RELACJE

Relacja z koncertu Cryptic Remains – 17.01.2026

Cryptic Remains logo

17 stycznia odbył się pierwszy w tym roku warszawski koncert pod szyldem Until Death Takes Us. Jego główną gwiazdą byli węgierscy death metalowcy z Cryptic Remains, a u ich boku zaprezentowały się dwie młode, polskie załogi – Runaway Devils oraz Hadesalia. Poniżej znajdziecie krótką relację z tej imprezy.

Czytaj też: Relacja z release party płyty Aquilla „Sentinels of New Dawn”

Runaway Devils – czarny punk, zimno i surowość

Sobotni wieczór z metalem w Pubie Motocyklowym 2koła rozpoczęła łódzka formacja Runaway Devils. Te cztery młode dziewczyny mówią o swojej muzyce „black raw’n’roll” i o ile jest w tym określeniu dużo prawdy, to jednak nie charakteryzuje ono ich twórczości całościowo. Rzeczywiście słychać tu black metal – jest sporo nawiązań zarówno do Venom, jak i Norwegii lat 90. I rzeczywiście jest on też „raw” – dominuje riffowa prostota i brzmieniowa surowizna. Natomiast znacznie więcej niż rock’n’rolla słyszę u Runaway Devils punka, a także gotyku w swojej pierwotnej, tradycyjnej formie, zahaczającej nawet o cold wave. Tak, zimno bije z tej muzyki zdecydowanie – i to zarówno takie, jakie charakteryzowało debiuty Mayhem czy Immortal, jak i takie spod znaku chociażby Bauhaus.

Serwowana przez łodzianki mieszanka jest intrygująca, choć niewątpliwie nie przeznaczona dla każdego. Na scenie dają nieco przerysowane, groteskowe widowisko, efekt podbijając mocno gotyckim imagem. Instrumentalnie robią dobrą robotę, ale mieszane uczucia może wzbudzać wokal frontmanki, Blanki Andrzejewskiej. Operuje ona zarówno czystym śpiewem, jak i typowo black metalowym skrzeko-krzykiem, co w zamyśle jest bardzo fajne, ale w praktyce bywa nierówne i czasem popada w przesadny manieryzm.

Ogólnie jednak koncert Runaway Devils zaliczyć należy do jak najbardziej udanych. Diablice w ciągu nieco ponad półgodzinnego występu spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem i zjednały sobie warszawską publiczność, która nawet wywołała je na bis, a wykonanie coveru „Buried Alive” z repertuaru wspomnianego już tu wcześniej Venom było naprawdę brawurowe. Dziewczyny niewątpliwie wiedzą, gdzie leżą korzenie ich muzyki, a ta świadomość jest przecież w takim graniu bardzo ważna.

Hadesalia – urok death/thrashowej zgnilizny

Skoro o korzennym metalu mowa, to dokładnie takie samo podejście przyświeca drugiej hordzie, która grała w 2kołach tego wieczoru, gliwickiemu zespołowi Hadesalia. Był to pierwszy koncert tych młodych death/thrashowców poza południową Polską i byli początkowo nieco spięci, w dodatku zaliczyli trochę problemów technicznych, ale i tak ostatecznie odstawili naprawdę konkretną sztukę.

Grupa Hadesalia gra muzykę bardzo dobrze trafiającą w mój gust – piękną niczym zapach truchła rozkładającego się w wilgotnej piwnicy opuszczonego domu. Brudny death metal bez przesadnych fajerwerków technicznych, za to oparty na chwytliwych thrashowych riffach i takiej też rytmice, naprawdę robi w ich wykonaniu wrażenie. Dopełniają je urocze teksty do utworów takich jak „Strefa śmierci”, „Rzeźniczy głód” czy „Krematorium dusz” – choć trochę szkoda, że w Warszawie nie zagrali mojego ulubionego numeru „Los trupojebcy”.

Panowie mają jak na razie na koncie dwa demka i split ze speed metalowym Sacrificial Flame, ale zdecydowanie warto czekać na jakiś dłuższy i bardziej profesjonalnie zrealizowany materiał w ich wykonaniu – formą koncertową pokazali, że jest na co.

Cryptic Remains – węgierska potęga i doświadczenie

Główną gwiazdą wieczoru byli węgierscy death metalowcy z Cryptic Remains. To kapela ze stosunkowo długim, bo już niemal dwudziestoletnim stażem, jednak po sporej przerwie w graniu reaktywowała się dopiero w 2023 r. i podobnie jak supportujące ją polskie załogi wciąż nie dorobiła się jeszcze długogrającego albumu.

Dorobiła się natomiast całkiem niezłej pozycji w undergroundzie i niemałej grupy polskich fanów, którzy szczelnie wypełnili przestrzeń pod sceną 2kół i rozkręcili solidny młyn. Węgrzy uraczyli ich za to potężnie brzmiącym death metalem, udanie balansującym pomiędzy brzmieniowym brudem, brutalnością i instrumentalną techniką.

Świetnym, charyzmatycznym frontmanem okazał się Adam Bonin, wokalista Cryptic Remains. Momentalnie złapał dobry kontakt z publicznością, racząc się na scenie trunkami, żartując, całkiem udanie próbując mówić w naszym języku, często podkreślając, że „Polak, Węgier, dwa bratanki” i pozdrawiając kolegów z zaprzyjaźnionych polskich kapel, którzy zresztą szaleli w tym czasie na parkiecie. Koncert Cryptic Remains przerodził się w wesołe, towarzyskie wydarzenie, ale to, co najważniejsze – czyli jakościowa muzyka metalowa – również zostało dostarczone.

Nie zawiódł także organizator, czyli Until Death Takes Us, oraz stołeczna publika, która w całkiem dobrej liczbie wypełniła niewielki klub koło Dworca Zachodniego. Koncertowa konkurencja była tego dnia mocna, bowiem imprezę z okazji 25. urodzin Progresji uświetniła swoją obecnością supergrupa Polish Metal Alliance. Myślę jednak, że ci maniacy, którzy woleli spędzić wieczór z ekstremalnym podziemiem, a nie słuchając bardziej znanych numerów w wykonaniu bardziej znanych muzyków, swojego wyboru nie żałowali. Wszystkie trzy zespoły dały dobre występy, a rozmowy o muzyce i nie tylko trwały w 2kołach jeszcze długo po wybrzmieniu ostatniego riffu głównej gwiazdy.

Podobne artykuły

Relacja: Nocny Kochanek, Zenek, Mescalero – Wrocław, 24.03.2017

Albert Markowicz

Relacja: Until Death Takes Us w Białostockim MotoPubie (2025)

Adrian Kardasz

Babymetal w Polsce – kawaii metalowa uczta w Krakowie

Mateusz Lip

Zostaw komentarz