Strona główna » Na jedno kopyto – recenzja „The Great War” Sabaton
RECENZJE

Na jedno kopyto – recenzja „The Great War” Sabaton

Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jestem wielkim fanem Sabaton, ale znam ich twórczość. Power metal jest jednak jednym z moich ulubionych podgatunków, a historia świata również zalicza się do szerokiej gamy moich zainteresowań.

Sabaton zawsze miał u mnie jakiś zapas zaufania, ale niestety od czasu wydania „Heroes” jest coraz gorzej. „Carolus Rex” był ostatnim porządnym dziełem grupy. Później niestety zaczęła pojawiać się wtórność. Trzeba przyznać, że wychodzi im to wszystko bardzo profesjonalnie, co potwierdzają ich koncerty, na których widzimy mnóstwo rekwizytów, a show jest przednie. Czy jednak przekłada się to na jakość muzyki?

Płytę „Great War” Sabaton przygotował w pięcioosobowym składzie

Jednak tylko dwóch członków pochodzi z pierwotnej wersji Sabaton. Mowa tu o Joakimie Brodénie oraz o Pärze Sundströmie. W 2012 roku zespół zasilił gitarzysta Christoffer Rörland, który wraz z Thobbem Englundem zastąpili dwóch wcześniejszych wioślarzy – Oskara Monteliusa i Rikarda Sundéna.

2012 rok był również rokiem końca współpracy Sabaton z Danielem Mullbackiem, w tym czasie do grupy dołączył Robban Bäck. Jednak w 2013 ponownie zaszła zmiana, i za zestawem perkusyjnym obecnie siedzi Hannes Van Dahl. W 2016 roku grupę opuścił wcześniej wspomniany Englund, którego miejsce otrzymał Tommy Johansson.

Tematyka historyczna zespołu była wielowątkowa. Te liczne roszady nie wpłynęły jednak w znaczący sposób ani na styl, ani na tematykę. Muzykom Sabatonu trzeba przyznać, że wyrobili sobie już markę, pasjonatów, a może nawet belfrów od historii i znani są z tego na całym świecie. Tym razem baczniej przyjrzeli się I wojnie światowej, a „The Great War” przez to można określić jako album koncepcyjny.

“Dla mnie I wojna światowa jest bardziej interesująca niż II wojna światowa” – wywiad z Pärem Sundströmem (Sabaton)

Pierwszym singlem promującym „The Great War” było „Fields of Verdun”

Kawałek opowiada historię jednej z najkrwawszych bitew pierwsze wojny światowej pod tytułowym Verdun. Walki toczyły się tam od lutego do grudnia 1916 roku. Ostatecznie Francuzom udało się utrzymać swoje pozycje, ale zostało to okupione hekatombą ofiar po obu stronach konflikt.

Szczerze mówiąc to chyba najmocniejszy kawałek na płycie. Na serio czuć ten power, który często pozostał tylko w nazwie podgatunku wykonywanego przez Sabaton. To była dobra zapowiedź płyty, zacząłem czekać na „The Great War” i zaznaczyłem sobie w kalendarzu datę 19 lipca. Moim zdaniem utwór niejednego powinien skłonić do pochylenia się nad historią tej słynnej bitwy – jednej z najważniejszej podczas „wielkiej wojny”.

Drugi singiel z „The Great War”, czyli „The Red Baron” trzymał poziom, w przypadku pozostałych – niestety szybko opadł

Utwór również należał do tych, które „nadają się do słuchania”, bo prawie cała reszta kawałków z „The Great War” jest wtórna i nudna. „The Red Baron”, jak nietrudno się domyślić, opowiada historię Manfreda von Richthofena, który dał się poznać jako „Czerwony Baron”. Trzeba pochwalić zespół, ponieważ wszystkie dźwięki są przemyślane.

Niestety pozostałe tak przypomina poprzednie wydawnictwa, że można mówić tylko o 3 porządnych piosenkach, a mowa tu o wspomnianych już: „The Red Baron”, „Fields of Verdun” a także „The Future of Warfare”. Reszta powinna być przearanżowana, ponieważ pomysły z ostatnich wydawnictw już się przejadły, a nowy album nie ma takiej przebojowości, aby zachęcić do słuchania kogokolwiek więcej, niż zatwardziałych fanów.

 „The Great War” – nuda na patyku

Poprzednią płytę Sabaton otwierał kawałek „Sparta”. Przypomniałem sobie ten numer, kiedy usłyszałem trzeci singiel z „The Great War”, który został zatytułowany tak samo jak owy album. Pierwsze odczucie, kiedy rozpoczynałem słuchanie było takie: „gdzieś to już słyszałem”. Obydwa utwory zostały zrobione w jednakowy sposób. Jakby podmienili teksty i zagrali taką mieszankę podczas koncertu, to pewnie prawie nikt by się nie pokapował.

Sabaton przedstawił piosenkę, w której nie ma nic odkrywczego. Nawet nie pomaga dobry wokal Joakima, który na „The Great War” jest bez zarzutu. Po prostu wtórność w tym utworze, podobnie jak na całej płycie jest dominująca.

„In Flanders Fields” największym zaskoczeniem na nowej płycie Sabaton

Przypomnę tylko, że „In Flanders Fields” to wiersz napisany przez lekarza i żołnierza Johna McCrae. Poemat powstał 3 maja 1915 roku po śmierci przyjaciela autora podczas II bitwy pod Ypres.

Muzycy postanowili znowu współpracować z żeńskim chórem, z którym wcześniej śpiewali na płycie „Primo Victoria”. Takiego utworu się nie spodziewałem, a zwłaszcza tego, że tekst to w całości wcześniej wspomniany wiersz.

Podczas pierwszego odsłuchu pomyślałem, że to dosyć długi wstęp do jakiegoś kawałka, a tutaj zaskoczenie. Jest to zupełnie coś nowego w muzyce Sabaton, ale niestety jednocześnie jest to – moim zdaniem – niepotrzebny eksperyment.

Mam mieszane odczucia na ten temat, bo Sabaton to grupa power metalowa, a nie żeński chór z Ciechocinka. Według mnie muzycy chcieli wepchnąć na płytę różnorodność na siłę, co jest jeszcze głupszym zabiegiem niż gdyby jej po prostu nie było.

Sabaton podarowało nam album, który nie zapadnie mi na długo w pamięć

Znalazło się tu kilka piosenek, do których warto będzie powracać, ale i tak w żaden sposób nie ratuje to wydawnictwa. „The Great War” pokazuje, jakie problemy ma szwedzki band po zmianie składu, który nie jest tak kreatywny jak poprzedni.

Jeśli chodzi o plusy płyty, to z czystym sumieniem mogę ich kilka wymienić. Bardzo podoba mi się okładka, szata graficzna została świetnie dobrana. Dzieło Joakima i spółki cechuje się dawką porządnego grania, która jednocześnie staje się miałka, kiedy wiemy, że muzycy już grali podobne rzeczy dawniej.

„The Great War” – brak zaskoczenia: nuda

Autorzy ponownie przygotowali niezły materiał historyczny, co niewątpliwie stanowi jakąś zaletę. Granie i śpiewanie historii zawsze zyskiwało moją przychylność, ale tym razem zabrakło czegoś więcej. Podczas słuchania płyty mam wrażenie, że wszystko już słyszałem na ich poprzednich krążkach.

Gdy natomiast pojawia się coś nowego, to wydaje się to nieciekawe i dodane na siłę. Sabaton stał się (a może jest już od dawna?) przewidywalny, a to źle dla każdego zespołu. Nie podchodziłem do „The Great War” jako fan, ale jako obserwator i powiem szczerze, że po kilkukrotnym wysłuchaniu „The Great War” nic się nie zmieniło.

Sabaton - The Great War, 2019
Sabaton – The Great War, 2019

Tracklista „The Great War”:

1. The Future Of Warfare
2. Seven Pillars Of Wisdom
3. 82nd All The Way
4. The Attack Of The Dead Men
5. Devil Dogs
6. The Red Baron
7. Great War
8. A Ghost In The Trenches
9. Fields Of Verdun
10. The End Of The War To End All Wars
11. In Flanders Fields

Podobne artykuły

Recenzja: Marilyn Manson – The Pale Emperor

Tomasz Koza

Emocjonalna podróż do wnętrza Człowieka – recenzja Cereus “Dystonia”

Paweł Kurczonek

Lepsza Liturgia Śmierci – recenzja Batushka “Hospodi”

Paweł Kurczonek

Recenzja: MetaSoma – Metal Erosion

Tomasz Koza

Recenzja: Mastodon – The Hunter

Redakcja

Plastik fantastik – recenzja “Resist” Within Temptation

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz