Strona główna » Recenzja: Revamp – Wild Card
RECENZJE

Recenzja: Revamp – Wild Card

Symfoniczny metal nigdy nie był moją działką. Prawdę mówiąc, jest od niej daleko o całe kilometry. Nic więc dziwnego, że o ekipie z ReVamp dowiedziałem się dopiero wtedy, kiedy okazało się, że mam ocenić ich ostatnią płytę “Wild Card”. Już sama nazwa zespołu budziła dziwne skojarzenia z dzieciństwa, a po ujrzeniu okładki albumu, która niebezpiecznie przypomina te ze składanek, które można kupić na każdej stacji benzynowej, wcale nie było lepiej. Jednak wszystkiemu trzeba dać szansę, więc sięgnąłem po “Dziką Kartę” w nadziei, że okaże się dobrą.

Zespół prowadzony przez Floor Jansen, która również od tamtego roku śpiewa w sławetnym Nightwish, przygotował jedenaście utworów, które zamykają się w niecałych 50 minutach. Utwory te jednak są w klimacie, który mnie nie rajcował i raczej nie będzie. Przymiotniki “symfoniczny” i “gotycki” nigdy nie wywoływały u mnie ożywienia, a wręcz działały odpychająco. Muszę jednak przyznać, że otwierający płytę “The Anatomy of a Nervous Breakdown: On the Sideline” po dziesiątym przesłuchaniu nawet mi się spodobał. Jego druga część z podtytułem “The Limbic System” wypada już gorzej, ale można wyciągnąć z niej pozytywy. Nie można niestety napisać tego samego o utworze tytułowym, który jest po prostu kiepski i zamiast podźwignąć poziom płyty, to zwyczajnie go obniża. Czwarty “Precibus” również pozostawia po sobie dosyć miłe wrażenie. Na “Wild Card” mamy nawet gościa w postaci Devina Townsenda, który śpiewa w “The Anatomy of a Nervous Breakdown: Neurasthenia”, szczerze jednak mówiąc, nie podnosi to wartości utworu. Jeśli miałbym wymienić jeszcze jakieś plusy, to na pewno należy do nich kawałek “Nothing”, który również dobrze zapisał się w mojej pamięci.

Co mi się nie podoba? Zacznijmy od samego wokalu, w postaci wysokich partii kobiecych oraz growlu, który jest dla mnie ciężko strawny. Nic w tym dziwnego, że go nie kupuję skoro nigdy nie byłem fanem takiego grania. Nie kupuję również wielu elektronicznych wstawek zaprezentowanych na “Wild Card”, które pasują bardziej do szerokiego nurtu zwanego “disco”, niż do muzyki metalowej. Doczepię się również do samej budowy utworów, które w dalszej części krążka brzmią wtórnie i zabierają sporo przyjemności z ich słuchania.

Jak chyba można się już domyśleć wystawienie przeze mnie oceny dla “Wild Card” jest bezcelowe, ponieważ byłaby bardzo niska i nie miała by zbyt wielkiego przełożenia w rzeczywistości, zważywszy na to, że muzyka symfoniczna z kobiecym wokalem nadal pozostaje dla mnie czarną magią i najnowszy album holenderskiegoReVamp tego nie zmieni. Sądzę jednak, że fani będą zadowoleni z tego, co dostaną i nie będą chcieli reklamacji. Skoro jednak Jansen wzięła się obecnie za Nightwish, to nie wróżę zespołowi świetlanej przyszłości. Chyba że, wzorem poprzednich wokalistek, również opuści Finów i okaże się dla ReVamp “córką marnotrawną”.

revamp-wild-card-duzeTrack lista:

01. On The Sideline
02. The Limbic System
03. Wild Card
04. Precibus
05. Nothing
06. Neurasthenia
07. Distorted Lullabies
08. Amendatory
09. I Can Become
10. Misery’s No Crime
11. Wolf and Dog

 

 

 

Autor: Marcin Czarnecki

Rok publikacji: 2013

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – Wojna Totalna

Tomasz Koza

Recenzja: Shining – International Blackjazz Society

Tomasz Koza

Recenzja: Ensiferum – One Man Army

Tomasz Koza

Recenzja: Hypocrisy – End Of Disclosure

Tomasz Koza

Recenzja: Trivium – The Sin and the Sentence

Albert Markowicz

Powrót w dobrym stylu – recenzja Oomph! “Ritual”

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz