SPECJALNE

25 lat „Iowa”. Slipknot nagrał album, którego nie da się powtórzyć

Slipknot Iowa

28 sierpnia 2001 roku Slipknot wydał swój drugi album studyjny „Iowa”. Ćwierć wieku później płyta wciąż pozostaje jednym z najbardziej ekstremalnych momentów w historii zespołu. Co ważne, jej wyjątkowość nie wynika wyłącznie z muzyki. „Iowa” jest również dokumentem czasu, w którym dziewięciu muzyków z Des Moines znalazło się na szczycie popularności, jednocześnie coraz bardziej oddalając się od siebie.

W 2001 roku Slipknot nie musiał już nikomu udowadniać, że potrafi zwrócić na siebie uwagę. Debiutancki album z 1999 roku wyniósł formację na poziom, którego niewielu mogło się spodziewać. Maski, charakterystyczne kombinezony, agresywne koncerty i muzyka łącząca metal z elementami nu metalu sprawiły, że grupa błyskawicznie stała się jednym z najważniejszych zespołów nowej generacji ciężkiego grania.

Czytaj też: Corey Taylor – „Od początku wiedziałem, że trafię do Slipknot”

Drugi album miał jednak pokazać, co wydarzy się po sukcesie. I właśnie dlatego „Iowa” jest tak niezwykłą płytą. Nie brzmi jak spokojna kontynuacja kariery. Brzmi raczej jak próba wyrzucenia z siebie wszystkiego, co przez dwa lata zdążyło narosnąć wokół zespołu.

Zespół Slipknot z czasów albumu Iowa
Zespół Slipknot z czasów albumu „Iowa”
Fot. Materiały prasowe

„Iowa” – 25 lat od premiery jednego z najcięższych albumów Slipoknota

Płyta ukazała się 28 sierpnia 2001 roku nakładem Roadrunner Records. Za produkcję ponownie odpowiadał Ross Robinson, który pracował również przy debiutanckim albumie „Slipknot”. Nagrania odbywały się w Sound City Studios oraz Sound Image w Van Nuys w Kalifornii.

Materiał powstawał w pierwszych miesiącach 2001 roku. Joey Jordison i Paul Gray zaczęli pracować nad nowymi utworami jeszcze pod koniec 2000 roku, a 17 stycznia 2001 roku zespół wszedł do studia. Właściwe nagrania rozpoczęły się kilka dni później. Sesje trwały około dwóch i pół miesiąca. W tym miejscu zaczyna się jednak historia, która jest znacznie ciekawsza niż sama lista dat.

Po ogromnym sukcesie debiutu Slipknot był już zupełnie innym zespołem niż wcześniej. Muzycy spędzili mnóstwo czasu w trasie, a nagła popularność przyniosła ze sobą pieniądze, zainteresowanie mediów i zupełnie nowe środowisko. Wewnątrz zespołu zaczęły narastać napięcia.

Ross Robinson w rozmowie opublikowanej w 2026 roku przez Metal Hammer ujawnił nawet, że przed rozpoczęciem prac nad „Iowa” Slipknot znajdował się bardzo blisko rozpadu. Według producenta członkowie zespołu mieli powiedzieć mu wprost, że nie potrafią się już ze sobą dogadać i rozważają zakończenie działalności. To ważny kontekst dla całego albumu.

Nagrywanie „Iowa” było dla Slipknot piekłem

Dzisiaj „Iowa” często przedstawiana jest jako album powstały w niemal idealnym artystycznym chaosie. W rzeczywistości atmosfera podczas sesji była znacznie bardziej skomplikowana.

Członkowie Slipknot byli zmęczeni po intensywnym okresie koncertowania, a problemy osobiste i uzależnienia dodatkowo komplikowały relacje. Corey Taylor po latach wspominał, że muzycy byli wobec siebie pełni niepewności i wzajemnych pretensji. Shawn „Clown” Crahan określał później nagrywanie płyty „Iowa” wprost jako „piekło”. Paradoks polegał na tym, że właśnie ta atmosfera została w dużej mierze zapisana na albumie.

Może Cię zainteresować: Nowa książka o Slipknot. Autor przeanalizuje erę „Iowa”

Nie chodzi oczywiście o to, że dziewięciu muzyków po prostu weszło do studia i spontanicznie nagrało swoje frustracje. Płyta ta jest bardzo precyzyjnie skonstruowaną płytą. Jednak jej ciężar, agresja i poczucie niepokoju sprawiają wrażenie, jakby emocje towarzyszące sesjom nie zostały odseparowane od muzyki. Wręcz przeciwnie – stały się jej częścią.

Ross Robinson i złamana ręka… właściwie plecy

Jedną z najbardziej niezwykłych historii związanych z produkcją „Iowa” poznaliśmy dopiero wiele lat później.

