RECENZJE

Recenzja: Accept – Stalingrad

Zapewne większość z was zdążyła się już zapoznać z najnowszą płytą zespołu Accept, jeśli jednak ktoś nie miał jeszcze okazji lub po prostu jest ciekaw mojej subiektywnej opinii na temat “Stalingrad”, to zapraszam do lektury.

Na “Stalingrad” wyczekiwałam z wielką nadzieją, ale jednocześnie z niepewnością.

Czy Accept zdoła powtórzyć sukces “Blood of the Nations”? Czy i tym razem Mark Tornillo urzeknie nas swoim szorstkim głosem? Czy może to, co udało się na “Blood of the Nations” było jego jednorazowym sukcesem? Pełna tych mieszanych uczuć wcisnęłam przycisk “play”.

Już po pierwszym przesłuchaniu krążka nie miałam żadnych wątpliwości – ten album to kawał solidnego heavy metalowego grania, jakie uwielbiam! Accept nie zawiódł, a wręcz udowodnił, że w dzisiejszych czasach, można nagrać prawdziwie heavy metalowy krążek. Teraz nie ma już wątpliwości, że zespół powrócił do świata muzyki a “Blood of the Nations” nie był przypadkowym sukcesem

“Stalingrad” daje nam wszystko, czego możemy się spodziewać po ciężkim brzmieniu i po zespole – mięsiste riffy, dużo charakterystycznych, świetnych solówek oraz niesamowity, brudny wokal. Cały album jest niezwykle równy i na dobrą sprawę nie ma słabych punktów. Jeśli jednak już szukać głębiej, to jedynym utworem, który jak dla mnie nieznacznie odstaje od pozostałej dziewiątki jest “Twist of Fate” . Jak wspomniałam “odstawanie” jest właściwie nieznaczące, jednak jeśli miałabym wybrać utwór, który najmniej mną poruszył, to właśnie wybrałabym ten kawałek.

Nowy album Niemców można podzielić na trzy części, które przeplatają się między sobą i idealnie uzupełniają.

Mamy tu mocne, pełne energii kawałki jak miażdżący otwieracz “Hung, Drawn and Quartered”, niezwykle szybki “Flash to Bang Time”, energetyzujący “Revolution” oraz “The Quick and the Dead”. Na drugim biegunie są bardziej melancholijne utwory, jak niezwykle nastrojowy “Shadow Soldiers”, spokojny “Twist of Fate” oraz urzekający, niezwykle długi (bo ponad siedmiominutowy) “The Galley”. Jest to jednocześnie idealne zamknięcie albumu. Pomiędzy tymi dwoma skrajnymi rodzajami utworów znajdują się kawałki ze zmiennym tempem, w których znajdziemy zarówno mocne riffy, jak i spokojniejsze melodie. Należą do nich “Hellfire”, “Againts The World”, a także tytułowy kawałek “Stalingrad”, w który to został wpleciony fragment rosyjskiego hymnu w rockowej aranżacji (od razu nasuwa się skojarzenie z podobnym zabiegiem z “Metal Heart”).

Podsumowując, “Stalingrad” jest mieszanką, która nawet po kilkunastu odsłuchach nie może się znudzić. Jest to po prostu 50 minut naprawdę solidnego grania. Na dzień dzisiejszy, “Stalingrad” dla mnie jest heavy metalową płytą roku, a Accept umocnił swoją pozycję na metalowej scenie i udowodnił, że możliwe są powroty zakończone sukcesem. Komu jeszcze nie udało zapoznać się z tym wydawnictwem, powinien to jak najszybciej nadrobić.

accept_stalingradTrack lista:

01. Hung, Drawn and Quartered
02. Stalingrad
03. Hellfire
04. Flash to Bang Time
05. Shadow Soldiers
06. Revolution
07. Against the World
08. Twist of Fate
09. The Quick and the Dead
10. The Galley

 

 

 

 

 

 

Autor: Agnieszka Typiak

Data publikacji: 2012

Podobne artykuły

Recenzja: Septicflesh – Titan

Tomasz Koza

Death metalowy VW Passat – recenzja Bloodbath „The Arrow of Satan is Drawn”

Szymon Grzybowski

Recenzja: Megadeth – Super Collider

Tomasz Koza

Zostaw komentarz