Image default
SPECJALNE

Polska metalem stoi – 10 płyt na 100-lecie odzyskania niepodległości

100-lecie odzyskania niepodległości to wyjątkowa okazja. Postanowiliśmy uczcić ją na metalowy sposób i uhonorować 10 najlepszych/najważniejszych polskich płyt metalowych. Jak w każdym z takich zestawień, część wyborów z całą pewnością wzbudzi kontrowersję – to zrozumiałe. Nie bójcie się dyskutować i dawać swoich propozycji w komentarzach. Jeśli zbierze się ich odpowiednio dużo – stworzymy osobną listę. Tworząc zestawienie, uznaliśmy, że może znaleźć się w niej tylko jedna płyta danego zespołu, staraliśmy się również o maksymalnie różnorodnie podejść do gatunków metalu. Wiemy, że bez problemu można by stworzyć taką listę, dodając tam tylko krążki death czy black metalowe – chcieliśmy tego uniknąć. Lista nie jest rankingiem, a płyty ułożone są w kolejności chronologicznej.

EMP Shop

TSA – Heavy Metal Świat (1984)

Zespół TSA był prawdziwym fenomenem i jedną z tych kapel, która wprowadziła ciężkie granie na polskie salony. Album “Heavy Metal Świat” z 1984 roku był ostatnim nagranym w klasycznym składzie – z gitarzystą Andrzejem Nowakiem i perkusistą Markiem Kapłonem.

Pomimo tego, że na „Heavy Metal Świat” nie ma największych przebojów grupy (“51” czy “Trzy zapałki”), nie jest również najlepiej sprzedającym się wydawnictwem, to jednak właśnie na tym albumie znalazło się wszystko to, za co fani pokochali TSA. Łobuzerski luz, bluesowy feeling, a także metalowy pazur i hard rockowy ciężar. Dodatkowo „Heavy Metal Świat” został świetnie nagrany i nawet dziś, po 30 latach od premiery, wciąż brzmi świetnie. Broni się absolutnie pod każdym względem.

TSA – Heavy Metal Świat (1984)
Okładka TSA – Heavy Metal Świat (1984)

Turbo – Kawaleria Szatana (1986)

Pierwszy album zespołu Turbo„Dorosłe dzieci” – za sprawą utworu tytułowego zdobył wielką popularność i w sumie nie byłoby dużym zaskoczeniem, gdyby kapela poszła właśnie w stronę bardziej komercyjnego i przystępnego grania. Stało się jednak inaczej i chwała Szatanowi za to, bo dzięki temu dostaliśmy prawdziwie wściekłą, pełną metalowe furii, ale również wirtuozerskich riffów i po prostu świetnych utworów płytę.

„Kawaleria Szatana” to album bezkompromisowy, czerpiący pełnymi garściami z będących wówczas na szczycie popularności kapel z nurtu NWOBHM, ale również z rosnącego w siłę thrashu. Kawałków takich jak „Kawaleria Szatana I”, „Kawaleria Szatana II”, czy „Kometa Haleya” po prostu wstyd nie znać – to abecadło polskiego metalu.

Turbo – Kawaleria Szatana (1986)
Okładka Turbo – Kawaleria Szatana (1986)

Kat – Oddech Wymarłych Światów (1988)

To jedna z najtrudniejszych decyzji – „666” czy „Oddech Wymarłych Światów”? Oba te albumy Kata były absolutnie wyjątkowe, a Kat to praojcowie niemal wszystkich death i black metalowych kapel, które powstały w Polsce.

Dlaczego zatem „Oddech Wymarłych Światów”? Płyta jest bardziej dopracowana, bardziej wielowymiarowa niż wcześniejsze wydawnictwo, a jednocześnie znajduje się na niej wszystko to, za co ludzie pokochali zespół po „666”. Są tu fantastyczne thrashowe riffy Luczyka, a także obłąkańczy śpiew Kostrzewskiego, który wykrzykuje swoje teksty pełne odwołań do okultyzmu i ciemnych mocy. Na krążku, obok furii jest jednak również miejsce na chwilę wyciszenia i oddechu – całość natomiast to kocioł pełen wrzącej i gęstej smoły podgrzewanej na piekielnym ogniu.

Kat – Oddech Wymarłych Światów (1988)
Okładka Kat – Oddech Wymarłych Światów (1988)

Acid Drinkers – Infernal Connection (1994)

Pierwsza połowa lat 90. w metalu na świecie to eksplozja takich kapel jak Pantera czy odmieniona Sepultura. Gdyby Acid Drinkers nie było kapelą z Poznania, a dajmy na to z Kalifornii, byłoby wymieniane jednym tchem obok wspomnianych wcześniej zespołów. “Infernal Connetction” nie jest klasyczną płytą thrashową. Wręcz przeciwnie – to prawdziwy rollercoaster stylów i gatunków. Obok death metalu, można usłyszeć punk, a nawet elementy hip-hopu.

Za ojca muzyki na „Infernal Connection” należy uznać Litzę, który pchnął zespół w nieznane wcześnie kierunku, odpowiadał również za ciężkie, brudne i broniące się do dziś brzmienie. Pomimo tego, że płyta znacznie różniła się od czterech poprzednich, nie brakowało na niej charakterystycznych “acidowych” elementów, jak na przykład specyficznego poczucia humoru, czego najlepszy dowodem jest okładka, na której gotowy do wrzucenia do rosołu kurczak ubrany jest w koszulkę… Venom.

Acid Drinkers – Infernal Connection (1994)
Okładka Acid Drinkers – Infernal Connection (1994)

Vader – De Profundis (1995)

„De Profundis” to niecałe 35 minut czystego chaosu, gniewu i wściekłości. To także prawie 35 minut najlepszej death metalowej muzyki nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dziś Vader to prawdziwa ikona ekstremalnego metalu, ale podczas wydawania drugiej płyty wciąż była to kapela na dorobku i musiała każdą nutą wygryzać sobie miejsce na metalowym piedestale.

Album „De Profundis” był ogromnym skokiem jakościowym w stosunku do debiutu. Zwłaszcza w kontekście produkcji i brzmienia – to było soczyste i potężne. To również na tej płycie wyklarował się styl zespołu, który stawiał raczej na proste środki wyrazu i – nie bójmy się użyć tego sformułowania – pewnego rodzaju przebojowość kompozycji. Na krążku z pełną mocą wybuchł też wielki talent perkusisty – Docenta. To była jego płyta, a cuda, które wyczyniał za swoim zestawem, do dziś budzą podziw.

Vader – De Profundis (1995)
Okładka Vader – De Profundis (1995)

Decapitated – „Winds of Creation (2000)

Debiutancki krążek krośnieńskiego Decapitated odbił się szerokim echem w całym metalowym świecie. Recenzenci i słuchacze zachwycali się połączeniem ekstremalnie brutalnej muzyki z wirtuozerią, finezją i polotem muzyków.

To, z jaką łatwością Decapitated potrafiło łączyć tak wiele elementów, budziło powszechny podziw. Trudno było uwierzyć w to, że tak złożoną, spójną i przemyślaną muzykę nagrali… nastolatkowie. W roku wydania krążka Wacław Kiełtyka, gitarzysta, miał 19 lat, siedzący za perkusją jego młodszy brat – Witold – zaledwie 16. Techniczny death metal na „Winds of Creation” był fenomenalny i porywający. Dziś Decapitated to już inny zespół – naznaczony wielką tragedią, śmiercią Witolda – grający też inną muzykę. Jednak dla wielu fanów to właśnie Decapitated z czasów debiutu i następnych płyt jest tym, którym przede wszystkim warto się zainteresować.

Decapitated – Winds of Creation (2000)
Okładka Decapitated – Winds of Creation (2000)

Behemoth – Zos Kia Cultus (2002)

Behemoth dziś, nawet wśród miłośników ciężkiego grania, budzi skrajne emocje. Fakt jest jednak taki, że jest to zespół, który nigdy w swojej karierze nie nagrał jednoznacznie złej płyty, a w tym zestawieniu z powodzeniem można by wstawić takie krążki jak „Thelema.6” czy „The Satanist”.

„Zos Ka Cultus” to szczytowe osiągnięcie „klasycznego” Behemotha, czyli tego, zanim zaczął śmielej sięgać poza ramy gatunku death/black metalu. Album jest brutalny, okrutnie ciężki, a wokal chyba nigdy wcześniej i nigdy później nie niósł ze sobą tyle wściekłości i furii. Nie brakował w tym wszystkim jednak finezji, a także elementów bardziej przystępnych czy wręcz spokojniejszych. Takie okazjonalne kontrasty pozwalały bardziej docenić dzikie fragmenty.

„Zos Kia Cultus” to chyba też najbardziej charakterystyczna okłada spośród wszystkich wydawnictw Behemota, a w okolicach jej wydania, każdy szanujący się metal musiał mieć z nią koszulkę.

Behemoth – Zos Kia Cultus (2002)
Okładka Behemoth – Zos Kia Cultus (2002)

Frontside – Zmierzch Bogów (2004)

Pierwsza dekada XXI wieku w ciężkiej muzyce upłynęła pod znakiem metalcore’u. Czołowym i odnoszącym największe sukcesy w tym gatunku zespołem w Polsce był Frontside, a „Zmierzch Bogów” można uznać za szczytowe osiągnięcie tej sosnowieckiej kapeli. Krążek pełen jest wściekłych riffów, nie brakuje odwołań do death metalu, ale jednocześnie zespół nie broni się przed pewnego rodzaju przebojowością, chwytliwymi refrenami czy melodyjnymi zagrywkami gitarowymi.

Motorem napędowym krążka jest Mariusz „Demon” Dzwonek, który napisał muzykę i teksty do wszystkich numerów, ale wyróżnić trzeba też nowego wokalistę Marcina „Aumna” Rdesta, który ożywił styl Frontside – oprócz growlu i wściekłego wrzasku potrafił też śpiewać czysto i melodyjnie. To między innymi dzięki niemu kawałki takie jak „Naszym przeznaczeniem jest płonąć” czy „Brzemię piekła” stawały się prawdziwymi metalowymi hitami w Polsce.

Na „Zmierzchu Bogów” Frontside idealnie wyważył proporcje ciężaru i metalowego brudu z delikatniejszymi elementami, co nie zawsze udawało mu się na kolejnych krążkach.

Frontside – Zmierzch Bogów (2004)
Okładka Frontside – Zmierzch Bogów (2004)

Blindead – Affliction XXIX II MXMVI (2010)

„Affliction XXIX II MXMVI” to coś więcej niż po prostu płyta. To drobiazgowo przemyślany projekt, w którym muzyka jest tylko jednym z elementów. Tworzą go jeszcze teksty, warstwa graficzna albumu, a dopełnieniem były wizualizacje i materiały wideo na koncertach.

Blindead tworząc to dzieło, wyszło daleko poza schemat klasycznego albumu. Nie można słuchać go okazjonalnie czy w urywkach – trzeba przesłuchać go od początku do końca, skupić się i chłonąć ten klimat. W zamian słuchacz otrzymuje doświadczenie, które trudno z czymkolwiek porównać – niepokojące, psychotyczne, ale wciągające, takie, od którego po prostu nie można się oderwać.

Gdyby próbować określić gatunek muzyki na „Affliction XXIX II MXMVI” można powiedzieć, że to sludge/doom metal z mocno rozbudowanymi i progresywnymi kompozycjami. Jednak tak naprawdę próba zaszufladkowania tego krążka Blindead jest bezcelowa. Najlepiej poznać ten album samodzielnie.

Blindead - Affliction XXIX II MXMVI (2010)
Okładka Blindead – Affliction XXIX II MXMVI (2010)

Mgła – Exercises in Futility (2015)

Ekstremalne odmiany metalu to polska specjalność. Zwłaszcza black metalowe kapele w naszym kraju stoją na światowym poziomie. Jednak nawet na tym tle Mgła wyróżnia się i bez większych obaw można powiedzieć, że to prawdziwy fenomen.

Koncertuje niewiele, nie karmi fanów newsami, nie promuje się, a jednak każde wydawnictwo to prawdziwie trzęsienie ziemi w black metalowym światku. „Exercises in Futility” to posępny, mroczny i bardzo niepokojący album. Muzyka na nim zawarta nawiązuje do skandynawskich mistrzów, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest wtórna lub z kogokolwiek skopiowana. Jest dziwna, surrealistyczna, ale hipnotyzująca, dokładnie przemyślana, spójna i na swój sposób piękna.

„Exercoses in Futility” to krążek, który ociera się o perfekcję w każdym aspekcie – od koncepcji, kompozycji, brzmienia, po oprawę graficzną.

Mgła – Exercises in Futility (2015)
Okładka Mgła – Exercises in Futility (2015)

Podobne artykuły

Początek piekielnej rewolucji – 35. rocznica wydania „Show No Mercy” Slayera

Szymon Grzybowski

Narkotykowe show – 20 rocznica wydania “Mechanical Animals” Marilyna Mansona

Paweł Kurczonek

Elf, tęcza i czarny sabat, czyli po prostu DIO – wspomnienie wybitnego artysty

Szymon Grzybowski

11 komentarzy

Mariusz 11 listopada 2018 at 20:52

Chłopaki (i dziewczyny?),

z całym szacunkiem: jeżeli mowa o najlepszych i najważniejszych płytach polskiego metalu, to zabrakło Wam jednego ultraważnego albumu.