Ross Robinson doznał poważnego urazu pleców w wypadku motocrossowym w trakcie pracy nad albumem. Jak opowiedział w 2026 roku, zrobił sobie zaledwie jeden dzień przerwy, po czym wrócił do studia. Jego zdaniem sama sytuacja wpłynęła również na muzyków, którzy zobaczyli, że producent mimo urazu nadal pojawia się na sesjach.

Robinson nie był zresztą przypadkową osobą za konsoletą.

Przy debiucie pomógł Slipknotowi uchwycić charakterystyczne połączenie kontrolowanego chaosu, agresji i niemal fizycznego brzmienia. Przy tym wydawnictwie ta metoda została posunięta jeszcze dalej.

I tym razem efekt był znacznie bardziej ponury.

„People = Shit”, „Disasterpiece” i „The Heretic Anthem” – Slipknot nie zamierzał łagodzić przekazu

Tracklista „Iowa” nie pozostawia większych wątpliwości co do intencji zespołu. Album rozpoczyna krótkie, niepokojące „(515)”, po którym następuje „People = Shit”. Dalej pojawiają się m.in. „Disasterpiece”, „My Plague”, „Everything Ends”, „The Heretic Anthem”, „Gently”, „Left Behind”, „The Shape”, „I Am Hated”, „Skin Ticket”, „New Abortion”, „Metabolic” oraz ponad 15-minutowy utwór tytułowy „Iowa”.

Już sam układ materiału pokazuje, że Slipknot nie próbował po prostu powtórzyć sukcesu debiutu.

„People = Shit” i „Disasterpiece” należą do najbardziej agresywnych utworów w katalogu zespołu. „The Heretic Anthem” szybko stał się jednym z koncertowych klasyków grupy, natomiast „Left Behind” pokazało, że Slipknot potrafi stworzyć utwór bardziej przystępny bez całkowitego rezygnowania z własnej tożsamości.

To właśnie ta równowaga jest jednym z powodów, dla których „Iowa” przetrwała próbę czasu. Album nie jest bowiem jednostajną ścianą dźwięku.

Obok ekstremalnych fragmentów znalazło się miejsce na bardziej melodyjne momenty, kontrastujące partie i kompozycje budujące napięcie w zupełnie inny sposób. „Gently” czy „Skin Ticket” pokazują bardziej duszną, psychodeliczną stronę zespołu, a „Left Behind” stało się największym dowodem na to, że Slipknot potrafił dotrzeć do znacznie szerszej publiczności.

Co z nową płytą Slipknot? Shawn „Clown” Crahan tłumaczy przebieg prac

„Iowa” odniosła ogromny sukces, mimo że nie była łatwą płytą

Z dzisiejszej perspektywy łatwo zapomnieć, jak dużym sukcesem komercyjnym okazała się ta wyjątkowo ciężka płyta. „Iowa” zadebiutowała na 3. miejscu Billboard 200 w Stanach Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii album od razu trafił na 1. miejsce Official Albums Chart. To istotne, ponieważ Slipknot nie dokonał tego, upraszczając swoją muzykę. Wręcz przeciwnie.

Zespół wykorzystał rosnącą popularność do wydania albumu, który pod wieloma względami był bardziej nieprzystępny od poprzednika. Płyta zespołu Slipknot osiągnęła status platynowej płyty w Stanach Zjednoczonych, a także otrzymała platynowe certyfikaty m.in. w Wielkiej Brytanii i Kanadzie.

Na szczególną uwagę zasługują również single.

„Left Behind” otrzymało nominację do Grammy w kategorii Best Metal Performance podczas 44. ceremonii rozdania nagród, a rok później podobne wyróżnienie spotkało „My Plague”.

„My Plague” zyskało dodatkowo nowe życie dzięki wykorzystaniu utworu w filmie Resident Evil, co jeszcze bardziej zwiększyło zasięg zespołu.

Dlaczego „Iowa” do dziś uchodzi za najcięższy album Slipknot?

Odpowiedź nie sprowadza się wyłącznie do gitar, perkusji czy krzyku Coreya Taylora. „Iowa” jest produktem bardzo konkretnego momentu w historii Slipknot. Debiut był albumem zespołu, który chciał się przebić. „Iowa” zaś jest płytą grupy, która już znalazła się na szczycie i nie bardzo wiedziała, co zrobić z konsekwencjami tego sukcesu. To słychać.

Muzyka jest bardziej ponura, bardziej klaustrofobiczna i mniej zainteresowana przypodobaniem się słuchaczowi. Nawet kiedy pojawia się melodia, często jest ona kontrastem dla czegoś znacznie bardziej brutalnego. Najlepszym przykładem pozostaje utwór tytułowy.

