RELACJE

Relacja z koncertu Macabre. Potrójna dawka metalu i horroru

Zespół Macabre koncerty w Polsce

W ramach trasy „European Killing Spree 2026” po wieloletniej przerwie wróciła do Polski amerykańska formacja Macabre. Twórcy własnego gatunku znanego jako „murder metal” wystąpili w naszym kraju dwa razy, w Krakowie i Warszawie, wspierani przez Las Trumien oraz Schirenc Plays Pungent Stench. Zapraszamy do lektury relacji z tego drugiego wydarzenia.

„Kiedy przekroczyli drzwi klubu, ich oczom ukazał się Las…”

Wieczór pełen muzycznego horroru, opowieści true crime, czarnego humoru, groteski i obrzydliwości otworzył w stołecznej Hydrozagadce zespół Las Trumien. Stali czytelnicy naszego działu relacji koncertowych pewnie znają już tę sludge/doomową załogę dobrze – niedawno mogliście przeczytać raport z jej występu w Warszawie ze Sznurem, a wcześniej także między innymi z O.D.R.Ą i Odyum.

Las Trumien to jedna z moich absolutnie ulubionych polskich metalowych grup ostatnich lat. Staram się nie przegapiać żadnych ich występów w stolicy i na każdym bawię się bardzo dobrze, nie inaczej było 6 lipca w Hydro. Chłopaki grali tym razem jako pierwsi, pełniąc rolę lokalnego supportu, nie mieli więc na swój występ zbyt dużo czasu. Ich setlista skupiła się zatem na najszybszych, najkrótszych i najbardziej energetycznych numerach. Były hardcore’owe strzały takie jak „Wiosna w Miami” i „Zwierzyna” oraz garść innych dobrze znanych fanom kawałków, m.in. „Bandaże i szmaty”, „Król w złotej rękawiczce” czy „Irrumatio”.

Można rzec, że u Lasu Trumien wszystko po staremu – polskie teksty o prawdziwych seryjnych mordercach, proste, ale miażdżąco ciężkie riffy, nieco wisielczego humoru i oczywiście sceniczna persona wokalisty Wojtka Kałuży robią jako całość fenomenalną robotę. Do tego dołożyło się naprawdę porządne nagłośnienie i w ten sposób zaliczyliśmy bardzo mocny początek wieczoru wypełnionego po brzegi historiami psychopatów, estetyką gore, horrorem i jakościowym metalem – znacznie różniącym się pod względem czysto muzycznym, ale połączonym tą samą otoczką i tematyką.

Schirenc Plays Pungent Stench – total old school death metal

Następnym wykonawcą, jaki zameldował się na scenie Hydrozagadki, był Schirenc Plays Pungent Stench. To koncertowy projekt Martina Schirenca, byłego gitarzysty i wokalisty Pungent Stench, poświęcony graniu na żywo utworów tej kultowej death metalowej formacji z Wiednia.

Widziałem go już dwa lata temu w Morsku podczas piątej edycji Injure Grind Attack i bardzo mi się podobał, ale to, co Schirenc z kolegami odstawił w poniedziałek w Warszawie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To był koncert totalny, zagrany z wielkim luzem, rock’n’rollowym feelingiem i świetnym brzmieniem. Oldschoolowy sznyt rodem z lat 90., fura gruzu w przesterze, a przy tym doskonały drive basu, obsługiwanego przez oryginalnego basistę Pungent Stench, naszego rodaka, Jacka Perkowskiego. Przyznam szczerze, że już dawno nie słyszałem na koncercie tego instrumentu tak dobrze nagłośnionego, a czasem wręcz wybijającego się w miksie ponad gitarę.

Zespół przez około godzinę częstował publiczność klasykami z wczesnych płyt Pungent Stench, od „Extreme Deformity” z pierwszej demówki, przez „For God Your Soul… for Me Your Flesh”, aż po materiał z legendarnego, chyba najbardziej uwielbianego przez fanów drugiego albumu „Been Caught Buttering”. I była to znakomicie spędzona godzina – ludzie szaleli w moshpicie, z głośników sączył się brudny, staroszkolny death metal, w przerwach między utworami Schirenc żartował i opowiadał anegdoty z burzliwej historii PG.

Niestety prawdopodobnie był to ostatni polski koncert Martina Schirenca z repertuarem Pungent Stench. Muzyk zapowiedział zakończenie działalności projektu SPPG po trwającej aktualnie trasie i o ile decyzję tę należy oczywiście uszanować, to nie sposób nie mieć wrażenia, że jest przedwczesna – bo i Martin, i współpracujący z nim muzycy wciąż są w świetnej formie, co dobitnie pokazali występem w Warszawie.

Koncert Macabre, czyli murder metal i makabryczny humor

Główną gwiazdą poniedziałkowego wieczoru w klubie Hydrozagadka byli amerykańscy weterani z Macabre. To wyjątkowy zespół, od połowy lat 80. grający w tym samym składzie (prawie, bo w trasie basistę Nefariousa zastępuje obecnie niejaki Beavis), a parający się sztuką, którą sami nazwali murder metalem – ekstremalną muzyką o równie ekstremalnej warstwie lirycznej, którą stanowią głównie opowieści o prawdziwych psychopatycznych mordercach, podane jednak z dużą dawką specyficznego czarnego humoru.

Ten makabryczny, nomen omen, humor towarzyszył też Macabre na scenie. Wokalista Lance „Corporate Death” Lencioni szczegółowo zapowiadał niemal każdy utwór i przybliżał historię postaci, o której opowiada, a w kilku kawałkach muzykom zespołu towarzyszyła postać w przebraniu głównego bohatera danej piosenki. A bohaterów tych trochę było – Jeffrey Dahmer, Ed Gein, Richard Ramirez, Ted Bundy czy Unabomber to tylko kilku najbardziej znanych zwyrodnialców spośród szerokiego grona, o którym opowiadają teksty Macabre.

Macabre’owy murder metal definiowany jest głównie przez specyficzne liryki, natomiast strona muzyczna działalności zespołu przez lata zmieniała się i ewoluowała. Tę ewolucję mogliśmy obserwować też podczas warszawskiego koncertu, bo zespół zaprezentował przekrojowy set, obejmujący utwory ze wszystkich okresów jego działalności, od brutalnych proto-grindowych strzałów z wczesnych płyt „Gloom” i „Sinister Slaughter” przez bardziej thrash/punkowe numery z „Dahmer” i „Murder Metal”, aż po najnowszy album, wydany w 2020 r. „Carnival of Killers”.

Kawałki Macabre nie należą do przesadnie długich, więc w setliście zmieściło się ich naprawdę dużo. Wszystkich oczywiście tutaj nie przytoczę, ale usłyszeliśmy choćby „McMassacre”, „Night Stalker”, „Vampire of Düsseldorf”, „Scrub a Dub Dub”, „Acid Bath Vampire”, „The Wheels on the Bug” czy też uroczo zabawne „The Cat Came Back” (jeden z moich faworytów w całej dyskografii zespołu). Odegrane zostały bardzo punkowo, surowo, prosto, miejscami wręcz niechlujnie, ale doskonale współgrało to z całościowym klimatem tego groteskowego spektaklu grozy. Publiczności pod sceną bardzo się podobało i wesoło hasała sobie w młynie.

Mystic Coalition – róbcie mi tak więcej!

Podczas trasy koncertowej „European Killing Spree 2026” zespół Macabre wystąpił w Polsce po raz pierwszy od kilkunastu lat i zaliczył naprawdę bardzo udany powrót na naszą ziemię. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z ich muzyką na żywo i chętnie je powtórzę, jeśli tylko nadarzy się okazja. W tym miejscu bardzo dziękuję organizatorowi imprezy, Mystic Coalition, za zaproszenie i udzielenie akredytacji!

Ta organizacja, która powstała głównie z myślą o tworzeniu Mystic Festivalu, ostatnio coraz śmielej poczyna sobie również w segmencie koncertów halowych i klubowych. Ściągała już do Polski m.in. Deep Purple (które w tym roku zagra u nas ponownie), Gojirę, Machine Head czy Samaela, a więc naprawdę duże nazwy sceny rockowej i metalowej, a dwoma wieczorami z Macabre udowodniła, że i bardziej niszową, kameralną imprezę potrafi dowieźć bez zarzutu. Dotrzymana czasówka, dobra realizacja i solidna promocja, która przełożyła się na całkiem przyzwoitą frekwencję (oczywiście jak na dzień powszedni w okresie wakacyjnym, kiedy to wielu osób po prostu nie ma w mieście, a te które są, następnego dnia idą do pracy) – Mysticu, róbcie więcej małych koncertów!

Podsumowując, za nami niezwykle udany (choć poniedziałkowy) wieczór z horrorem i metalem. Trzy kapele, trzy różne podejścia do tematu muzycznej grozy, trzy naprawdę wyborne koncerty o bardzo równym poziomie, z których nie jestem w stanie wskazać jednego, który podobał mi się najbardziej, bo każdy oferował trochę co innego i był świetny w swojej klasie. Do tego fantastyczna atmosfera, sporo znajomych twarzy pod sceną i wspaniała impreza tak pod względem czysto artystycznym, jak i towarzyskim (szczególne pozdrowienia dla muzyków Lasu Trumien za pogawędkę pod busem i piwo z backstage’u). Było świetnie, do zobaczenia następnym razem!

Podobne artykuły

The Australian Pink Floyd Show w Spodku: relacja z koncertu w Katowicach

Mateusz Lip

Relacja: Agnostic Front, All For Nothing, Fight Them All, Dintojra – Wrocław, 13.07.2017

Albert Markowicz

Relacja: Vader (Back to the Black Tour), Gdynia 29.11.2012

Tomasz Koza

Zostaw komentarz