RELACJE

Summer Punch Festival zawitał do Warszawy. Relacja z 1. dnia wydarzenia

Summer Punch Festival 2026

Koncertowy czerwiec dalej w pełni – na przestrzeni jednego tygodnia fani rockowych i metalowych brzmień cieszyć mogli się koncertami takich formacji jak Foo Fighters oraz Alter Bridge, a także debiutancką odsłoną imprezy Lost Generation Festival. Dopełnieniem tego jakże pięknego tygodnia była pierwsza edycja Summer Punch Festival zaplanowana na 18 i 19 czerwca.

Po szybkim rzucie oka na line-up (który był naprawdę miodny, ale o tym później) postanowiliśmy wybrać się na pierwszy dzień wydarzenia. Jak było? Czy Summer Punch okazał się być kolejnym mocnym graczem na festiwalowej mapie Polski? O tym słów kilka już za chwilę….

Zobacz też: Nasza relacja z tegorocznej odsłony Mystic Festival

Summer Punch Festival 2026 przywitał uczestników świetną organizacją

Na sam początek, wspomnieć warto bowiem o całości festiwalowego terenu, na którym zgromadzili się uczestnicy Summer Punch Festival. I przyznać trzeba tu jedno – organizatorzy naprawdę dobrze rozplanowali wszystkie sprawy logistyczne. Przejście między scenami zorganizowane było sprawnie i nie trzeba było odbywać między nimi ogromnych maratonów, byleby tylko móc zdążyć na swojego ulubionego wykonawcę. Na uczestników wydarzenia czekało również wiele pozakoncertowych atrakcji – zakupić można było limitowane skarpetki od firmy American Socks, wydziarać sobie na szybko wlepkę związaną z festiwalem, czy odwiedzić stoisko Monster Energy w celu energetycznego uzupełnienia energii.

Główna Scena Summer Punch Festival 2026
Główna Scena Summer Punch Festival 2026

Strefa atrakcji i signing sessions na Summer Punch Festival

Wszyscy zebrani na imprezie fani wziąć mogli udział również w oficjalnych Signing Sessions i zgarnąć autografy od swoich muzycznych ulubieńców. W czwartek na miejscu złapać można było m.in. muzyków takich grup jak Bury Tomorrow, Set It Off, Palaface Swiss, czy P.O.D. I po tłumach zebranych na tych wydarzeniach, widać było, że sporo ludzi zdecydowało się na chociaż chwilowe spotkanie ze swoimi idolami.

W kwestiach organizacyjnych dodać warto jeszcze, że organizatorzy zadbali bardzo pieczołowicie o dostęp do wody pitnej dla wszystkich uczestników festiwalu. W punkcie „wodopoju” praktycznie nieprzerwanie można było załapać się na darmowe (warto to podkreślić, bo niektórzy organizatorzy dalej korzystają z tego, że przy upałach można sporo zarobić na napojach) butelki z wodą rozdawane chętnie przez wolontariuszy. I takie podejście do fana bardzo cieszy, oby tak dalej!

Główna Scena Summer Punch Festival 2026
Główna Scena Summer Punch Festival 2026

Rain City Drive otworzyło pierwszy dzień festiwalu

Wstęp organizacyjny mamy już za sobą, więc możemy przejść do zespołów, które zawitały na pierwszy dzień Summer Punch Festival. Całość wydarzenia punktualnie o 15:00 otworzyła amerykańska formacja Rain City Drive. Zespół przedstawił nam około 30 minutowy set złożony z solidnej dawki post hardcore połączonego z hard rockiem. I o występie tym powiedzieć można po prostu, że był solidny. Panowie wycisnęli z niewielkiej publiczności (sporo osób dopiero wymieniało bowiem bilety na opaski lub zwiedzało teren festiwalu) sporo emocji, ale zabrakło tutaj jakiejś takiej większej iskry, która pozwoliłaby otworzyć wydarzenie z pełną mocą.

House Of Protection zachwyciło publiczność na drugiej scenie

Iskry takiej nie zabrakło natomiast na kolejnym zespole, czyli House Of Protection. Młodziutka formacja (bo początki jej działania datować możemy na 2024 rok) zdobyła bowiem serca publiczności praktycznie od razu. Duża w tym zasługa wokalisty i gitarzysty, Stephena Harrisona, który nie dość że skakał po całej scenie (dosłownie, w pewnym momencie wspiął się nawet na stelaż sceny), to później zszedł do fanów i grał swoje partie w centrum samego moshpitu. Widać było, że chłopaków cieszy wspólne granie i że mają naprawdę spory szacunek dla swoich fanów. To drugie zauważyć można było nawet chwilę po występie, gdy Stephen przechadzał się bez jakiejkolwiek ochrony po terenie festiwalu i poświęcał chwilę każdemu, kto tylko chciał z nim porozmawiać lub zrobić sobie z nim zdjęcie.

Catch Your Breath i problemy techniczne podczas koncertu

Po tak mocnym występie poprzeczka postawiona została naprawdę wysoko i ofiarą tego stała się trochę formacja Catch Your Breath, która zameldowała się na scenie jako kolejna. Amerykańskiej grupie nie pomogły również problemy techniczne, przez które pierwszy utwór wybrzmiał praktycznie w ogóle bez wokalu, a w kolejnych często zdarzały się chwilowe problemy z głośnością mikrofonu wokalisty. Zespół tak czy siak nie poddał się i zaprezentował solidne 20 minut hardcore’owego spektaklu. Były mocne riffy, było zdzieranie gardła i było skakanie pod sceną. Jednak w porównaniu do House Of Protection, było to tylko solidne show.

Bury Tomorrow, Bilmuri i Paleface Swiss – co działo się dalej?

I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje wrażenia z drugiej sceny festiwalu. Po występie Catch Your Breath postanowiłem bowiem zrezygnować z przemieszczenia się między scenami, tak by móc zająć dobre miejsce na główne gwiazdy wydarzenia. Z opinii ludzi którzy zdecydowali się na inne rozwiązanie wiem jednak, że Bury Tomorrow dowiozło bardzo dobre show (na podobnym poziomie, gdy występowali w Krakowie jako support Electric Callboy), a John Franck kupił publiczność swoim projektem Bilmuri, w którym łaczy metalcore, pop-punk oraz muzykę elektroniczną.

Sporo dobrych słów usłyszałem również o formacji Palaface Swiss, która zamykała występy na drugiej scenie imprezy. Szkoda tylko, że ich występ pokrywał się z początkiem koncertu Bad Omens, co spowodowało, że spora część publiczności postanowiła wyjść w trakcie show szwajcarskiego zespołu. No ale cóż, festiwale rządzą się niestety swoimi prawami.

Silent Planet rozpoczęło koncerty na głównej scenie Summer Punch Festival

Zapytacie pewnie, że skoro tak wiele działo się na drugiej scenie festiwalu, to cóż mogło dziać się na głównej scenie imprezy? Otóż działo się jeszcze więcej i jeszcze konkretniej! Wydarzenie otworzyła tam metalcore’owa formacja Silent Planet i w trakcie jej występu mieliśmy już pierwszą ofiarę festiwalu.

Pod koniec koncertu operator latającego nad ludźmi drona chyba nie ocenił zbyt dobrze odległości od sceny i wleciał prosto we włosy wokalisty zespołu, Garretta Russella. Wyglądało to początkowo dość niebezpiecznie, jednak Russell po chwili uporał się z dronem, rzucił nim o scenę rozwalając go w drobny mak, a następnie szczątki po maszynie wyrzucił w tłum.

Cóż, niektórzy wracają z koncertów z kostkami, niektórzy z setlistami, niektórzy z pałkami perkusyjnymi, a ktoś wrócił wczoraj do domu z solidnie zmaltretowanym dronem. Nie ma to jak niepowtarzalna pamiątka po festiwalu.

