RELACJE

Relacja z koncertu Cock Sparrer. Wielka forma legendy punk rocka

Cock Sparrer

Miniony weekend obfitował w duże muzyczne wydarzenia. Miłośnicy bardziej współczesnego podejścia do ciężkiego grania bawili się na koncertach Marilyna Mansona w Łodzi oraz System of a Down na PGE Narodowym. Z kolei alternatywną propozycję dla oldschoolowych punkowców miała agencja Winiary Bookings, która 18 lipca zorganizowała w Warszawie występ legendarnego zespołu Cock Sparrer. Zapraszamy do lektury relacji z tej imprezy.

Czytaj też: Relacja z koncertu Macabre. Potrójna dawka metalu i horroru

Dwa lokalne supporty otworzyły warszawski koncert Cock Sparrer

Sobotni koncert ikony z Londynu w klubie Progresja zaczął się o godzinie 19:30. Przed Cock Sparrer zagrały dwa polskie zespoły, a pierwszym z nich byli Bulbulators, śląska załoga założona przez Buraka, byłego gitarzystę prawdopodobnie najbardziej kultowego z rodzimych street punkowych składów, Ramzes & The Hooligans.

Znam i lubię ten zespół od dawna, ale nasze drogi w wersji live jakoś nie przecięły się aż do tej pory. Bulbulators raczej nie grywają na tych bardziej metalowych imprezach, ja z kolei prawie nie zaglądam na czysto punkowe spędy, zatem bardzo się ucieszyłem, że wreszcie ich zobaczę na żywo, no i rozczarowania nie było.

Przez nieco ponad pół godziny zdążyli zagrać sporo swoich największych hitów, w tym numery z moich ulubionych albumów „Punkophilia” i „Aut Punk Aut Nihil”, a także kilka nowości z ostatniej, tegorocznej płyty „In Optima Forma”, które wypadły równie przekonująco, co starocie. Na sam koniec dołożyli jeszcze bardziej do pieca coverem Ramzesa „My młodzież” i zeszli ze sceny, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie.

Następny zespół w rozpisce, warszawskie Lazy Class, znałem z kolei wcześniej raczej tylko z nazwy i jakichś pojedynczych kawałków odsłuchiwanych na YouTube. Bynajmniej nie są to jednak żółtodzioby, bo istnieją od 2013 r. i konsekwentnie budują swoją pozycję na lokalnej scenie oi!/street punk, szczególnie w ostatnim czasie sporo koncertując.

Jako support Cock Sparrer wypadli solidnie, choć nie zrobili na mnie aż takiego wrażenia jak Bulbulators. Podczas krótkiego, trwającego również około pół godziny setu zaserwowali porządną dawkę typowego robotniczo-ulicznego punk rocka dla łysych chłopaków w martensach. Na kolana mnie raczej nie rzucili, ale mogli się podobać.

Cock Sparrer – szybka lekcja 55 lat historii ulicznego punk rocka

Natomiast powiedzieć o Cock Sparrer, że „mogli się podobać”, to jak nie powiedzieć nic. Po dość długiej przerwie technicznej street punkowa legenda z East Endu wyszła na scenę punktualnie o godz. 21:30 i od pierwszych dźwięków otwierającego koncert „Riot Squad” trzymała publikę w garści, nie puszczając aż do ostatniego w secie „We’re Coming Back” niemal półtorej godziny później.

O ile podczas występów polskich supportów na sali wielkiego tłumu nie było, to znacznie zgęstniał on na początku koncertu Sparrera i żywiołowo reagował na każdy z odegranych numerów. A było ich sporo i stanowiły swoiste „the best of” zespołu. Anglicy odegrali niemal w całości kultowe „Shock Troops”, zaproponowali kilka rzeczy z ostatniego krążka „Hand on Heart”, a pomiędzy dominującym w setliście materiałem z tych dwóch płyt przejechali się też po większości innych swoich wydawnictw: od historycznego debiutanckiego singla „Running Riot” z 1977 r. po „Because You’re Young” z lat 90. czy wspaniałe „Suicide Girls”. Zgromadzeni w Progresji fani dostali w ciągu kilkudziesięciu minut skondensowany, przyspieszony kurs historii grupy, a co za tym idzie całego gatunku street punk/oi!

Trudno uwierzyć, że Cock Sparrer, jeden z absolutnych pionierów tego nurtu, w przyszłym roku obchodzić będzie 55-lecie działalności. Tych pięciu krótko ostrzyżonych wesołych dziadków w czarnych koszulkach spokojnie mogłoby obdzielić sceniczną charyzmą, energią i zwyczajną radością grania kilka kapel o znacznie mniejszym stażu.

Street punk to muzyka prosta, raczej imprezowa i nie da się ukryć, że zespół rozkręcił imprezę pierwszorzędną. Pod sceną bawili się wspólnie starzy skini, tradycyjni punkowcy z wysokimi irokezami i kudłaci metale, a stylistyczny rozstrzał dostrzegalnych w młynie koszulek kapel obejmował wszystko od Sex Pistols, przez The Gits po Napalm Death. I niezależnie od przynależności ideologicznej czy subkulturowej chyba wszystkim się podobało. Mnie podobało się bardzo.

Sprawy techniczne i organizacyjne jedynego koncertu Cock Sparrer w Polsce

Cock Sparrer dał świetny koncert, który w dodatku był naprawdę porządnie zrealizowany. Nie mogę się przyczepić do nagłośnienia oraz oświetlenia, a minimalistyczna oprawa sceny doskonale oddawała surowy, chuligański klimat muzyki Londyńczyków. Fajnie, że backdrop z logiem zespołu nie wisiał z tyłu sceny od razu, a został powoli podniesiony dopiero podczas intra – tak prosty, a bardzo rzadko spotykany patent mocno pomaga stopniować napięcie i budować dramaturgię show.

Agencja Winiary Bookings, obecnie jeden z najważniejszych w Polsce organizatorów koncertów z kręgów rockowo-metalowo-alternatywnych, po raz kolejny pokazała się z dobrej strony. Zapewniła świetny dobór składu imprezy, czasówkę dotrzymaną niemal co do minuty i brak większych problemów na miejscu. Sold outu wprawdzie nie było, ale i frekwencja dopisała, zwłaszcza biorąc pod uwagę mocną koncertową konkurencję w ten weekend.

W kontekście liczby obecnych fanów trochę dziwi decyzja klubu Progresja o nieotwieraniu dolnego baru, co mocno wydłużyło kolejki do pozostałych. To chyba jednak jedyny większy minus tego ogólnie bardzo udanego wieczoru. Nie przesadzę stwierdzając, że ten jedyny występ street punkowych ikon w Polsce należał do najważniejszych (nie tylko dla mnie) koncertowych wydarzeń roku 2026 i mimo wysokich oczekiwań, nie zawiódł ich ani trochę. Dzięki Winiary, dzięki Cock Sparrer, oi!

Fot. Roberto Pavic

Podobne artykuły

Relacja: Nowa Ewangelia Tour – Katowice, Mega Club 2009

Tomasz Koza

Relacja z koncertu Riot V (Warszawa, 08.05.24). Stal gromu uderzyła

Piotr Żuchowski

Relacja z release party płyty Lunacy „Disconnection” (9.11.23)

Piotr Żuchowski

Zostaw komentarz