Recenzja: Trivium – Vengeance Falls

Myślę, że to będzie fair jeśli już na wstępie zaznaczę, że Trivium to zespół, który na przestrzeni lat najbardziej przypadł mi do serca, a raczej ucha. Kibicuję chłopakom od czasów kiedy światło dzienne ujrzała płyta “Ascendancy”, do dzisiaj zresztą uważana przeze mnie za ich najlepszy wyczyn. Dwa lata temu “In Waves” w pewien sposób podsumowało działalność kapeli z Florydy i byłem bardzo ciekaw, w którą stronę uda się zespół na kolejnym krążku, a opcji przecież było kilka. Kiedy dowiedziałem się, że poród kolejnego dziecka Trivium będzie odbierał sam frontman Disturbed – David Draiman, byłem po prostu zdziwiony, i w porównaniu z ogromną rzeszą fanów zespołu (choć nie tylko), była to reakcja bardzo łagodna. Dzisiaj, po wielokrotnym obcowaniu z “Vengeance Falls”, wcale się nie zmieniła. Zacznijmy jednak może od początku.

Matt Heafy i spółka to zwykłe kłamczuszki. Na nowej płycie udowadniają to po raz kolejny. Pamiętam kiedy przed wydaniem “In Waves” gitarzysta zespołu chełpił się, że na krążku będziemy mieli przyjemność usłyszeć wiele świetnych solówek i że w ogóle będzie to najlepsza pod względem technicznym płyta. Niestety nie okazało się to prawdą, szczególnie w przypadku solówek, które choć miejscami były świetne, to w innych w ogóle ich nie było lub były po prostu nieciekawe. Z kolei przed wydaniem “VF” zespół hucznie zapowiadał, że będzie to ich najmocniejszy krążek. Wiem, że w dużej mierze nie powinno się pokładać wiary w przedpremierowe obietnice zespołów, ale z drugiej strony nie może też być tak, że obietnice te będą realizowane dokładnie na odwrót. Zapowiedź płyty ma przecież rozbudzić apetyt fanów i przynajmniej z grubsza nakierować ich w stronę jak będzie ona wyglądać. Dlatego właśnie po pierwszym przesłuchaniu nowego Trivium, pomyślałem że chłopakom ktoś zwyczajnie urwał jądra. Bo gdzie ta moc? Skoro miał być to najmocniejszy krążek, to spodziewałem się kawałków w stylu “Dusk Dismantled” czy “A Skyline’s Severance”. To niemiłe uczucie nie opuszczało mnie przez jakiś czas. W końcu jednak ochłonąłem i mogłem posłuchać “Vengeance Falls” z normalnym podejściem.

Na wstępie mojej oceny płyty zajmę się chyba kwestią najbardziej ważką i budzącą najwięcej emocji, a mianowicie kwestią wokalu Heafy’iego. Zaraz po zaprezentowaniu przez zespół pierwszego utworu (a zarazem otwieracza albumu), którym był “Brave This Storm”, sfrustrowani fani dali upust swoich emocji. Zewsząd dało się przeczytać komentarze, że “Draiman popsuł Trivium” lub że zaszczepił Mattowi swoje patenty jeśli chodzi o śpiew i Heafy to już nie Heafy, ale drugi Draiman i jakie to straszne, i jak tak można. Po wydaniu singlowego “Strife” sytuacja tylko się nasiliła, tak że nie miałem już pojęcia czy fani utyskują na jakość nowych utworów, czy po prostu z zasady już czepiają się ingerencji Draimana w “Vengeance Falls”. Wystarczyło mi posłuchanie kilku kawałków żeby zauważyć, że Heafy od “In Waves” zrobił kolejny krok do przodu jeśli chodzi o swój wokal. Tym razem postawił na swój łagodny śpiew, który stara się nam zaprezentować na nowym krążku przy każdej możliwej okazji. I bardzo dobrze. Wydaję mi się, że tutaj pomoc Draimana okazała się nieoceniona. Kiedy słyszę kapitalne refreny niektórych utworów lub świetnie zaśpiewane zwrotki w “Through Blood and Dirt and Bone” czy “To Believe” i mam przed oczami wyżej wspomniane malkontenckie komentarze, myślę sobie: “ludzie, co z wami?”.

Dość już jednak o wokalach, choć nie ukrywam, że jest to jedna najistotniejszych kwestii na “Vengeance Falls”. Kolejną rzeczą, która cieszy jest również to, że nowy album jest bardzo spójny, co odróżnia go od poprzedniego, gdzie kawałki były pomieszane w różnych stylistykach i niby każdy mógł znaleźć coś dla siebie, ale w małych ilościach. Widać również, że zespół dobrze czuje się w klimatach wojny i zniszczenia, również cała otoczka związana z płytą (okładka, teledysk) bardziej przypadły mi do gustu niż czarne “grzybopodobne” coś z “In Waves”. Jednak z drugiej strony, jeśli nie wstrzeli się w ten klimat, album zwyczajnie się nie spodoba.

A co z samymi utworami? Brzmią żywo i świeżo, są krótkie i zwarte (rozpędzony “At the End of This War” czy zadziorny “To Believe”) lub ciut dłuższe i mroczniejsze (“Incineration: The Broken World”, “Wake (The End Is Nigh)”), generalnie jednak jest szybko i dosyć ciekawie gitarowo, bowiem każdy utwór uraczy nas jakąś dobra solówką lub riffem, że chociażby wspomnę tutaj kompozycję tytułową. Warto wspomnieć jeszcze raz o refrenach, które miejscami brzmią świetnie i nie chcą szybko opuścić naszej głowy (“Vengeance Falls”, “Villainy Thrives”). Również na pochwałę za swoją budowę zasługują wyżej już wspomniane “Incineration…” i “Wake”. Które z nich najbardziej przypadły mi do gustu? Na pewno “Villainy Thrives” za niesamowity refren, “Through Blood and Dirt and Bone” za świetne zwrotki, oraz “Wake” za genialne przejście pod sam jego koniec. Do puli dorzucę również utwór tytułowy za króciutką, ale udaną solówkę.

Przyszedł czas, na krótkie podsumowanie. “Vengeance Falls” to bardzo solidny i udany album, który pokazuje że Trivium jest “w gazie” i zwalniać nie zamierza. Siłą a zarazem głównym atutem zespołu jest to, że przez 10 lat serwował nam zupełnie różne albumy i tak naprawdę nie sposób stwierdzić w jakie rejony zapuści się na kolejnym krążku. Myślę jednak, że obecnie nie warto się jeszcze nad tym zastanawiać, tylko cieszyć się tym co zespół przygotował nam na tą chwilę. Jaka jest recepta? Wystarczy odrzucić “Draimanowskie marudzenie”, nie opierać się na pierwszym wrażeniu i kilka razy solidnie przesłuchać “VF”, a efekty powinny przyjść same. Jeśli nie przyjdą, należy skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą, ponieważ płyta jest naprawdę bardzo dobra.

trivium-vf1Track lista:

01. Brave This Storm
02. Vengeance Falls
03. Strife
04. No Way To Heal
05. To Believe
06. At The End Of This War
07. Through Blood And Dirt And Bone
08. Villainy Thrives
09. Incineration: The Broken World
10. Wake (The End Is Night)

 

 

 

 

 

Autor: Marcin Czarnecki

Rok publikacji: 2013

  • Ocena autora:
4
Sending
User Review
3 (2 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *