Image default
RECENZJE

Recenzja: White Wizzard – Infernal Overdrive


Słuchanie najnowszego albumu amerykańskiego White Wizzard jest niczym rozwiązywanie książeczki z rebusami i szaradami. Jednak zamiast wypełniania krzyżówek i sudoku, zabawa polega na wyłapywaniu w kawałkach na „Infernal Overdrive” cytatów i nawiązań do twórczości innych kapel, które można określić grupowo jako klasyków gatunku. Kiedy człowiek już na poważnie wkręci się w tę zabawę można doszukać się naprawdę cudacznych zapożyczeń i aluzji do twórczości takich bandów jak Iron Maiden, Judas Priest, Rainbow, Dio, ale również… Megadeth, Disturbed, a nawet System of a Down. Czy to oznacza, że cały album jest jednym wielkim plagiatem i nie ma sensu zaprzątać sobie nim głowy? Absolutnie nie! Jest bowiem zagrany z tak dużym wyczuciem i klasą, że nie można go traktować jak plagiat, a rozpatrywać tylko jako hołd złożony swoim idolom.

Metallica torba gratis przy zamówieniu

Album atakuje bez litości od pierwszej sekundy, bo zaczyna się absolutnie rewelacyjnym kawałkiem tytułowym.

Przez pierwszą minutę dzieje się tam więcej niż na niejednej płycie w trzech utworach. Nim dobrniemy do refrenu mamy zabójcze wejście na perkusji, nawałnicę riffów, rozdzierający krzyk wokalisty, porywającą solówkę i szalejący bas w tle. W pewnym momencie miałem nawet obawę, że panowie wypstrykają się z dobrych patentów w kilka minut, a potem przez prawie godzinę będzie wiało nudą. Nic z tych rzeczy, a kipiące od pomysłów, zmian tempa i nastroju dźwięki będą towarzyszyły słuchaczowi aż do ostatniej nuty ostatniego utworu.

Na „Infernal Overdrive” znajduje się w sumie dziewięć kawałków i jak na tak dużą intensywność grania są one zaskakująco długie z rekordzistą, zamykającym album „The Illusion’s Tears”, który trwa ponad 11 minut. O nudzie jednak nie może być mowy, bo muzycy z bardzo dużym wyczuciem dawkują czad, ciężar, wirtuozerię, ale również momenty bardziej liryczne czy balladowe. Poza tym cały czas bawią się z słuchaczami w kotka i myszkę. Kiedy wydaje się, że w danym utworze nic już nie zaskoczy, pojawia się fragment całkowicie burzący dotychczasowe odczucia. Trzeba być więc cały czas czujnym, bo przez chwilę nieuwagi można sporo stracić.

„Infernal Overdrive” brzmi świetnie – klasycznie, ale nowocześnie; klarownie, ale z odpowiednim ciężarem i czadem.

Zachwyceni będą wszyscy miłośnicy szalejącego basu, który został w szczególny sposób uwypuklony i cały czas wyraźnie pulsuje, a nie tylko stanowi nijakie tło dla gitar. Wokalista porusza się raczej w „szlachetnych” rejestrach metalowego śpiewu, ale potrafi wejść też na bardzo wysokie górki. Sposób w jaki śpiewa kojarzy mi się w niektórych miejscach Davidem Draimanem z Disturbed, w innych, głównie ze względu na specyficzną rytmikę, z… Daronem Malakianem. Czy skojarzenia są słuszne? No cóż, każdy pewnie będzie mógł poszukać swoich. Jak już było wspomniane – szukanie tych wszystkich smaczków jest niezłą zabawą.

Wiele kapel, na pytanie o inspiracje i nurty muzyczne, w których się poruszają odpowiada wyświechtaną formułką o własnej drodze, oryginalności i niechęci do szufladkowania. W większości wypadków to bzdury i całe szczęście, że White Wizzard nie podąża tą drogą. Ich inspiracje są jasne, ale co ważniejsze – na każdym kroku głośno komunikowane. To fani klasycznego metalu i z myślą o fanach klasycznego metalu powstała ta płyta. Każdy metal, kuc, pancur czy jak się tam jeszcze mówi, powinien być wdzięczny White Wizzard za „Infernal Overdrive”. Ja jestem.

Recenzja White Wizzard – Infernal Overdrive

Tracklista “Infernal Overdrive”:

  1. Infernal Overdrive
  2. Storm The Shores
  3. Pretty May
  4. Chasing Dragons
  5. Voyage Of The Wolf Raiders
  6. Critical Mass
  7. Cocoon
  8. Metamorphosis
  9. The Illusion’s Tears
  • 8.5/10
    Ocena autora - 8.5/10
8.5/10

Podobne artykuły

Recenzja: In Twilight’s Embrace – Vanitas

Michał Bentyn

Wsiadać na tę łajbę! Natychmiast! – recenzja Amon Amarth „Berserker”

Szymon Grzybowski

Wystrychnięty na dudka – recenzja „The Heretics” Rotting Christ

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz