RECENZJE

Recenzja: Black Label Society – Grimmest Hits


Gdybym mieszkał na południu Stanów Zjednoczonych, zapewne posiadałbym cadillaca lub inny amerykański krążownik szos, a moim ulubionym zajęciem byłyby podróże bez celu prostą jak strzała autostradą w kierunku zachodzącego słońca. Idealnym soundtrackiem dla takich okoliczności byłaby najnowsza płyta Black Label Society, czyli „Grimmest Hits”. Prawda jest jednak taka, że mieszkam w Polsce, jeżdżę nudnym sedanem z silnikiem 1,4, a zamiast pustej i szerokiej drogi mam zakorkowane uliczki pełne dziur i niedzielnych kierowców. Nadal jednak, nawet w takiej sytuacji, najnowsze dzieło Zakka Wylde’a i spółki brzmi bardzo dobrze.

Torba Metallica gratis za zakupy.
Kup oryginalne produkty zespołu Metallica i zgarnij torbę gratis! Oferta ważna do wyczerpania zapasów.

Black Label Society nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Nie jest to również zespół, po którym należy się spodziewać wolt stylistycznych i ciągłego trzymania słuchacza w napięciu z pytaniem w głowie „Co dalej? Czy teraz zaskoczą?”. Wręcz przeciwnie, to granie bardzo solidnie osadzone w swojej stylistyce i bardzo konsekwentne. Jednak „Grimest Hits” na początku troszeczkę oszukuje słuchacza.

Kilka pierwszych utworów każe myśleć, że mamy do czynienia z dość jednorodną płytą.

Są więc ciężkie, ale jednocześnie proste i zagrane z bluesowym wyczuciem riffy – zdecydowanie w stylu Black Sabbath. Wszystkie utrzymane są raczej w średnich tempach i nie można im odmówić hard rockowej i heavy metalowej przebojowości – od pierwszych sekund głowa sama lekko się buja i w żaden sposób nie można nad tym zapanować. Są to po prostu dźwięki, które od razu „chwytają” słuchacza i nie chcą puścić.

Dalej jednak Black Label Society ściąga trochę ciężaru, a bardziej stawia na klimat, bo na „Grimmest Hits” jest zaskakująco dużo fragmentów wolniejszych i balladowych, których nastrój być może nie jest aż tak ponury, jak wskazywałby tytuł całej płyty, ale wprowadzają element nastrojowo-refleksyjny. Utwory te jednak nie powinny być zaskoczeniem, zwłaszcza dla osób, które miały przyjemność zapoznać się z „The Book of Shadows II”, czyli solową płytą Zakka Wylde’a, wydaną w 2016 roku. To ta sama stylistyka, czyli elektro-akustyczne kawałki w typowo southern rockowym stylu, w którym, jak widać, lider Black Label Society czuje się jak ryba w wodzie, choć bardziej adekwatnie byłoby powiedzieć, że jak kowboj w siodle.

I tutaj rodzi się pytanie – czy Black Label Society to jeszcze pełnoprawny zespół, czy zdecydowanie bardziej solowy projekt Zakka?

Jego rola w całej twórczości BLS jest niepodważalna, ale chyba dopiero na tej płycie przemycił najwięcej ze swoich własnych fascynacji. Nie ma w tym absolutnie nic złego, bo to w końcu jeden z najoryginalniejszych gitarzystów swojego pokolenia. Nic zatem dziwnego, że odciska tak duże piętno na twórczości zespołu, którego jest współzałożycielem i jedynym stałym członkiem.

Warto jednak podkreślić jego świetną pracę na „Grimmest Hits” – oprócz ciężkich, ale świetnych riffów oraz nieprzesłodzonych i klimatycznych ballad, serwuje niemal w każdym utworze zapadającą w pamięć solówkę. Bez wyjątku można je określić jako małe dzieła sztuki same w sobie – urzekają różnorodnością, niebanalnymi melodiami i niepodrabialnym stylem. Chociażby dla nich warto zapoznać się z albumem.

„Grimmest Hits” może brzmieć dla fanów Black Label Society jak coś w stylu „The best of…”, bo znajduje się na niej to wszystko, za co pokochali ten zespół. Z drugiej strony, jeśli komuś ta stylistyka nigdy nie przypadała do gustu, nie przypadnie i tym razem. Najnowszy album jest bowiem esencją z twórczości BLS – niczym nie zaskakuje, ale też nie rozczarowuje.

Black Label Society Grimmest Hits

Tracklista “Grimmest Hits”:

  1. Trampled Down Below
  2. Seasons Of Falter
  3. The Betrayal
  4. All That Once Shined
  5. The Only Words
  6. Room Of Nightmares
  7. A Love Unreal
  8. Disbelief
  9. The Day That Heaven Had Gone Away
  10. Illusions Of Peace
  11. Bury Your Sorrow
  12. Nothing Left To Say

Podobne artykuły

Recenzja: Misanthropic Rage – Gates No Longer Shut

Michał Bentyn

Recenzja: Azarath – In Extremis

Michał Bentyn

Recenzja: Frontside – Teoria Konspiracji

Tomasz Koza

Zostaw komentarz