Image default
WYWIADY

Zapis konferencji prasowej z Ihsahnem przy okazji Metalmanii 2018


Na twoim nowym albumie słychać dużo elektroniki, elementów charakterystycznych choćby dla synthpopu, lat 80-tych. Co było główną inspiracją w tym kierunku?

Powiedziałbym że znajdziecie na nim sporo nowych i starych wpływów. We wczesnych dniach razem z całym Emperorem słuchaliśmy wielu soundtracków, muzyki filmowej, na przykład Jerry’ego Goldsmitha, Johna Williamsa. Czyli takiej zorientowanej mocno klasycznie, ale jednocześnie choćby takich w stylu Johna Carpentera (np. z Halloween), nowoczesnych, przejmujących dźwięków.

Do tego dochodziło też sporo muzyki elektronicznej, bardzo lubiliśmy Tangerine Dream i inne tego typu rzeczy, byliśmy bardzo chłonni. Każda dobra muzyka miała na nas już od tamtej pory wpływ i ma aż do dziś – od muzyki klasycznej, aż do nowoczesnych, industrialnych dźwięków.

Czy za “Ámr” stoi jakiś jeden koncept, pomysł spajający wszystkie utwory w całość?

Uważam, że za każdym moim albumem stoi jakiś pomysł, niekoniecznie narracyjny, bardziej umowny. Na poprzednim albumie był to mroźny, arktyczny pejzaż; to on miał być czymś co widzisz słuchając go, a przede wszystkim tym, co ja widziałem pisząc go. “Ámr” jest dla mnie czymś znacznie bardziej intymnym. Przemawia za tym cała atmosfera tego albumu, łącznie z okładką, ale ciężko mi mówić o jakimś konkretnym koncepcie, czymś co zamknąłbym w dwóch słowach.

Wywiad z Ihsahnem podczas festiwalu Metalmania 2018

Który z nowych utworów był dla ciebie największym wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że każdy utwór jest na swój sposób inny od poprzedniego. Zaczynając od agresywnego początku, do niemal popowych dalszych partii?

“Cóż, wiem, że album jest pełen kontrastów. Pierwsza melodia otwierająca ‘Lend Me the Eyes of the Millenia’ powstała od początku brzmiąc tak, jak można ją usłyszeć na albumie. Po prostu grając i szukając odpowiednich melodii w pewnym momencie na nią wpadłem i wiedziałem, że to jest to, że tak ma to brzmieć. Biorąc pod uwagę, że dorastałem w latach 80-tych lubię słuchać albumów, a nie pojedynczych utworów.

Wyzwaniem mogło być właśnie dość spójne połączenie tych abstrakcyjnych melodii, obrazów w mojej głowie w całość. Coś, co sprawiłoby, że słucha się tego dobrze w całości, nie wybiórczo. Tak jak Iron Maiden zrobiło to przy choćby ‘Powerslave’, gdzie przez całą płytę przewijają się te delikatnie wplecione „egipskie” motywy, które łączą cały koncept. Chciałem żeby zadziałało to i u mnie, żeby miało podobną do siebie atmosferę od początku do końca.”

Konferencja prasowa z Ihsahnem podczas festiwalu Metalmania 2018

Ostatni utwór na albumie “Alone” jest adaptacją poematu Edgara Alana Poe. Dlaczego wybrałeś właśnie to dzieło?

“Chciałbym żeby stała za tym jakaś ciekawa historia, ale odpowiedź na to pytanie jest dość nudna. Oryginalnie sam napisałem słowa do tego utworu. Jednak podczas nagrywania po prostu okazało się, że coś nie pasuje, nie działa tak jakbym chciał. Więc jak zwykle w takich sytuacjach zwróciłem się do mojej żony, która jest moim głównym wsparciem podczas tworzenia.

Jeśli ona zasugeruje mi, że coś jest dobre, lub też nie – to najczęściej ma rację. Prawdę mówiąc to ona wskazała ten poemat, sugerując wcześniej żebyśmy wybrali jakiś tekst. Taki, który sięga podobnego tematu do tego, jaki poruszyłem sam wcześniej w moim własnych słowach.

Tym bardziej wyszło to dobrze, że utwór ‘Alone’ koniec końców będzie bonus trackiem. Odstaje on nieco klimatem od reszty albumu, przypominając bardziej właśnie ścieżkę dźwiękową do filmu. Zwykle tego nie robię, bo wcześniej nie za bardzo rozumiałem całą ideę bonusowych ścieżek. To tak jakby na siłę zabierać lub dodawać do albumu jakąś jego część. Mimo wszystko w tym przypadku wydaje mi się, że ma to jak najbardziej uzasadnione zastosowanie.”

Muzyka na Ámr jest bardzo zróżnicowana. Nie obawiasz się, że dla odbiorców może być zbyt różnorodna?

“Prawdę mówiąc zupełnie się tym nie przejmuję. Zawsze, kiedy nieco zmieniasz swoją formułę na muzykę istnieje ryzyko, że komuś się to nie spodoba. Chciałem stworzyć coś takiego już od długiego czasu – takie nieco samolubne podejście. Wydałem już w życiu wiele albumów i nadal chciałbym czerpać z każdego kolejnego dużą radość. Kiedy sam poczułbym, że nie ekscytuje mnie już to co gram i wciąż się powtarzam, nie miałbym najmniejszego powodu żeby oczekiwać tej ekscytacji od kogokolwiek innego.

