrzeń Stoczni, a Anneke, choć obecnie jest ponad dwukrotnie starsza niż w momencie nagrywania „Mandylion”, wciąż potrafi oczarować delikatnością głosu i stworzyć bardzo przyjazną, wręcz intymną atmosferę w relacji z publicznością. Mystic Festival 2026 zakończył się w najlepszy z możliwych sposobów!

Brama wejściowa na Mystic Festival 2026 w Stoczni Gdańskiej
Brama wejściowa na Mystic Festival 2026 w Stoczni Gdańskiej

Organizacja, komunikacja i funkcjonowanie scen na Mystic Festival 2026

Tyle o samej muzyce, czas na kilka uwag organizacyjnych. Jak wszyscy już wiemy, nie był to ostatni Mystic Festival w Gdańsku, ale ostatni na terenie Stoczni, która po prostu zaczęła się już robić zbyt mała, by pomieścić wszystkich zainteresowanych tą całkowicie wyprzedaną imprezą. Tłok doskwierał już w zeszłym roku, ale w tym organizator, Mystic Coalition, wyciągnął wnioski z sytuacji i wsłuchał się w głos uczestników.

Przede wszystkim zrezygnowano z najmniejszej sceny klubowej, w której miejscu ulokowano panele dyskusyjne Mystic Talks i pokazy filmowe VHS Hell – to bardzo dobra zmiana. Przywrócono do życia starą plenerową Desert Stage, w tym roku przemianowaną na The Void, na której w założeniu miały grać zespoły bardziej eksperymentalne, niszowe i po prostu mniej znane, a więc przyciągające mniejszą publiczność. To już nie do końca się sprawdziło, bo tłum przy tej scenie wcale nie był dużo mniejszy niż w latach 2022-2024. Sam przekonałem się o tym w środę niemal od razu po dotarciu na teren festiwalu, kiedy to jeszcze przed koncertem Damnation wysłuchałem (bo niestety nie zobaczyłem) bardzo krótkiego fragmentu gigu Duńczyków z Neckbreakker.

The Void może nie do końca spełniło swoją rolę, za to na pewno w porównaniu do zeszłego roku luźniej było w B90, a jakość realizacji dźwięku w tym miejscu znacznie się poprawiła. Monster Energy Desert Shrine też robiło robotę, choć pewnym mankamentem tej sceny była jej bliskość do Park Stage i fakt, że przy nakładających się koncertach w obu miejscach, dźwięk z „parku” potrafił czasem zagłuszyć ten na „pustyni”.

Uczestnicy Mystic Festival 2026 w Gdańsku
Uczestnicy Mystic Festival 2026 w Gdańsku

Skład i harmonogram – czy to była najlepsza edycja Mystic Festival?

Skoro o nakładających się koncertach mowa, muszę pochwalić autorów harmonogramu festiwalu. Wiadomo, że gdy na pięciu scenach gra niemal sto zespołów, nie da się być na wszystkim i czasem trzeba dokonywać bolesnych wyborów, ale ja miałem ich w tym roku wyjątkowo mało. Najwięcej powodów do narzekań mieli fani klasycznego death metalu – pokrywające się sety Grave i Damnation oraz Benediction i Death To All były zdecydowanie najpoważniejszymi wpadkami w rozpisce Mystic Festival 2026.

Co prawda przez nakładki z innymi, bardziej priorytetowymi dla mnie koncertami nie zobaczyłem m.in. Escuela Grind, Carach Angren, Fulci, Rotting Christ czy Marduk, ale większość tych kapel albo już kiedyś zaliczyłem, albo zaliczę na zapowiedzianych na ten rok występach klubowych, więc wielkiego powodu do płaczu nie było. Ostatni z wymienionych podobno zaczęli swój koncert ponad pół godziny po czasie, ale to chyba jedyne poważne opóźnienie w harmonogramie festiwalu, a reszta setów odbywała się zgodnie z planem (poza Soilent Green, których pokonała grypa żołądkowa i nie wystąpili w ogóle).

Zaryzykuję stwierdzenie, że pod względem organizacyjnym był to najlepszy Mystic Festival ze wszystkich dotychczasowych pięciu edycji, które odbyły się w Gdańsku. Wprawdzie historia tej imprezy sięga jeszcze lat 90., ale wcześniej odbywała się ona w innej formule, różnych miejscach i była tworzona przez inną ekipę, więc to właśnie lata 2022-2025 powinny być bazą do jakichkolwiek porównań, a na ich tle edycja 2026 była po prostu najlepsza.

Jeśli chodzi o zaproszonych artystów, a zwłaszcza główne gwiazdy, tegoroczny skład na papierze prezentował się może mniej spektakularnie niż w latach, gdy w Gdańsku grali Judas Priest, Mercyful Fate czy Ghost (nie mówiąc już o edycjach przedreaktywacyjnych z udziałem Iron Maiden czy Slayera), ale był bardzo zróżnicowany i zaskakująco równy pod względem poziomu. Może nie ekscytowałem się zbytnio tegorocznymi headlinerami, ale nie byłem podczas Mystic Festival 2026 na żadnym koncercie, który oceniłbym jednoznacznie źle, a w przeszłości takowe się zdarzały – i niech to będzie ostatecznym podsumowaniem niniejszej relacji.

Mystic Festival 2027 w Gdańsku Letnica
Mystic Festival 2027 w Gdańsku Letnica

Co przyniesie przyszłość w nowej lokalizacji Mystic Festival?

Za rok spotkamy się na Mystic Festival w nowym miejscu – na błoniach wokół stadionu Polsat Plus Arena Gdańsk. Z jednej strony szkoda, bo industrialny teren Stoczni ma fantastyczny, niepowtarzalny klimat, z drugiej jednak w pełni rozumiem, że zaczął być już dla tej imprezy za mały, a żeby się ona rozwijała, przyciągała więcej ludzi i oferowała koncerty większych gwiazd, po prostu musiała się kiedyś przenieść.

Organizatorzy Mystic Festival 2027 mają jednak u mnie ogromny kredyt zaufania, który wypracowali sobie ostatnimi pięcioma edycjami i choć oczywiście będę tęsknić za Stocznią, to wydarzeniu pod Areną gorąco kibicuję i na nie również planuję się wybrać. A czy zostanę z nim na dłużej? Odpowiedź na to pytanie wykrystalizuje się w dniach 10-12 czerwca 2027 r.

Zdjęcia autorstwa nieocenionej Aleksandry (lubielizaki)

Podobne artykuły

Tormentor zagrał w Warszawie. Relacja z koncertu (8.12.23)

Piotr Żuchowski

Odwiedziliśmy Until Death Takes Us w Lublinie (relacja z koncertu)

Piotr Żuchowski

Relacja: Obscure Sphinx, Dirge – Gdańsk, 09.05.2014

Tomasz Koza

Zostaw komentarz