Set It Off rozgrzało publiczność przed legendami nu metalu

Chwilę później na scenie zameldowali się amerykańscy rockowcy z Set It Off. I tutaj przyznam szczerze, że mam dość mieszane odczucia. Zespół zaprezentował bowiem bardzo generyczny nu-rock połączony z elementami pop-punku, który równie dobrze należeć mógłby do tysiąca innych kapel z tych podgatunków.

Zabrakło moim zdaniem jakiegoś takiego charakterystycznego sznytu ze strony instrumentalnej. Ale duże uznanie należy się wokaliście zespołu, Cody’emu Carsonowi, który w świetny sposób dyrygował publicznością. Widać u niego naprawdę sporą charyzmę oraz idealne podejście do fanów. I to właśnie dzięki Cody’emu ludzie bawili się dobrze i rozgrzali się przed kolejnym zespołem.

Zespół POD na Summer Punch Festival
Zespół POD na Summer Punch Festival

P.O.D. udowodniło, że wciąż jest w świetnej formie

A tu rozgrzanie było naprawdę potrzebne, bo punktualnie o 17:45 na scenie pojawiła się kultowa grupa P.O.D.. Ekipa Sonny’ego Sandovala zatrzęsła terenem Letniej Sceny Progresji praktycznie od początku kompozycją „Boom” z legendarnego już albumu „Satelite”. A potem było jeszcze lepiej – muzycy odpalali kolejno zarówno nowsze kompozycje (jak „Drop”, czy „Afraid to Die”) oraz nieśmiertelne szlagiery takie jak „Youth of the Nation” i „Alive” kończący całość występu.

Koncert spotkał się z niesamowicie dobrym odbiorem wśród publiczności (po ilości koszulek z merchu P.O.D. widać było zresztą, że sporo ludzi przyjechało na festiwal specjalnie dla nich), co wpłynęło również na dobre nastawienie muzyków. Sonny co chwilę przechadzał się z uśmiechem po scenie, a basista, Traa Daniels, wielokrotnie nawiązywał kontakt z fanami znajdującymi się w pierwszych rzędach.

Podsumowując – amerykańska grupa kilka miesięcy temu udowodniła występem przed Godsmack w Gliwicach, że jest w bardzo dobrej formie, a wczoraj tylko przypieczętowała to zjawisko.

Landmvrks postawiło na materiał z nowej płyty

Kilkanaście minut po P.O.D. na scenę wparowali natomiast francuscy metalcore’owcy z Landmvrks. Muzycy skupili się w trakcie swojego występu głównie na promocji wydanego w ubiegłym roku krążka „The Darkest Place I’ve Ever Been” i był to dobry koncert. Tylko tyle i aż tyle.

Magią festiwalów jest to, że każdemu podoba się coś innego i zasada ta zadziałała tu idealnie w moim przypadku. Fanem ekipy Florenta Salftiego bowiem nie zostanę, ale przyznać muszę chłopakom, że show zrobili solidne, a ludzie dookoła mnie bawili się naprawdę dobrze.

Babymetal na Summer Punch Festival. Krócej niż oczekiwano

Punktualnie o 20:15 rozpoczęło się natomiast show japońskiej formacji Babymetal. Pionierki kawaii metalu przyjechały do naszego kraju już czwarty rok z rzędu (2023 i support przed Sabatonem, 2024 i solowy występ na Letniej Scenie Progresji, 2025 rok i solowy koncert w Tauron Arenie), co znaczy że dziewczyny po wielu latach nieobecności w Polsce na dobre odblokowały już sobie nasz kraj na liście „kraje do których warto przyjechać w trakcie trasy”. Co rzecz jasna mnie (jako sporego fana Babymetal – proszę nie oceniać, każdy ma jakieś swoje guilty pleasure) bardzo cieszy.

Babymetal na scenie Summer Punch Festival 2026
Babymetal na scenie Summer Punch Festival 2026

Skrócona setlista Babymetal i ograniczona oprawa sceniczna

Niestety, nie ucieszył mnie jednak całokształt występu ekipy Suzuki Nakamoto. Zespół otrzymał bowiem tylko niecałą godzinę na scenie, co przełożyło się na skrócenie ich typowego na tej trasie setu o aż cztery kompozycje. W związku z tym, z setlisty wypadły mniej ograne kawałki takie jak np. „Sunset Kiss”, „My Queen”, czy „KxAxWxAxIxI”.

Dziewczyny zaprezentowały więc show złożone z dziesięciu utworów na które składały się praktycznie same single z ich dotychczasowej działalności. Usłyszeć mogliśmy więc takie hity jak „Distortion”, „RATATATA”, „Road of Resistance”, czy nieśmiertelne już „Gimme Chocolate!!”. Widać było również, że artystki zajechały do Polski z bardzo okrojonym zapleczem scenicznym, bo całość koncertu wyglądała jakby Babymetal były po prostu dostawką do Bad Omens, a nie pełnoprawnymi artystami pełniącym rolę swego rodzaju co-healinera wydarzenia. No ale cóż, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu.

Czy Babymetal potrzebuje jeszcze festiwalowych supportów?

Czy był to zły występ? Oczywiście, że nie! Moa-Metal i Momo-Metal jak zwykle błyszczały charyzmą i urokiem, a Su-Metal jak zwykle dowiozła pod kątem wokalnym i konferansjerskim. Słowa uznania należą się również niezastąpionemu „Kami Band”, który udźwignął całość instrumentalnej części występu na bardzo dobrym poziomie.

Wspomniany wcześniej singlowy repertuar zespołu, idealnie wpasował się również w przeciętego odbiorcę imprezy, dla którego Babymetal było przed koncertem tylko egzotyczną ciekawostką. Było więc naprawdę dobrze, ale człowiek miał jednak trochę większy apetyt po ubiegłorocznym, pełnoprawnym, występie Babymetal w krakowskiej Tauron Arenie.

Inną sprawą jest natomiast pytanie, czy Babymetal po tym jak prawie wyprzedały wspomniany koncert, potrzebne są jeszcze takie pojedyncze występy w roli mniejszego supportu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam już do subiektywnej opinii. Niezależnie od tego, cieszy fakt, że japońska grupa ponownie zawitała do naszego kraju i mam nadzieję, że za rok postanowią przedłużyć swoją tradycję i po raz kolejny nie ominą Polski na liście swoich występów. Zapraszamy jednak tym razem znowu na dłuższy występ do którejś z aren!

Bad Omens potwierdziło status festiwalowego headlinera

Całość pierwszego dnia Summer Punch Fest zamykali natomiast metalcore’owcy z Bad Omens. I przyznam tutaj, że wielokrotnie gdy wspominaliśmy o nich w tej roli, to wielu z naszych czytelników pytało, czy jest to już rzeczywiście zespół, który urósł do miana headlinera tak wielkiej imprezy.

Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama po wczorajszym wieczorze na Letniej Scenie Progresji. Setki fanów w merchu Bad Omens stacjonowało pod sceną od samego początku wydarzenia, a gdy tylko Noah Sebastian wyłonił się z backstage’u, to tłum dosłownie zwariował. I wcale mnie to nie dziwi, bo Panowie prezentują naprawdę nielichy poziom.

Przed występem postanowiłem zapoznać się bardziej z ich dyskografią i przyznać muszę, że krążek „The Death of Peace of Mind” zrobił na mnie świetne wrażenie. Idealnie byłoby móc połączyć kiedyś na scenie Bad Omens, Bring Me The Horizon oraz Architects – to combo zapewniłoby błyskawiczny sold-out na praktycznie każdej imprezie.

Setlista Bad Omens i widowiskowa oprawa koncertu

Wracając jednak do warszawskiego koncertu Bad Omens – muzycy zaprezentowali na scenie 15 utworowy set, którego główną częścią były kompozycje ze wspomnianego już wcześniej albumu „The Death of Peace of Mind”. Fani usłyszeć mogli również kilka starszych kompozycji (w tym m.in. „Glass Houses”, czy „Limits”) oraz kilka ostatnich singli opublikowanych przez zespół (w tej roli m.in. „Dying to Love”, „Impose”, czy „Specter”). Ze sceny wybrzmiało także „V.A.N.” z wokalem Poppy puszczonym z taśmy, a całość występu zamknął potężny „Deathrone”, który sprawił, że tereny Letniej Sceny Progresji do teraz drżą jeszcze pod wpływem potężnego brzmienia.

Czy Bad Omens jest gotowe na polską arenę?

Jak przystało na główną gwiazdę wydarzenia, Bad Omens liczyć mogli również na najbardziej efekciarskie wykorzystanie sceny. Mieliśmy więc imponujące strumienie ognia, dym unoszący się dookoła artystów w wielu piosenkach oraz liczne ekrany przedstawiające różne wizualizacje. Jedynym do czego mógłbym się tu przyczepić byłyby przerywniki filmowe, które co kilka piosenek puszczane były na wspomnianych wcześniej ekranach. Moim zdaniem zabijało to trochę dynamikę koncertu. Wiem jednak, że filmy te są częścią scenicznego show Bad Omens, więc fani zespołu na pewno na nie nie narzekali.

Bad Omens w ostatnich latach zrobili naprawdę spory przeskok pod kątem swojej popularności. Zespół w 2023 roku grał jeszcze w niewielkim Palladium w Warszawie, a teraz wystąpił bez jakichkolwiek skrupułów przed ogromnym tłumem na Summer Punch Festival. Czyżby więc nadszedł czas na headlinerski koncert w którejś z aren w Polsce? Sądzę, że Tauron Arena lub Atlas Arena mogą już wyczekiwać na pierwszy polski koncert Bad Omens w takim anturażu.

Summer Punch Festival 2026 zdał egzamin

I tak oto pierwszy dzień debiutanckiej odsłony Summer Punch Festival dobiegł końca. Czy był to udany dzień? Jeszcze jak! Czy drugi dzień wydarzenia również zapowiadał się na godny polecenia? Jak najbardziej, w jego rozpisce znaleźć można było bowiem m.in. Three Days Grace, Don Brocco, Wargasm, czy Touche Amore!

Czy był to festiwal bez wad? Cóż, na pewno nie odczułem żadnych ogromnych problemów uniemożliwiających dobrą zabawę. Na przyszły rok proponowałbym tylko zwiększenie terenu strefy gastro (tak by móc zmieścić tam więcej foodtrucków, co pomogłoby na zluzowanie kolejek ludzi oczekujących na jedzenie) oraz dostawienie dodatkowych stoisk z merchem (tu zauważyć można było naprawdę spore kolejki, które przerzedziły się dopiero z początkiem występu Bad Omens).

Summer Punch Festival 2027 potwierdzony
Summer Punch Festival 2027 potwierdzony

Summer Punch Festival 2027 oficjalnie zapowiedziany

A czemu wspomniałem tak pewnie o „przyszłym roku”? Ano dlatego, że organizatorzy oficjalnie ogłosili już, że Summer Punch Festival powróci w 2027 roku! Co więcej, tym razem impreza rozrośnie się do trzech dni pełnych muzyki. Wydarzenie odbędzie się w Warszawie w dniach 17-19 czerwca i więcej informacji na jej temat poznamy już niebawem. Jeśli event trzymać będzie poziom tegorocznej edycji, to zdecydowanie jest to festiwal, który warto wpisać do swojego kalendarza na przyszły rok. My jak najbardziej polecamy!

Organizatorem pierwszej edycji Summer Punch Festival było Winiary Bookings.

Podobne artykuły

Relacja: Frontal Cortex, Cereus, Here On Earth – Klub Faust, Katowice, 13.04.2019

Paweł Kurczonek

Wysoko zawieszona poprzeczka – relacja z Prog in Park III, Warszawa 12-13 lipca

Szymon

Black metalowy koncert roku? Spectral Wound i Lamp of Murmuur w Warszawie

Piotr Żuchowski

Zostaw komentarz