Strona główna » Metal na dwa głosy – recenzja „Dreamweavers” zespołu Soul Plunder
RECENZJE

Metal na dwa głosy – recenzja „Dreamweavers” zespołu Soul Plunder

Połączenie klasycznego żeńskiego śpiewu z metalem nie jest niczym nowym. Ba! Nawet dodanie do tego death metalowego charakteru w postaci growlu i ultraszybkiego rytmu wybijanego na perkusji też trudno dziś uznać za szczyt awangardy. A właśnie te elementy zwracają w pierwszej kolejności uwagę przy słuchaniu debiutanckiego krążka kieleckiej formacji Soul Plunder pod tytułem „Dreamweavers”.

Czy ten wstęp oznacza jednak, że mamy do czynienia z muzyką wtórną i niewartą zainteresowania? Zdecydowanie nie! Wręcz przeciwnie – pomimo braku rewolucji, słuchacze dostali zbiór dobrze napisanych i zdecydowanie przebojowych numerów. Fani opisanych brzmień mogą w zasadzie odpuścić sobie dalsze czytanie i od razu przejść do słuchania – nie zawiedziecie się! Wciąż nieprzekonanych zapraszamy do lektury!

Zespół Soul Plunder
Zespół Soul Plunder

Jak już było wspomniane „Dreamweavers” to debiut Soul Plunder.

Zespół jednak trudno nazwać nowym, bo w tym roku stuknie mu 10 lat działalności. Na przestrzeni tego czasu zmieniał się skład, ale ewoluował również styl. Soul Plunder zaczynali jako metalcore’owcy, później przeszli przez etap stricte metalowego, bardziej melodyjnego grania.

Wcielenie zespołu, które można usłyszeć na „Dreamweavers”, narodziło się, gdy do zespołu dołączyła wokalistka Beatrycze (co za fantastyczne imię!) Ryczaj-Urbańska, która śpiewa mezzosopranem i nadaje twórczości klasycznego sznytu. Niedługo potem światło dzienne ujrzał pierwszy singiel i teledysk – styl od tamtego czasu nie przeszedł znacznych zmian.

Omawianie zawartości płyty Soul Plunder trzeba zacząć od tego, że muzycznie znacznie bliżej zespołowi do melodyjnego czy wręcz power metalu niż do wspomnianego na początku death’u. Za ten pierwiastek odpowiada Bartłomiej Łon, drugi wokalista i basista, który dorzuca do muzyki swoje partie growlu. Nie ma tu jednak zgrzytu – całość brzmi spójnie i nie gryzie się. Fani Deicide czy Morbid Angel nie mają tu raczej czego szukać, ale jeśli lubisz Wolfheart czy Wintersun z pewnością i Soul Plunder przypadnie ci do gustu.

Wielką zaletą muzyki kieleckiej formacji jest przebojowość kompozycji.

Nie należy mylić tego jednak z kiczowatą i pop-metalową stylistyką. „Wings Widely Spread” jest najlepszym przykładem – prosty, niemal hard rockowy, ale od razu wpadający w ucho riff fajnie rozpędza numer. W refrenie zastępuje go lekkie zwolnienie tempa, pojawiają się podniosłe partie klawiszy i dwugłos. Obrazu całości dopełniają najpierw fajna harmonia gitarowa, a później świetna solówka.

Opis tego numeru ujawnia kolejną zaletę muzyki Soul Plunder.

W utworach na „Dreamweavers” naprawdę dużo się dzieje. Numery utrzymane są raczej w „radiowej” długości 3-5 minut, ale tyle czasu wystarczy, żeby upchnąć w nich naprawdę wiele ciekawych pomysłów. I to zarówno aranżacyjnych, jak i wokalnych. Wokalistka, oprócz wysokiego, niemal operowego śpiewu, przechodzi czasem w niższe rejestry i mam duży dylemat, czy przypadkiem w takiej formie nie wolę tego wokalu. Tak jest między innymi w jednym z najlepszych numerów na płycie, czyli „Purposeless”.

Wśród utworów, które na pewno warto jeszcze wyróżnić, jest jeszcze singlowe „Wicked One”, do którego zespół przygotował teledysk. Inspiracja twórczością Nightwish (zamierzona lub nie) jest tam bardzo wyraźna, ale jeśli czerpać to najlepiej od mistrzów gatunku.

Bardzo ciekawe wrażenie robi też delikatne intro do zamykającego krążek „Last Tower”, które przeradza się w fajny riff. Ogólnie zdecydowana większość kompozycji potrafi czymś przykuć uwagę – raz jest to dobry riff, innym razem wpadający w ucho refren, melodia wokalu czy solówka. Słychać, że utwory są dobrze przemyślane, a muzykom instrumenty nie przeszkadzają, pomimo tego, że muzyka w żadnym wypadku nie jest ani progresywna, ani wirtuozerska – i nie należy traktować tego jako zarzutu.

Nie jest jednak tak, że debiut Soul Plunder to dzieło wybitne i mamy do czynienia z murowanym kandydatem do tytuły najlepszej płyty roku. Pierwsza rzecz, która może razić, ale to bardzo subiektywne odczucie, jest estetyka. Dla wielu operowy śpiew i bogate klawiszowe tło może być barierą nie do przebrnięcia. Taki styl ma bowiem tyluż samo fanów, co zagorzałych krytyków. Ten krążek raczej nie pogodzi jednej grupy z drugą.

Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę to brzmienie „Dreamweavers”.

W mojej ocenie brakuje mu mocy i głębi – jest trochę zbyt łagodne i sterylne. W wielu miejscach drażnią mnie też zbyt popowe klawisze. Koronnym przykładem tego jest sam początek pierwszego utworu. „Kingless” zaczyna się klawiszowym wstępem, ale na pierwszy rzut ucha trudno stwierdzić czy to metal, czy może wakacyjny przebój z 1997 roku. Riff gitarowy szybko rozwiewa wątpliwości, ale nie rozwiązuje tego – w mojej ocenie – problemu.

Omówione mankamenty w żaden sposób nie powinny jednak zniechęcić do zapoznania się z twórczością Soul Plunder. Ta, jeśli tylko jest się fanem gatunku, z całą pewnością chwyci od razu. Jednak również miłośnicy lżejszych i bardziej melodyjnych odmian metalu mogą znaleźć w tej muzyce interesujące elementy.

Pełne wydanie płyty Dreamweavers
Pełne wydanie płyty “Dreamweavers” fot. MediaPixel.pl

Na koniec wspomnę tylko o świetnej oprawie graficznej płyty „Dreamweaver”.

Dawno nie widziałem tak ciekawie przygotowanej okładki – z jednej strony od razu zwraca uwagę, z drugiej jest raczej stonowana i w pewien sposób minimalistyczna. Świetna robota!

PRZYDATNE LINKI:

Facebook | YouTube | Bandcamp | Soundcloud | Spotify

ZAMÓW „DREAMWEAVERS”:

Messenger | Mailowo

Soul Plunder - Dreamweavers, 2018
Soul Plunder – Dreamweavers, 2018

Lista utworów:

1. Kingless
2. Wings Widely Spread
3. Wicked One
4. Purposeless
5. Aphrodite’s Birth
6. Dawnight
7. Never-to-Be-Forgotten
8. Wildfire
9. Starseeker
10. Last Tower

Artykuł sponsorowany

Podobne artykuły

Recenzja: Therion – Beloved Antichrist

Szymon Grzybowski

Bezpieczne schematy – recenzja “Hexed” Children Of Bodom

Paweł Kurczonek

Recenzja: Corexit – Sundown Metropolis

Szymon Grzybowski

Dwa bieguny – recenzja “Sulphur English” zespołu Inter Arma

Dominika Kudła

Recenzja: Frontside – Teoria Konspiracji

Tomasz Koza

Recenzja: Kvelertak – Meir

Tomasz Koza

Zostaw komentarz