Kobong – “Chmury nie było”, 1997

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 11 listopada 2018 at 22:05

Hej! Dzięki za komentarz. Kobong to zespół zdecydowanie wart zainteresowania, być może w przyszłości powstanie specjalny artykuł o tej kapeli, bo dziś jest już trochę zapomniana. To jest też jeden z najbardziej powodów, dla których w zestawieniu postawiłem na inne płyty.

Odpowiedz
Sebastian 12 listopada 2018 at 01:19

Świetny garnitur. Niczego nie brakuje. Jest wszystko, czego oczekiwałem: Turbo, Acidzi, Vader, Decapitated…
Chciałbym tylko zwrócić uwagę na bardzo ciekawe zjawisko, jakim był Creation od Darth, a w zasadzie Jeruzalem, jak kapelę zwał Litza.
Warto też wspomnieć Flapjacka.
Trzeba jednak przyznać, że w dziesiątce nie powinna chyba znaleźć się żadna z tych dwóch kapel.

Odpowiedz
Krystian 12 listopada 2018 at 16:10

Świetne zestawienie, ale tylko 10 to za mało żeby uwzględnić wszystko co faktycznie ważne. Zabrakło mi tu None’a, który wszedł w polską scenę z konkretnym groovem, Illusion moim zdaniem jest co najmniej wart wspomnienia, mimo że ciężko go jednoznacznie sklasyfikować czy to jako metal czy to jako rock, oczywiście wspomniany już Kobong, osobiście chętnie bym dorzucił do tego zestawienia jeszcze Black River, które było naprawdę ewenementem nie do podrobienia.

Odpowiedz
Daniel 12 listopada 2018 at 16:59

Powiem szczerze że liczyłem po cichu na którąś płytę Huntera, chociaż po krótkim przemysleniu, każda ma swoje słabsze momenty i chyba żadna nie wpłynęła jakoś bardzo mocno na polską/światową muzykę. Piszę ten komentarz głównie po to żeby dowiedzieć się co inni myślą o tym zespole bo może ktoś też miał nadzieję spotkać w tym zestawieniu np”t.e.l.i.”. A oprócz Huntera byłem ciekaw też czy znajdzie się tu… Nocny kochanek. Wiem że to duża kontrowersja ale płyta”zdrajcy metalu” sprawiła że wiele osób (głównie młodych) zainteresowało się w ogóle metalem i zaczęło wnikliwie ten gatunek poznawać.

Odpowiedz
Szymon 12 listopada 2018 at 18:05

Do ostatniej chwili rozważałem Huntera, ale akurat nie “T.E.L.I”, a “Medeis”, bo wydaje mi się, że to właśnie na tym krążku wykrystalizował się oryginalny styl, którego zespół trzyma się do dziś, a jednocześnie nie było na nim zapychaczy, utworów niepotrzebnych lub po prostu dziwacznych. Ostatecznie żadnego krążka Huntera nie ma, ale można uznać, że jest tuż za listą 😉 Co do Nocnego Kochanka, prawdę mówiąc nie rozważałem ani przez moment. Muzyka tej kapeli jest jednak dość wtórna i raczej przewidywalna, co nie zmienia faktu, że chwytliwa. To w połączeniu z ich wizerunkiem sprawa, że jest to bardzo popularny zespół. To jednak zdecydowanie za mało, żeby znaleźć się na takiej liście. Dzięki za opinię!

Odpowiedz
luk 12 listopada 2018 at 18:37

Violent Dirge to moim zdaniem jedna z najlepszych polskich kapel , jedyna w swoim rodzaju wystarczy posluchac ostatniej plyty kompozycje polot sound warsztat muzykow – mistrzostwo.

Odpowiedz
Michal 19 listopada 2018 at 18:05

Zgadzam się jak najbardziej z tobą .. Zajebista ostatnia płyta!

Odpowiedz
Lemarko 13 listopada 2018 at 00:38

A Trauma ?

Odpowiedz
Konrad 15 listopada 2018 at 10:07

Ale żeby nie ująć furii, a wstawiać szkolno-kapelowe granie typu acid drinkers albo tsa?

Odpowiedz
Wojtek 3 grudnia 2018 at 11:40

Rzeczywiście 10 płyt to bardzo niewiele, aby ująć to całe metalowe bogactwo polskiej ziemi. Osobiście dołożyłbym tu płytę, która stoi na absolutnie światowym poziomie czyli “Only Fearless Dreams” Tenebris. Nie zapominajmy tez o genialnych tworach takich jak Sceptic, Christ Agony czy Wolf Spider.

Odpowiedz

Zostaw komentarz