RELACJE

Pierwsza krew została rozlana. Relacja z koncertu Detection i gości w Warszawie

Detection trasa First Blood Tour

Szczeciński thrash metalowy zespół Detection zadebiutował dwa lata temu EP-ką „First Blood”, a obecnie jest w swojej pierwszej trasie koncertowej, w której towarzyszą mu zaprzyjaźnione kapele z młodej polskiej sceny speed/thrash. „First Blood Tour” zawitała w ostatnią sobotę do Warszawy, a wraz z Detection wystąpili: Bełt, Instant Death i Chaingün.

Czytaj też: Ekstremalny jubileusz. Relacja z Metal Kommando Fest X

Zespół Bełt, czyli nastoletnia oldschoolowość

Wieczór z oldschoolową thrasherką w stołecznym VooDoo Club otworzył młodziutki zespół o wdzięcznej nazwie Bełt. Powstał on w zeszłym roku jako jednoosobowy projekt Janka Białeckiego aka J.B. Axeman, a niedawno przerodził się w trio i właśnie podczas „First Blood Tour” zagrał swój debiutancki, pierwszy w historii koncert.

Bełt tworzy trzech nastolatków i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem tego, jak ci młodzi chłopcy dobrze czują klimat heavy/speed/thrash metalu lat 80. Riffy i solówki są wyborne, klasyczne w konstrukcji, przebojowe, nieprzekombinowane, a brzmienie odpowiednio surowe i brudne.

Podczas koncertu było trochę problemów z czytelnością wokalu, więc nie mogę za wiele napisać o tekstach zespołu, ale tytuły takie jak „Rytuał”, „Martwe zło” czy „Złowieszczy metal” mówią chyba same za siebie. Ogólnie Janek może nie jest najbardziej charakterystycznym wokalistą na świecie, ale nadrabia duża ilością „ugh” i „łaaa”. No i ma siedemnaście lat, więc wciąż ma jeszcze czas, by dojrzeć i znaleźć swój styl śpiewania.

W setliście obok autorskich numerów Bełtu nie zabrakło hołdu dla klasyki w postaci „Welcome to Hell”, dedykowanego zmarłemu kilka dni wcześniej Cronosowi. Wybór tego coveru jest bardzo wymowny, gdyż nad całością nieco ponad półgodzinnego występu grupy unosił się naprawdę mocno wyczuwalny duch Venom, ale też Bulldozer, wczesnego Running Wild czy naszego rodzimego Kata.

Niecały rok temu ukazało się demo Bełtu zatytułowane „Rytuał” i po koncercie przygarnąłem sobie jego egzemplarz, więc wypatrujcie recenzji wkrótce, bo coś czuję, że miłośnikom starej szkoły ten materiał przypadnie do gustu. Sam zespół zaś już niebawem ponownie wystąpi w Warszawie, 17 października tym razem w Pubie Motocyklowym 2Koła u boku m.in. Hexenaltar. Polecam zajrzeć, bo o ile nie da się ukryć, że chłopaki z Bełtu mają przed sobą jeszcze sporo pracy, muszą nabrać doświadczenia i obycia scenicznego, to jednak już teraz produkują kawał solidnego metalu.

Zło, brud i thrash metal w wykonaniu Instant Death

Po debiutantach z Bełtu na scenie zameldował się zespół o stażu o rok dłuższym, też posiadający w dorobku jedno demo, ale w polskim podziemiu już bynajmniej nie anonimowy – krakowskie Instant Death. No i zaprezentowali się panowie tak, że powiedzieć, iż spuścili publice srogi łomot, to jak nic nie powiedzieć.

Grupa ta gra thrash w wydaniu brutalnym i rzeźnickim, bliskim surowemu proto-death i black metalowi. Obrzydliwy, bulgoczący wokal (tutaj już brak czytelności zupełnie nie przeszkadzał, taka konwencja) i fura przesteru na gitarach w połączeniu z perkusyjną kanonadą stwarzają wrażenie muzycznego chaosu, ale w pełni celowego i kontrolowanego przez zespół. Instant Death to coś dla fanów najwcześniejszych dokonań Sodom i Sepultury, ale też Possessed, Sarcófago czy nawet Blasphemy.

Małopolska horda zrobiła na mnie swoją sztuką naprawdę duże wrażenie, szczególnie numer „Bombs Away” – ależ to jest hicior! Z ich muzyki emanuje surowość, brud i zło – w tym gatunku to akurat bardzo dobrze.

Detection – gwiazda trasy nie wystąpiła jako ostatnia

Kolejną kapelą w stawce byli sprawcy całego zamieszania pod hasłem „First Blood Tour”, czyli szczecińskie Detection. Grupa wydała dwa lata temu swój pierwszy materiał, w międzyczasie grywała pojedyncze koncerty, wystąpiła m.in. na tegorocznym Hells Bells Festival, ale do tej pory nie miała jeszcze za sobą trasy z prawdziwego zdarzenia. Można by podejrzewać, że jako formalny gospodarz wieczoru zaprezentuje się na końcu, jednak wspaniałomyślnie oddała ten przywilej kolegom z Chaingün, a sama wystąpiła jako przedostatnia.

Znów dostaliśmy tradycyjny thrash metal, choć mam wrażenie, że w przeciwieństwie do pozostałych występujących w VooDoo kapel, najbardziej naznaczony amerykańskim, exodusowo-testamentowym sznytem. Było jakby melodyjniej i nieco bardziej technicznie od reszty, ale diabelskiego wygaru i nawiązań do niemieckiej tradycji też nie zabrakło, o czym najlepiej świadczy brawurowo wykonany cover Sodom „Ausgebombt” na koniec setu.

Poza teutońskim klasykiem Detection wykonało w Warszawie całą swoją EP-kę „First Blood”, a także przedpremierowo kilka nowych utworów, które wypadły bardzo przyzwoicie i zdają się zapowiadać kolejne fajne wydawnictwo zespołu. Widziałem Detection na żywo po raz pierwszy i jestem usatysfakcjonowany ich występem, ale nie będę ukrywać, że tego wieczoru najbardziej i tak czekałem na zespół, który miał zagrać po nich.

Agresja i przebojowość – kolejne spotkanie z grupą Chaingün

Moja znajomość z Chaingün, bo o nim mowa, jest krótka, ale bardzo intensywna. Po album „Nukin’ the Heaven’s Door” sięgnąłem tego lata tuż przed ich koncertem w ramach pierwszej edycji Outlawed Fest Open Air i zostałem oczarowany, podobnie jak świetnym występem na żywo. Zaledwie miesiąc później nasze drogi skrzyżowały się w katowickiej Korbie na Underground Descends. W warunkach klubowych wypadli wcale nie gorzej, a może nawet jeszcze lepiej niż w plenerze, co tylko zaostrzyło mój apetyt na ich ponowną wizytę w stolicy.

No i nie zawiodłem się ani trochę. Otrzymałem około 40 minut furiackiego thrashu w klasycznym europejskim stylu, podlanego trochę diabelskim black metalem. Szybkość, brud i brutalność numerów takich jak „Conflagration” i „Covenants of War” z jednej strony, a z drugiej maksymalnie przebojowe, chwytliwe refreny do wspólnego skandowania z publiką w „Rogatym komandzie” czy „Under Lucifer’s Command” (które zostało zapowiedziane jako najbardziej „venomowy” numer zespołu i również zadedykowane Cronosowi) są absolutnie fantastyczne.

Chaingün bardzo szybko wyrósł na jedną z moich ulubionych hord we współczesnym polskim thrashu, a gigiem w Warszawie po raz kolejny pokazał dlaczego. Niestety był to ostatni występ grupy w tym składzie – jej szeregi opuszcza wspierający ją ostatnio na koncertach meksykański gitarzysta Felipe. Mam jednak nadzieję, że chłopaki pomimo zmian personalnych nie zwolnią tempa, bo w każdym wydaniu – i studyjnym, i koncertowym – słucham ich z wielką przyjemnością.

„First Blood Tour” od kuchni – słowo o frekwencji i organizacji

Warszawski przystanek trasy Detection „First Blood Tour” dobitnie pokazał kilka rzeczy. Po pierwsze, stanowił bardzo dobry przegląd sił polskiego speed/thrashowego podziemia i udowodnił jego jakość oraz różnorodność. Każdy z czterech występujących zespołów, choć w gruncie rzeczy bliskich sobie stylistycznie, zaprezentował trochę inne podejście do tematu i zrobił to naprawdę bardzo dobrze. Nie uświadczyłem w sobotę w VooDoo żadnego słabego setu.

Po drugie, wśród coraz bardziej kapryśnej i wybrednej metalowej publiczności wciąż jest zapotrzebowanie na taką staromodną muzykę. Na imprezę wpadło całkiem sporo ludzi i o ile skłamałbym pisząc, że sala była wypełniona po brzegi, to i tak frekwencja na „First Blood” była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

Podobnie jak średnia wieku uczestników, bo dawno nie widziałem w jednym miejscu tylu naprawdę młodych długowłosych wąsaczy w wysokich białych adidasach i jeansowych kamizelkach z naszywkami, którzy jaraliby się muzyką tworzoną w stylu, który największe triumfy święcił na długo przed ich urodzeniem.

Po trzecie wreszcie, etos DIY działa i ma się dobrze. Wcale nie potrzeba ogromnych inwestycji ani wsparcia żadnej profesjonalnej agencji organizującej koncerty, żeby zrobić wydarzenie na naprawdę wysokim poziomie. Czasówka dotrzymana niemal co do minuty, elegancka realizacja, brak większych problemów – uczestnictwo w tym koncercie było naprawdę dużą przyjemnością.

W tym miejscu serdecznie pozdrawiam załogę Chaingün i dziękuję za zaproszenie na imprezę, a Was zachęcam do łapania Detection na kolejnych koncertach. „First Blood Tour” wciąż jeszcze trwa i już 16 października odwiedzi rodzinne miasto zespołu, Szczecin. Kto będzie w okolicy i kocha starą szkołę thrash metalu lat 80., nie powinien tego przegapić.

Podobne artykuły

Relacja: Me And That Man, Fertile Hump, Sasha Boole – Warszawa, 29.09.2017

Albert Markowicz

Michael Schenker „My Years With UFO” – relacja z koncertu w Warszawie

Piotr Żuchowski

Relacja: 3-Majówka, Wrocław 1-3.05.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz