SPECJALNENEWSY

„I tried so hard, and got so far…” – rocznica śmierci Chestera Benningtona

Chester Bennington rocznica śmierci

Trudno wyobrazić sobie, co musi czuć człowiek na chwilę przed popełnieniem samobójstwa – emocje i myśli, które kotłują mu się wówczas w głowie, muszą być czymś naprawdę przerażającym. Nie ma znaczenia czy na tak desperacki czyn decyduje się ktoś całkowicie anonimowy czy gwiazda światowego formatu. W tym drugim wypadku występuje jednak większe niezrozumienie dla tej decyzji.

W końcu gigantyczny sukces, uznanie na całym świecie i wielkie pieniądze powinny zapewnić spełnienie, radość i życie bez trosk. Chester Bennington, wokalista Linkin Park, pozornie miał to wszystko. Jednak zarówno sam muzyk, jak i osoby, które znały go lepiej, wiedziały, że było dwóch Chesterów. Jeden, którego znamy z koncertów, wywiadów i teledysków – uśmiechnięty, radosny i pełen energii. Drugi, ujawniający się znacznie rzadziej, który zaznał w życiu bólu, uzależnienia, cierpienia i nędzy. I najprawdopodobniej to ten Chester przejął kontrolę 20 lipca 2017 roku. Co go do tego skłoniło?

„Numb”

Praprzyczyn dramatycznej decyzji Chestera Benningtona trzeba chyba doszukiwać się w jego dzieciństwie. Jako mały, kilkuletni chłopiec był przez długi czas molestowany seksualnie. Zdecydował się na to wyznanie wiele lat później – jako dziecko, z obawy o swoją reputację czy oskarżenie o kłamstwo musiał latami znosić upokorzenie, którego doświadczał z rąk sporo starszego znajomego. Okolicznością, która dodatkowo sprawiała, że nie miał wsparcia i poczucia bliskości, był rozwód rodziców i konieczność zamieszkania tylko z ojcem. Wszystko to sprawiło, że był zamkniętym w sobie outsiderem, który stał się idealnym celem ataków szkolnych zbirów. To wtedy, jako nastolatek, zaczął uciekać w używki – alkohol i narkotyki. Ukojenie znajdował jednak również w pisaniu wierszy, rysowaniu, ale przede wszystkim w muzyce.

„Faint”

Chester zasłuchiwał się w Depeche Mode, ale jego ulubionym zespołem było Stone Temple Pilots. Sam zapragnął być muzykiem i w wieku 17 lat dołączył do zespołu „Sean Dowdell and Friends?”, z którym nagrał pierwsze demówki, jednak bez żadnych sukcesów. Szybko też zapragnął stworzyć coś własnego i tak narodziła się kapela „Grey Daze”. Funkcjonowała w latach 1993-1998 i w tym czasie wydała dwa albumy. Życie Chestera dalekie było jednak wówczas od doskonałości. Cierpiał biedę i frustrację z powodu braku sukcesów. Zespół był ledwie znany lokalnie, trudno było wiązać z nim nadzieje na przyszłość. Chester do tego stopnia stracił nadzieję, że był bardzo bliski podjęcia decyzji o całkowitej rezygnacji z muzyki na rzecz „normalnego” życia. Poszukiwań nowej drogi nie ułatwiały mu używki, które stanowiły w tamtym czasie istotny element jego życia.

„Breaking The Habit”

Chester postanowił dać ostatnią szansę muzyce, gdy został zaproszony na przesłuchanie do nowo powstającego zespołu „Xero”. Rzucił wszystko w rodzinnym Phoenix i pojechał z rodziną (miał już wówczas żonę) do Kalifornii. Został przyjęty, ale kapela dość długo nie mogła znaleźć wydawcy swojego debiutanckiego albumu. W końcu jednak udało podpisać się kontrakt, a zespół w międzyczasie zmienił nazwę na… Linkin Park. Chester dołączył jako ostatni do sześcioosobowego składu, który szybko zaczął tworzyć autorskie kompozycje. Pozostali muzycy wspominali Chestera z tamtego czasu, jako najbardziej zdeterminowanego i oddanego muzyce. Z pewnością wynikało to z faktu, że ten nie pozostawił nic za sobą. Miał tylko ten zespół i nadzieje z nim związane. Te, na szczęście nie okazały się płonne.

„Somewhere I Belong”

„Hybrid Theory”, debiut Linkin Park, pojawił się na rynku w październiku 2000 roku. Sukces płyty był wprost oszałamiający! W samych Stanach Zjednoczonych album rozszedł się w ponad 10-milionowym nakładzie, na całym świecie, według szacunków sprzedało się ponad 30 milionów sztuk. Bez wątpienia było to największy fenomen w muzyce rockowej od czasów Nirvany. Wydawało się, że Chester może zapomnieć już o tragicznym dzieciństwie i frustrujących początkach kariery – stał się gwiazdą i uznanym artystą. Demony uzależnienia nie dawały jednak łatwo za wygraną i wkrótce znów miały uderzyć ze zdwojoną siłą.

„From The Inside”

Nagrywanie drugiego albumu Linkin Park było w znacznym stopniu utrudnione przez narkotyki i alkohol. Chester w jednym z wywiadów przyznał, że to właśnie wtedy koledzy z kapeli pierwszy raz powiedzieli mu o dwóch Chesterach. Pierwszym – trzeźwym, z którym uwielbiają spędzać czas, pracować i tworzyć i drugim – upitym, zaćpanym, którego szczerze nienawidzą. Nałogi trawiły Chestera przez lata. Pojawiły się wówczas również pierwsze symptomy depresji. Muzyk dopiero w 2011 roku przyznał, że jest czysty i nigdy więcej nie chce wracać do używek. Co więcej, wydawało się, że nie tylko uda mu się porzucić dawne nawyki, ale również pomóc innym, bo aktywnie zaangażował się w walkę z uzależnieniami. Wszystko, co złe, miał zostawić za sobą. W środku wciąż tlił się jednak pierwiastek autodestrukcji. Chester w jednym z wywiadów pół-żartem, pół-serio powiedział nawet, że jego głowa to niezbyt przyjemna okolica i nikt nie powinien zapuszczać się tam sam. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało nastąpić.

„In The End”

W maju 2017 roku Linkin Park wydał kolejną płytę – „One More Light”. Bardzo odległą od dotychczasowej twórczości: delikatną, nastrojową i – mówiąc wprost – popową. Recenzenci byli bezlitośni, wielu fanów również nie pozostawiało na muzykach suchej nitki. Nie ma jednak chyba co doszukiwać się w tym powodu późniejszych wydarzeń. Chester był odważnym artystą, nie bał się eksperymentów, lubił tworzyć różne rzeczy, a nie ograniczać się do jednego brzmienia. Dodatkowo zespół miał zacząć latem światową trasę koncertową, na którą czekały miliony fanów na całym świecie. Linkin Park zdążył nawet zagrać ponad 20 występów w Ameryce Południowej i Europie. Ostatni z nich 6 lipca. Tragedii do ostatniej chwili nie zapowiadało nic. Sześć dni przed śmiercią nagrał odcinek popularnego programu „Carpool Karaoke”, a na prywatnym nagraniu zarejestrowanym 36 godzin przed wydarzeniem był uśmiechnięty, żartował w gronie rodzinnym i wyglądał po prostu na szczęśliwego.

„What I’ve Done”

Ciało Chestera Benningtona znaleziono 20 lipca o godzinie 9:00 w jego posiadłości. W chwili śmierci miał 41 lat. Przybyła na miejsce policja stwierdziła samobójstwo przez powieszenie, co potwierdziły późniejsze badania. Dla wielu data śmierci była nieprzypadkowa. 20 lipca to dzień urodzin Chrisa Cornella – przyjaciela Chestera, wieloletniego wokalisty Soundgarden i Audioslave, który targnął się skutecznie na swoje życie dwa miesiące wcześniej. Trudno uwierzyć w zbieg okoliczności…

W październiku 2017 roku Linkin Park zagrał specjalny koncert, aby oddać hołd zmarłemu wokaliście. Podczas 3-godzinnego występu w Hollywood Bowl przez scenę przewinęło się blisko 30 artystów, którzy wsparli zespół, który wykonał swoje największe przeboje. Był to ostatni jak do tej pory występ zespołu Linkin Park.

Fot. / grafika: Materiały promocyjne

Podobne artykuły

Zezłomowany Ed Force One nie zniknął! Zdobądź jego fragment

Tomasz Koza

Obscure Sphinx rekompensuje odwołane koncerty

Tomasz Koza

Dlaczego Vinny Appice nie był na pożegnaniu Black Sabbath?

Mateusz Lip

Zostaw komentarz