Trwająca ponad 15 minut „Iowa” nie jest typowym finałem metalowego albumu. Zamiast efektownego zakończenia otrzymujemy długą, niepokojącą kompozycję, która konsekwentnie buduje atmosferę dyskomfortu. To jeden z tych przypadków, w których długość utworu ma znaczenie dramaturgiczne, zespół nie chce zakończyć płyty efektownym refrenem, tylko zostawić słuchacza w nieprzyjemnym stanie.

I właśnie dlatego finał albumu „Iowa” jest tak pamiętny.

25 lat później „Iowa” pozostaje czymś więcej niż albumem nu metalowym

W 2001 roku nu metal znajdował się u szczytu popularności. Na listach przebojów pojawiały się Korn, Limp Bizkit, Linkin Park, System Of A Down, Papa Roach, Disturbed czy P.O.D. Slipknot był częścią tego zjawiska, ale jednocześnie bardzo szybko zaczął je przekraczać. Płyta „Iowa” jest tego najlepszym przykładem.

Album wykorzystuje elementy charakterystyczne dla nu metalu, ale jednocześnie mocno opiera się na ekstremalnym metalu, groove, blast beatowych partiach Joey’ego Jordisona, wielowarstwowej perkusji oraz agresywnych gitarach Micka Thomsona i Jima Roota.W efekcie trudno zamknąć tę płytę w jednej szufladce.

I chyba właśnie dlatego jej wpływ okazał się tak długotrwały.

„Iowa” po 25 latach. Album, którego nie dało się już powtórzyć

Jest jeszcze jeden powód, dla którego jubileusz Iowa ma szczególne znaczenie. To dokument składu Slipknot, którego już nie ma.

Paul Gray zmarł w 2010 roku. Joey Jordison odszedł z zespołu w 2013 roku, a zmarł w 2021. Obaj byli kluczowymi postaciami procesu twórczego „Iowa”. Jordison i Gray pracowali nad materiałem jeszcze przed wejściem całego zespołu do studia. Dlatego współczesne słuchanie tej płyty siłą rzeczy ma inny ciężar niż 25 lat temu.

Słychać na niej dziewięciu muzyków, którzy w pewnym momencie swojej kariery znaleźli się niemal na granicy rozpadu. Słychać ogromną ambicję, frustrację, zmęczenie i potrzebę udowodnienia, że sukces debiutu nie był przypadkiem. A jednocześnie powstał album, który osiągnął pozycję, jakiej niewiele tak ekstremalnych wydawnictw mogło się spodziewać.

Ćwierć wieku później „Iowa” nadal działa

Największą próbą dla każdego klasycznego albumu jest czas. Moda na nu metal minęła. Zmieniały się trendy, technologie produkcji i kolejne pokolenia wykonawców. Slipknot nagrał później sześć kolejnych albumów studyjnych, a jego muzyka przeszła przez wiele różnych etapów. Mimo to pozostała punktem odniesienia.

Nie dlatego, że jest najbardziej przystępną płytą Slipknot. Wręcz przeciwnie. Jej siła tkwi w tym, że zespół nigdy nie próbował uczynić jej łatwiejszą, niż powinna być. 25 lat po premierze „Iowa” nadal brzmi jak album nagrany przez ludzi, którzy byli na granicy wytrzymałości i postanowili tę sytuację zamienić w muzykę.

Być może właśnie dlatego wciąż jest tak przekonujący. Bo „Iowa” nie jest tylko kolejnym klasykiem ciężkiego grania z początku XXI wieku. To zapis konkretnego momentu w historii Slipknot – momentu, którego nie da się już powtórzyć.

Źródła:

1. Metal Hammer / Louder Sound – historia powstawania „Iowa”, atmosfera podczas nagrań, relacje muzyków oraz wypowiedzi Rossa Robinsona dotyczące pracy nad albumem

2. Oficjalna strona Slipknot – podstawowe informacje dotyczące albumu i jego wydania

3. GRAMMY.com – informacje o nominacjach Slipknot do nagród Grammy za „Left Behind” i „My Plague”

4. MusicBrainz – weryfikacja tracklisty i danych dotyczących wydania „Iowa”

5. Billboard / Official Charts – informacje o wynikach albumu na listach przebojów

6. Materiały dotyczące dyskografii Slipknot – dane dotyczące certyfikatów sprzedaży i historii zespołu

Podobne artykuły

Stare, ale bardzo jare – powrót Conception na CD i winylu

Tomasz Koza

Zło wiecznie żywe – „Live Evil” Black Sabbath powraca w nowym wydaniu

Tomasz Koza

70000TONS OF METAL 2018: Znamy datę rozpoczęcia sprzedaży biletów

Agata Laszuk

Zostaw komentarz