RECENZJE

Dee Snider i metal, czyli miłość odwzajemniona – recenzja „For the Love of Metal”

Dee Snider niewątpliwie największe sukcesy ma już za sobą. Czasy, gdy mógł pomykać po scenie w natapirowanych włosach, obcisłym jeansie, pełnym makijażu, a jednocześnie sprzedawać miliony płyt minął bezpowrotnie. Wcale nie oznacza to jednak, że jako artysta nie ma już nic ciekawego do zaprezentowania. Jego najnowsza płyta, w przeciwieństwie do muzyki, którą tworzył w latach 80. z Twisted Sister, nie szokuje, ale jednym z przymiotników, którym można ją opisać, jest „zaskoczenie”. Warto dodać, że jest to zdecydowanie pozytywne zaskoczenie!

Tytuł, czyli „For the Love of Metal” jest bardzo adekwatny dla tego wydawnictwa, bo faktycznie jest to album stricte metalowy.

Nie ma na nim niuansów stylistycznych. Praktycznie od samego początku jest bardzo szybko, dość ciężko, ale jednocześnie przebojowo. Już pierwszy kawałek – „Lies Are A Business” – od samego początku atakuje słuchacza najpierw kanonadą perkusyjną z podwójną stopą, a potem szybkim i zadziornym riffem, który zdecydowanie należy do gatunku tych wpadających w ucho od pierwszego przesłuchania. Całość okraszona jest dość prostą, ale melodyjną solówką.

Drugi kawałek na płycie, czyli „Tomorrow’s No Concern” zaczyna bardzo ciężki riff na basie, ale później utwór znacząco przyspiesza i wjeżdża na szlak znany już z pierwszego numeru. Nie brakuje więc prostych, ale bujających riffów i przebojowego refrenu. W trochę innym klimacie jest „I Am A Hurricane” – utrzymany jest w zdecydowanie wolniejszym tempie, a w trakcie zwrotki z gitary zdjęty jest przester, co wcale nie sprawia, że kawałkowi brakuje mocy. Wręcz przeciwnie – podniosły i ciężki refren, a także dość niepokojąca melodia linii wokalnych sprawiają, że klimat kawałka robi się bardzo gęsty i wręcz niepokojący. Zdecydowanie jeden z lepszych numerów na płycie.

Wyprzedaż w sklepie EMP Shop

Takich zabaw klimatem i nastrojami na „For the Love of Metal” nie ma jednak zbyt wiele.

Zdecydowana większość kawałków to proste kompozycje z kilkoma riffami, przebojowym refrenem i obowiązkową solówką. W żadnym razie nie należy jednak traktować tego jako zarzut. Wręcz przeciwnie – w prostocie tkwi siła tej muzyki. Kawałki takie „Roll Over You”, „American Made”, czy zwłaszcza „Became A Storm” to w bardzo oczywisty sposób nawiązują do klasycznych metalowych I hard rockowych dźwięków i, mówiąc szczerze, trudno nie polubić ich od pierwszego przesłuchania.

Na tym tle trzeba jednak zganić obowiązkowy element takiej muzyki, czyli balladę.

W „Dead Hearts (Love The Enemy)” Dee Snidera wspiera Alissa Gluz-White z Arch Enemy, która wyjątkowo nie growluje, a śpiewa bardzo czysto, wręcz lirycznie. W ostrzejszym refrenie wchodzi główny bohater. Niestety kawałek jest dość kanciasty, brakuje mu zapadających w pamięć melodii i emocji. Fajnie, że Dee zaprosił artystkę z młodszego pokolenia. Niefajnie, że wyszło, jak wyszło. Jeden utwór z dwunastu dostępnych na płycie nie powinien jednak zatrzeć dobrego wrażenia, które zostawiają pozostałe.

Wielkim atutem „For the Love of Metal” jest – co oczywiste – sam Dee Snider.

Facet jest już po 60., ale jego wokal jest świeży, zadziorny i ostry. Warte podkreślenia jest także brzmienie płyty – soczyste, z odpowiednio wyważonymi selektywnością i czadem. Album brzmi nowocześnie i bardzo klasycznie jednocześnie. Produkcja zdecydowanie podkreśla walory muzyki i sprawia, że pewna powtarzalność kompozycji nie razi, bo uwagę zwraca się przede wszystkim na energię, którą niosą kawałki.

Dee Snider na „For the Love of Metal” nie zaskakuje, nie eksploruje nieznanych wcześniej metalowych lądów.

Wręcz przeciwnie – podąża utartymi już drogami, a i wśród nich wybiera raczej te bezpieczniejsze i bardziej oczywiste szlaki. W żaden jednak sposób nie sprawia to, że odbiór płyty jest gorszy. No cóż, być może jestem jak inżynier Mamoń – lubię tylko te piosenki, które już znam. A te na „For the Love of Metal” brzmią mi bardzo znajomo od pierwszego przesłuchania.

Dee Snider zapowiada album For the Love of Metal

Tracklista “For the Love of Metal”:

1. Lies Are A Business
2. Tomorrow’s No Concern
3. I am The Hurricane
4. American Made
5. Roll Over You
6. I’m Ready
7. Running Mazes
8. Mask
9. Become The Storm
10. The Hardest Way
11. Dead Hearts (Love Thy Enemy)
12. For The Love of Metal

  • 7/10
    Ocena autora - 7/10
7/10

Podobne artykuły

Chaos nadchodzi z Północy. Recenzja Immortal – “Northern Chaos Gods”

Tomasz Chochowski

Recenzja: The Sixpounder – Going To Hell? Permission Granted!

Kinga Parapura

Recenzja: Enslaved – E

Hubert Onisk

Zostaw komentarz