Relacja: Nocny Kochanek, Venflon – Warszawa, 04.02.2018


Niedzielny wieczór czwartego lutego w Warszawie był bardzo chłodny, jednak nie dla tych, którym udało się dostać bilety na drugi z rzędu koncert Nocnego Kochanka w Progresji. Po wyprzedanym w całości występie sobotnim, również ten drugi, dnia następnego, wypełnił kub po brzegi, tak więc o pozytywną atmosferę mogliśmy być spokojni. Zresztą, czy ktoś kiedykolwiek pomyślał, że podczas show Kochanków mogłoby nie być wesoło?

Zanim jednak główna gwiazda zawładnęła sceną, czekały mnie jeszcze dwie przyjemne rzeczy.

Pierwszą z nich była przemiła rozmowa, jaką udało mi się odbyć z wokalistą grupy Krzysztofem Sokołowskim, której zapis przeczytacie niedługo na naszych łamach, a drugą, występ zespołu Venflon, który rozgrzewał licznie zgromadzoną publiczność. Rozgrzewał to w tym przypadku bardzo trafne określenie, bowiem energetyczne show jakie zaserwowali nam muzycy, mocno podniosło temperaturę wewnątrz lokalu. Kapela zagrała bardzo dobrze i dała z siebie wszystko, co zostało w pełni docenione przez fanów, którzy przez cały czas trwania gigu skakali, pogowali i moshowali w najlepsze. Świetne otwarcie wieczoru!

Kiedy kilkadziesiąt minut później scena skryła się za wielką kotarą, a tłum pod nią jeszcze bardziej zgęstniał, wiadomo było, że za chwilę zacznie się… poniedziałek. Na szczęście, jeszcze nie ten „prawdziwy”, a ten w wykonaniu Nocnego Kochanka. Wraz z wejściem pierwszych riffów, pogo na płycie zaczęło szaleć od nowa i trwało w tym stanie aż do samego końca.

Kurtki dla fanów rocka i metalu!
Oryginalne kurtki dla fanów rocka i metalu.

Następnie, usłyszeliśmy „Dej Mu”, „Pigułkę Samogwałtu” oraz praktycznie cały przekrój największych hitów grupy, z jedną niespodzianką w środku setu.

Tym rodzynkiem okazał się być nowy numer, opowiadający historię lekarza, który w swojej praktyce stosował dosyć niekonwencjonalne metody. W warstwie muzycznej i tekstowej, piosenka ta zawiera w sobie wszystko to, co lubimy – jest i moc, i melodia, i – oczywiście – żart. Gotowy przepis na kolejny kochankowy przebój.

Oprócz tego, z rzeczy które dla mnie osobiście były nowe, to bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie pirotechnika oraz różnego rodzaju efekty wizualne, coś czego szczerze mówiąc się nie spodziewałem, a co wyszło znakomicie. Najbardziej efektowne były buchające ognie, raz z przodu, a raz z tyłu sceny, które najlepiej wyglądały podczas „Diabła z Piekła”. Dwie ściany ognia za plecami muzyków w połączeniu z krwiście czerwonymi światłami mogły przez chwile sprawić wrażenie, jakbyśmy byli na koncercie Rammsteina albo Slayera.

Zaskakiwał też Krzysztof Sokołowski, który między utworami często zmieniał ubrania.

Podczas „Dżentelmenów Metalu” miał gustowną, czerwoną marynarkę, w nowym numerze – nawiązując do jego tematyki – włożył lekarski fartuch, najczęściej jednak wybierał skórzaną, ćwiekowaną kamizelkę. Oczywiście nie mogło też zabraknąć wygłupów na scenie, żartów oraz zabawnych tekstów skierowanych do publiczności, a także pamiątkowego zdjęcia z gościnnym udziałem Marka „Prezesa” Laskowskiego, właściciela Progresji.

Koncert, w którym miałem przyjemność uczestniczyć, był drugim z rzędu wyprzedanym występem w Warszawie, a podejrzewam, że jakby zorganizować takich pięć, jeden po drugim, wejściówek zabrakłoby na wszystkie z nich. Nocny Kochanek cały czas jest na fali i przy tak pomyślnych wiatrach, dopłynie bardzo daleko. Ba, w zasadzie to już dopłynął – naprawdę niewiele zespołów może w Polsce cieszyć się takim powodzeniem i tak wielkim zainteresowaniem ze strony widzów. Powstają nowe kawałki, w planach jest też wydanie DVD zarejestrowanego właśnie podczas tego weekendu w Progresji, za jakiś czas pewnie usłyszymy też o nowej płycie i ogłoszone zostaną kolejne daty. Radzę nie zwlekać wtedy z zakupem biletów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *