Relacja: 3-Majówka, Wrocław 1-3.05.2017


Tegoroczna majówka we Wrocławiu obfitowała w wiele ciekawych atrakcji, dlatego ci mieszkańcy miasta, którzy na długi weekend postanowili zostać w domach, na pewno nie mogli czuć się zawiedzeni. Zdecydowanie najlepszą opcją na spędzenie tych dni była 3 – Majówka 2017, która po raz kolejny odbyła się na terenie Pergoli oraz w Hali Stulecia. Rozmach imprezy oraz jej line-up, obejmujący największe polskie gwiazdy oraz kilku znanych zagranicznych wykonawców, budził szczery szacunek, dlatego nie mogły dziwić spore tłumy, które zdecydowały się przyjść na festiwal. Zapraszam na relację z pierwszego dnia majówki.

Zanim jednak wszystko na dobre się rozpoczęło, uwagę przykuwało tradycyjne już bicie Gitarowego Rekordu Guinessa na wrocławskim rynku – tym razem niestety nie udało się, zabrakło 1057 gitarzystów. Ja z kolei, około południa byłem już pod Halą Stulecia, gdzie panował jeszcze względny spokój, i z niecierpliwością czekałem na wywiad z wokalistką Lacuna Coil, Cristiną Scabbią. Efekty tego spotkania przeczytacie niedługo na naszych łamach. Kiedy około godziny 17:00 ponownie wróciłem na teren festiwalu, nie było już tam tak spokojnie, bowiem na scenie na Pergoli szalał już Titus i jego Acid Drinkers. Muzycy wystąpili z projektem „Tribute to Lemmy”, tak więc ich set składał się głównie z utworów Motorhead. Nie zabrakło oczywiście „Overkill”, „(We are) The Road Crew” czy „Ace of Spades”, ale pojawiły się też perełki, np. „Shake Your Blood” z repertuaru Probot oraz jeden numer Acid, niezawodny „Pizza Driver”.

Po koncercie „Kwasożłopów”, nastąpiła szybka zmiana scenografii, pojawiła się też pokaźna grupka fanów post-hardcore’owców z Enter Shikari. Brytyjczycy odwiedzają Polskę często i za każdym razem przyjmowani są bardzo dobrze, niezależnie od tego, czy grają w klubie jako gwiazda wieczoru, czy tak jak tym razem, na otwartej przestrzeni festiwalowej. Grupa świętuje w tym roku dziesięciolecie wydania debiutanckiego albumu „Take to the Skies”, dlatego też kawałki z tego krążka zdominowały setlistę. Nie zabrakło „Mothership”, „Labyrinth”, „Sorry, You’re Not a Winner”, czy „Adieu”, uzupełnionych o nieco nowsze “Juggernauts” czy „Anaesthetist”. Przez niemal cały czas trwania koncertu, pod sceną wrzało pogo, nie zabrakło też innych atrakcji w rodzaju circle pit czy crowd surfingu, i mimo, że wolę chyba jednak oglądać Enter Shikari pod dachem, bawiłem się dobrze. Szkoda tylko, że występ Anglików niemalże zazębiał się z Lacuna Coil w Hali Stulecia, i z tego też powodu musiałem odpuścić końcówkę show na Pergoli.

Udało mi się na szczęście sprawnie przedostać na drugą scenę, gdzie już za moment miała królować Cristina z kolegami. Zaczęli od „Ultima Ratio” z najnowszej płyty „Delirium”, z której usłyszeliśmy jeszcze m.in. „Blood, Tears, Dust”, „The House of Shame” czy numer tytułowy. Nie mogło też obejść się bez klasyki – „Heaven’s a Lie”, „Our Truth”, “Spellbound” czy „Enjoy The Silence” z repertuaru Depeche Mode. Widać było, że muzycy są w dobrej formie i że dobrze czują się we Wrocławiu. W szybkiej aklimatyzacji na pewno pomogło też zorganizowane kilka godzin wcześniej spotkanie z fanami, których przyszło bardzo dużo – po takim przyjęciu, Włosi mogli naprawdę poczuć się u nas jak w domu. Odwdzięczyli się znakomitym koncertem, który na długo zapadnie w pamięć. W tamtej chwili jednak nie było czasu na rozmyślanie, bowiem od razu po Lacuna Coil, na Pergoli startowali The Cranberries, czyli – jakby nie było – główna gwiazda 3-Majówki.

Patrząc na to w ten sposób i uwzględniając wysokie oczekiwania wobec „headlinera”, trzeba przyznać, że dla wielu mogli oni okazać się rozczarowaniem. Chodzi przede wszystkim o postawę wokalistki grupy, Dolores O’Riordan, która delikatnie mówiąc, nie była tego dnia w formie. Nie dość, że przez pół występu nie było jej praktycznie w ogóle słychać, to jeszcze zachowywała się, jakby chciała jak najszybciej zejść ze sceny i wrócić do hotelu. Z czasem trochę się wprawdzie rozkręciła, ale i tak nie zmienia to raczej negatywnego wrażenia, jakie po sobie zostawiła. Nie wiem na ile była to kwestia problemów technicznych (nie pierwszy raz wokal tego dnia był słabo słyszalny na Pergoli, nie najlepiej w tej kwestii było już na Enter Shikari), a na ile jej złego samopoczucia czy zblazowania, no ale wyszło jak wyszło. Na szczęście, nieśmiertelne przeboje takie jak „Zombie” czy „Promises” potrafią obronić się same (przy dodatkowym wokalnym wsparciu publiczności), dlatego wydaje mi się, że koniec końców ludzie wyszli z Pergoli w miarę uradowani. Na zakończenie pierwszego dnia festiwalu, w Hali Stulecia zagrali jeszcze Amerykanie z Dog Eat Dog, tak więc kto miał jeszcze siłę to mógł sobie poskakać przy „Who’s The King” czy „No Fronts”.

Drugi oraz trzeci dzień 3-Majówki należały przede wszystkim do polskich artystów (z dwoma wyjątkami – 5’Nizza i The Toy Dolls) i zgromadziły prawdziwą śmietankę rodzimego rocka, rapu i alternatywy. Znakomite występy dali m.in. Fisz Emade, Tworzywo, Illusion, Łąki Łan, O.S.T.R., Hunter czy Czesław Śpiewa, nie zawiedli też klasycy – Lady Pank i Kult. Najbardziej przez te dni brylowały jednak panie, z Kasią Nosowską oraz Moniką Brodką na czele, która zamykała koncerty na Pergoli. Po tak szerokiej, przekrojowej i wielogatunkowej dawce polskiej muzyki, mogę powiedzieć tylko jedno – jest z tym obecnie naprawdę dobrze w naszym kraju.

3-Majówka 2017 reklamowana była hasłem „najlepszego festiwalu w mieście” i zdecydowanie zasługuje na to miano. I nie ograniczałbym się tylko do Wrocławia, bowiem impreza ta spokojnie może konkurować z innymi tego typu w Polsce. Sprawna organizacja, znakomity line-up, bardzo duże zaplecze gastronomiczne – naprawdę, plusów nie brakuje. Minusy oczywiście też są ale umówmy się, tego nie da się uniknąć (np. kiepsko brzmiące momentami nagłośnienie czy kilka mniej pomyślanych rozwiązań, niepotrzebnie utrudniającym ludziom życie). Generalnie, całość należy ocenić bardzo pozytywnie i liczyć na to, że formuła festiwalu w następnych latach może jeszcze się rozwinąć. A nawet jeśli tak się nie stanie, to i tak jest bardzo dobrze z tym co jest. Warto było spędzić tegoroczną majówkę we Wrocławiu…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *