Strona główna » Recenzja: Dream Theater – Dream Theater
RECENZJE

Recenzja: Dream Theater – Dream Theater

Ach, kolejna płyta Dream Theater – pomyślałem, gdy parę miesięcy temu dowiedziałem się, że Amerykanie planują wydać dwunasty (czy, jeśli wolicie, trzynasty – wliczając w to mającą status EP płytę “A Change Of Seasons”) krążek. Nuda. Bostoński zespół od czasu wydania “Train Of Thought” wydawał się być zagubionym. Płyty, które nastąpiły po tym wydawnictwie były jakby bezpłciowe, pozbawione ducha prawdziwego Dream Theater. Na nic zdał się lifting, polegający na wprowadzeniu w szeregi zespołu nowego bębniarza – Mike’a Manginiego, który przed trzema laty zastąpił jednego z założycieli formacji – Mike’a Portnoya. “A Dramatic Turn Of Events” był zwyczajnie kiepski. Z pewną dozą niechęci do zjadania przez Dream Theater własnego ogona i odcinania kuponów od arcydzieł w stylu “Metropolis Pt. 2”, “Six Degrees Of Inner Turbulence”, czy wspomnianej wyżej “Train Of Thought” siadłem do odsłuchu najnowszego, zatytułowanego po prostu “Dream Theater” albumu kwintetu.

Możecie sobie wyobrazić jak bardzo się zdziwiłem, gdy moje uszy zaatakował quasi-dubstepowy (a przynajmniej mający w sobie ducha nowoczesnego elektro) początek “False Awakening Suite”, który został przez zespół okraszony piękną orkiestracją, której nie powstydziliby się muzycy Dimmu Borgir (przynajmniej na ostatnich albumach). Podzielona wewnętrznie na trzy części (“Sleep Paralysis”, “ight Terrors” oraz “Lucid Dream”) suita doskonale wprowadza w klimat krążka. Słabszy, singlowy “The Enemy Inside” nie jest w stanie zmienić faktów. Dream Theater nagrali naprawdę dobrą płytę.

Kwintet z Massachusetts odszedł od długich, nudnych kompozycji, znanych z ostatnich albumów. Przeważają niespełna pięcio – sześcio – i siedmiominutowe kompozycje, które charakteryzuje niemal hardrockowa przebojowość. Objawia się ona głównie w refrenach (“The Looking Glass” czy “Behind The Veil”). Uproszczone linie harmoniczne, prostsze riffy i sporo naprawdę miłych dla ucha melodii. Nie oznacza to, iż DT odeszli od wirtuozowskich partii instrumentalnych. John Petrucci wciąż czaruje na wiośle, Myung i Mangini dbają o to aby baza rytmiczna nie znudziła się słuchaczom, a Rudess okrasza wszystkie kompozycje naprawdę dobrymi partiami klawiszy. Zwolennicy technicznych wygibasów uśmiechną się pewnie na instrumentalnym popisie – “Enigma Machine” to jedyny (nie licząc introdukcji) w całości pozbawiony wokali numer.

“Surrender To Reason” (z tekstem Myunga!) oraz “Along For The Ride” to typowe dla Dream Theater, pojawiające się na każdym albumie spokojniejsze, balladowe kompozycje. Danie główne natomiast, zespół postanowił zaserwować fanom na koniec. Mowa oczywiście o najdłuższej, epickiej suicie, zatytułowanej “Illumination Theory”. Dwudziesto-dwu minutowa, podzielona wewnętrznie kompozycja (I – “Paradoxe de la Lumière Noire”, II – “Live, Die, Kill”, III – “The Embracing Circle”, IV – “The Pursuit Of Truth”, V – “Surrender, Trust & Passion”) to prawdziwy majstersztyk. Powrót do orkiestracji, mnogość rozwiązań harmoniczno-melodycznych i nienachlana wirtuozeria, a także wyraźne cezury między pięcioma częściami suity sprawiają, że “Illumination Theory” to naprawdę godne zakończenie znakomitej płyty.

Po kilku “chudych” latach Dream Theater wracają w naprawdę nieziemskiej formie. Uproszczenie kompozycji i odwołanie się do sprawdzonych, hardrockowych schematów oraz przebojowych refrenów przy jednoczesnym zachowaniu progresywnego ducha i odrobiny wirtuozerii zaowocowało najlepszą płytą Dream Theater od 2003 roku. I zdecydowanie jedną z najlepszych w ogóle. W końcu, chyba nie bez powodu nazwali swoje najmłodsze dziecko własnym imieniem, prawda?

xmxeTrack lista:

01. False Awakening Suite
02. The Enemy Inside
03. The Looking Glass
04. Enigma Machine
05. The Bigger Picture
06. Behind The Veil
07. Surrender To Reason
08. Along For The Ride
09. Illumination Theory

 

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Rok publikacji: 2013

Podobne artykuły

Recenzja: Korn – The Paradigm Shift

Tomasz Koza

Recenzja: Iron Maiden – The Book Of Souls

Tomasz Koza

Recenzja: Saltus – Jam jest Samon!

Michał Bentyn

Ni ziębi, ni parzy – recenzja „The End of Chaos” Flotsam and Jetsam

Szymon Grzybowski

Recenzja: Ensiferum – One Man Army

Tomasz Koza

Niemodny black metal? Wolne żarty! – recenzja Ashes “Ashes”

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!