RECENZJE

Równo, solidnie, mocno – recenzja Infliction “Revolution Machine”

Infliction to pochodzący z Bydgoszczy zespół grający groove metal. W swoim dorobku mają demo “Low Distance Boom” z 2011r. oraz wydany rok później mini-album “Blame the Sun”. 11 sierpnia 2018r. grupa wydała pierwszy album długogrający pt. “Revolution Machine”. I właśnie o nim będzie tu mowa.

Parę słów o wydaniu.

Pełnometrażowy, wydany własnym sumptem, debiut Infliction ukazał się na płycie CD oraz w formie elektronicznej. Płytę CD zdobi prosta i jednocześnie wymowna grafika przedstawiająca schemat pocisku. Poszczególne elementy pocisku opisane są “wolność”, “równość” i “pokój”. Od razu wiadomo jakiej tematyki spodziewać się na płycie.

W formie elektronicznej album dostępny jest na platformach streamingowych oraz… jako pendrive w kształcie pocisku, na którym oprócz “Revolution Machine” w formatach mp3 i FLAC znalazła się EP-ka “Blame the Sun”, książeczka i teledyski promujące “Revolution Machine”. Moim zdaniem rewelacja, jeżeli lubicie nietypowe wydania, piękny, srebrny pocisk z grawerunkiem będzie dla Was jak znalazł.

Przejdźmy do muzyki na “Revolution Machine”.

W muzyce Infliction słychać wyraźnie Sepulturę (“Hate Into Hate”), stare Machine Head (nowego nie ruszać, wiadomo), a nawet nowe Decapitated. Słychać, że grupa wzoruje się na najlepszych. Jednocześnie nie mam poczucia, że zespół ordynarnie zrzyna od starszych kolegów po fachu. Jest mocno, ciężko, ale i bardzo chwytliwie. Nóżka od razu zaczyna skakać w rytm muzyki.


“Revolution Machine” to bardzo równa płyta.

Dlatego nie ma potrzeby wdawania się w analizę każdego utworu z osobna, bo w zasadzie przy każdym mógłbym użyć tych samych przymiotników: melodyjny, mocny, chwytliwy, ciężki, wściekły. Wyróżnię dwa kawałki.

Na plus “Candyman”. Już widzę publiczność na koncercie, która wraz z zespołem wykrzykuje “candyman, candyman, candyman”. Ten utwór ze swoim łatwym refrenem to koncertowy pewniak. Na minus wyróżnię zdecydowanie najgłupszy na płycie “Fuck tha Police”.

Nie zrozumcie mnie źle, muzycznie kawałek jest bez zarzutu. Po prostu nigdy nie byłem wyznawcą, nazwijmy to, ideologii CHWDP, więc za każdym razem, gdy słyszę wyświechtane “je*ać policję” to mam ochotę spytać, jakie synku miałeś problemy z policją, oprócz dostania w czapę w GTA.

A jakieś wady są?

W pierwszym odruchu chciałem napisać mniej więcej coś w ten deseń:

“Pisałem wcześniej, że “Revolution Machine” to równa płyta. Aż ciśnie się na usta ‘zbyt równa’. Utwory, choć bardzo chwytliwe, nie różnią się zbytnio od siebie i o ile słuchane samodzielnie bronią się znakomicie, o tyle w dłuższym ciągu potrafią nieco znużyć”.

Ale im więcej słucham “Revolution Machine”, tym bardziej mi się podoba. Poza tym, od kiedy wadą jest, że płyta trzyma równy, wysoki poziom?

Infliction - Revolution Machine, 2018
Infliction – Revolution Machine, 2018

Lista utworów:

1. The New Beginning
2. Anger Savagement
3. Bombs Away!
4. O.D.
5. Raising the Terror
6. Fuck tha Police
7. No Respect
8. Inflict the Masses
9. Hate into Hate
10. Candyman
11. Kingslayer
12. Dawn of the New World

Podobne artykuły

Recenzja: Cerber – Lust For Suffering

Tomasz Koza

Recenzja: Baroness – Purple

Tomasz Koza

Udana korekta kursu – recenzja „The Sacrament of Sin” zespołu Powerwolf

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz