Relacja: Wardruna, Kaunan – Zabrze, 19.10.2017




Wielu z niecierpliwością czekało na koncert norweskiej Wardruny. Zespół pod wodzą Einara „Kvitrafna” Selvika, w ramach trasy Autum Tour 2017, zagrał w naszym kraju dwa koncerty. Okazja do zobaczenia Norwegów nie pojawia się zbyt często, toteż zabrzański przystanek trasy stał się dla mnie punktem obowiązkowym w październikowym kalendarzu.

Gościem na trasie było międzynarodowe trio Kaunan, które zaczarowało publikę świeżymi i niebanalnymi interpretacjami starych nordyckich pieśni. Warto wspomnieć, że w skład zespołu wchodzi, między innymi, Oliver S. Tyr, znany ze swojej działalności w niemieckim Faun. Niech to posłuży za gwarancję jakości Kaunan. A ta jest niezaprzeczalna. Panowie urzekli zarówno pogodnymi utworami, jak i nostalgicznymi pieśniami. Mnie szczególnie do gustu przypadły te drugie. Muzycy wzbogacili swój występ interesującym wywodem dotyczącym, między innymi, używanych przez nich instrumentów. Wykazali się również niebanalnym poczuciem humoru, co doceniła publika, nagradzając ich koncert gromkimi brawami. Nic dziwnego – występ Kaunan okazał się wspaniałym preludium do występu Wardruny i chyba przez większość uczestników właśnie w ten sposób został odebrany.

Gdy o 21:00 na scenie zgasły wszystkie światła, w powietrzu można było wyczuć pełne napięcia oczekiwanie. Wardruna rozpoczęła swój koncert w półmroku, tworząc unikalną, mroczną atmosferę. Scenografia i efekty utrzymane raczej w minimalistycznym tonie, dawały o sobie znać nieco mocniej w szczególnych momentach, np. podczas emocjonalnego zakończenia „Heimta Thurs”, gdy stroboskop skąpał stojące na scenie postacie, a ich powiększone sylwetki w nieco makabryczny sposób odbijały się na chropowatej płachcie na tyłach sceny. Niesamowity efekt.

Wardruna - Zabrze, 19.10.2017Tego wieczora muzycy zaspokoili apetyty nawet najbardziej wymagających koneserów ich muzyki. Dali ponad półtoragodzinny koncert, podczas którego nie zabrakło utworów najbardziej pożądanych, mam tu na myśli choćby „Helvegen” czy „Algir – Stien Klarnar”, na które czekałam chyba najbardziej. Pięknym zwieńczeniem koncertu stało się przejmujące wykonanie „Snake Pit Poetry”, zagrane i zaśpiewane już na sam koniec przez samego Kvitrafna, który utworem tym w możliwie najlepszy sposób zakończył półtoragodzinne misterium.

Największe wrażenie podczas występu Norwegów wywarły na mnie wokale. Przepiękne barwy wokalistów bez cienia fałszu wraz z niesamowitą techniką wywoływały dreszcze na plecach.

Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu okazał się być miejscem jak najbardziej odpowiednim na tego typu koncert. Duża scena, doskonała akustyka i komfortowe umiejscowienie wszystkich – to wszystko z pewnością dodatnio wpłynęło na całościowy odbiór występu.

Występ Wardruny przeszedł do historii. Nie pozostawił uczucia niedosytu (choć dobrych występów nigdy za wiele), a Norwedzy utwierdzili wszystkich w przekonaniu, że w swojej niszy nie mają sobie równych.

Tekst: Marita Zagozda-Samol
Zdjęcia: Maciej Mutwil




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *