Image default
RECENZJE

Recenzja: Holy Grail – Ride The Void

Heavy zawsze spoko, można by rzec. Holy Grail powraca po trzech latach posuchy z sukcesorem debiutanckiego “Crisis In Utopia”. Album zatytułowany “Ride The Void” trafił na sklepowe półki wraz z początkiem roku i z pewnością namiesza w portfelach zwolenników klasycznego heavy metalu. Jak głosi notka zamieszczona przez polskiego dystrybutora – Amerykanie z kalifornijskiej Pasadeny inspirowani takimi bandami jak Blind Guardian,Dragonforce, Iron Maiden czy nawet Queen (chodzi pewnie o pewne teatralne zagrywki, które sporadycznie pojawiają się na krążku) wydali jeden z lepszych cedeków w kategorii heavy metal ostatnich lat. I właściwie ciężko nie przyznać dystrybutorowi racji.

Czternaście (czy właściwie trzynaście, poprzedzonych dwuminutową introdukcją) kompozycji wchodzi gładko i bez przepitki. Od samego początku odniosłem wrażenie, że krążek brzmi bardzo podobnie do ostatniego LP Avenged Sevenfold, pewnie za sprawą ciekawej rytmiki i sympatycznych, melodyjnych riffów, a także potężnego, ale przyjemnego wokalu. Głos Jamesa Paula Luny pasuje do heavy/power metalu równie dobrze, jak głos Hansiego Kürscha, czy Bruce’a Dickinsona. Oczywiście nie jest tak spektakularny i rozpoznawalny – ma jednak spory potencjał. Kompozycje przygotowane przez Holy Grail na drugi krążek są bardzo chwytliwe. Melodyjne riffy (“Bestia Triumphans” czy “Too Decayed To Wait”), ciekawe gitarowe harmonie, których nie powstydziliby się muzycy Iron Maiden (“Bleeding Stone” lub “Crosswinds”) czy po prostu szybkie, power metalowe numery (“The Great Artifice”). Do rangi metalowego hymnu urastają “Silence The Scream” i “Rains Of Sorrow”, choć na dobrą sprawę niemal każdy numer na “Ride The Void” nosi znamiona metalowego hymnu. Nawet gdy wydaje się, że będzie wolniej i bardziej klimatycznie (vide: utwór tytułowy, “Sleep Of The Virtue”) – muzycy po paru taktach balladowych zagrywek, rozkręcają się i młócą heavy metalowe riffy, aż miło. I bardzo dobrze, bo mam serdecznie dosyć metalowych ballad! Nie do końca rozumiem jednak jaki sens ma obecność na “Ride The Void” utworu “Wake Me When It’s Over”. Trwający nieco ponad minutę, instrumentalny wypełniacz, nie wnosi do krążka absolutnie niczego.

Na pozór wszystko w porządku – dostaliśmy od Holy Grail kolejną, solidną, heavy metalową płytkę. Nie mniej uderza w niej wtórność. Przyjemnie się tego słucha, bardzo ładnie brzmi (duża w tym zapewne zasługa Matta Hyde’a – współpracującego do tej pory z takim kapelami jak Slayer czy Children Of Bodom) ale momentami ciężko wyzbyć się wrażenia, że “to już było”. I to nie raz! Holy Grail to kolejny zespół, który zapewne zacznie odnosić sukcesy na fali heavy metalowego renesansu. I bardzo fajnie, bo ich drugi krążek utwierdza mnie w przekonaniu, że kalifornijski kwintet, złożony z członków dawnego White Wizzard twardo stąpa po ziemi, wie czego chce i realizuje to z pewnością siebie. Jestem jednak przekonany, że znajdzie się wśród słuchaczy grupka ludzi, którzy podobnie jak ja, przytupując stópką w rytm piekielnie zaraźliwej muzyki pokręci nosem, stwierdzając za mną – “to już było”. I ta łyżka dziegciu w beczce heavy metalowego miodu pitnego nieco obniży ocenę całości. Poza tym – gorąco polecam!

okl

Track lista:

01. Archeus
02. Bestia Triumphans
03. Dark Passenger
04. Bleeding Stone
05. Ride The Void
06. Too Decayed To Wait
07. Crosswinds
08. Take It To The Grave
09. Sleep Of Virtue
10. Silence The Scream
11. The Great Artifice
12. Wake Me When It’s Over
13. Rains Of Sorrow
14. Can’t Hide The Wolf

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Rok publikacji: 2013

 

  • Ocena autora:
3
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Enslaved – E

Hubert Onisk

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Kinga Parapura

Idealnie dobrana kombinacja – recenzja Disturbed „Evolution”

Bartłomiej Pasiak

Zostaw komentarz