Według mnie dzięki temu że właśnie tak samolubnie podchodzę to swojej muzyki. Robię ją tak, żeby interesowała mnie przekłada się na zainteresowanie ludzi, który wciąż mimo lat chętnie sięgają po moje płyty. To kwestia zaufania na linii muzyk – fan; to samo jest do tej pory z Emperorem. Nie ma miejsca na kompromis, coś wtórnego po prostu traci swoją wartość, dlatego wolę robić muzykę po swojemu, niż komukolwiek poza mną na siłę sprawiać radość.”



Czy może to znaczyć, że jesteś jakkolwiek zmęczony black metalem? Choćby ze względu na mnogość eksperymentów, mieszania styli, szukania nowej drogi? Można to nazwać pewną ucieczką od korzeni, czy po prostu sposób na samorozwój?

“Zdecydowanie nie. Moim zdaniem już otwierający utwór z nowej płyty świadczy o tym, że od niczego nie uciekam. Co więcej, uważam że część mojego solowego materiału jest cięższa i mroczniejsza od tego co tworzyliśmy w Emperor. Nigdy nie chciałem odejść od swoich korzeni, nie uznaję kompromisów w muzyce, jakkolwiek pompatycznie to nie brzmi.

Cały rdzeń inspiracji mojej obecnej muzyki jest w zasadzie taki sam jak przed laty. To, że sam dźwięk ewoluował, brzmi nieco inaczej, nie ma dla mnie większego znaczenia w przekazie. Diamanda Galas używając wyłącznie swojego głosu i fortepianiu potrafi przenieść w swojej muzykę tak samo wielką dawkę mroku jak choćby potrafił to robić Bathory. Kwestia w tym jak umiejętnie przekazujesz emocje, a nie w tym jak bardzo przesterowana jest twoja gitara.”

Opowiedz coś o okładce Ámr, jaka historia za nią stoi. Widać że jest zdecydowanie bardziej nowoczesna – jak to się ma do tytułu i zawartości samego krążka?

Jak wspominałem, ma to pewne powiązania z tą intymnością. To krzesło (które z resztą też było pomysłem mojej żony) wręcz zaprasza słuchacza, aby usiadł i pomyślał. Oddał się kontemplacji w tym ciemnym pokoju. Moim zdaniem klimat całej okładki jest nadal dość black metalowy, ale w nowoczesnej odsłonie.

Mieliśmy wielką przyjemność pracować już od wielu płyt z Ritxim Ostárizem, który posiada fantastyczny, nowoczesny styl. Jego sposób przedstawiania idealnie koreluje z muzyką. Podczas procesu tworzenia ‘Ámr’ po raz pierwszy podzieliłem się ze wszystkimi uczestniczącymi w pracach nad nim wszystkimi moimi inspiracjami – literaturą, filmami, muzyką – które na mnie wpływały, po to, aby każdy mógł trochę lepiej poczuć mój zamysł.

Ihsashn - Amr

W jednym z ostatnich wywiadów Rob Halford powiedział, że chętnie widziałby cię w swoim blackm etalowym projekcie, jeśli taki miałby powstać. Byłoby to możliwe?

Ihsashn podczas konferencji prasowej w ramach festiwalu Metalmania 2018“Mam wielką nadzieję, kto nie chciałby pracować z Robem Halfordem? Tak naprawdę to rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat kilkanaście lat temu. Wymieniliśmy kilka pomysłów, lecz w międzyczasie Rob wrócił do Judas Priest, co oczywiście zapełniło jego harmonogram i cały temat się rozmył.

Jest to naprawdę zrozumiałe. Wielu muzyków planuje masę pobocznych projektów z innymi, o większości nawet nikt nie usłyszał i nie usłyszy, bo po prostu czas na to nie pozwala. Rozmawiałem na ten temat również z Nergalem i też był tego samego zdania. Jakkolwiek wielkim wyróżnieniem dla nas nie byłaby współpraca z Halfordem, byłoby to fantastyczne doświadczenie. Na pewno nie jest to jednak projekt, który szybko, o ile w ogóle, dojdzie do skutku.

Generalnie Nergal to świetny człowiek. Bardzo skutecznie pokazuje, że bycie muzykiem black metalowym nie musi być jednoznacznie powiązane z postrzeganiem go jednowymiarowo, jako pogrążonego w mroku smutasa. Facet chwyta z życia co najlepsze i na pewno współpraca z nim również byłaby świetna. Więc jeśli kiedyś będziemy mieli okazję zrobić album z Robem Halfordem – wchodzę w to. Tylko oczywiście pracując z takimi muzykami musisz mieć pewność, że zostanie to zrobione jak należy.”

Kiedy pracujesz nad albumem wiesz kiedy przestać, kiedy jest gotowy? Czy potrafisz wciąż go poprawiać bez końca?

“Myślę, że wyrobiłem sobie nawyk dzielenia pracy nad muzyką na różne etapy. Wbrew pozorom bardzo pomaga założenie sobie jakiegoś terminu. Ułatwia to ustalenie choćby pewnych spraw technicznych związanych na przykład z miksem i masteringiem. Jeśli już ustalisz sobie deadline – musisz się go trzymać. To prawda, że w każdym momencie istnienia jakiegokolwiek dzieła sztuki jako twórca znajdziesz coś co chciałbyś zmienić, poprawić, przearanżować.

Znam wielu muzyków, którzy szlifują swoje dzieła latami, ale tak naprawdę nigdy ich nie kończą. Dochodzą w pewnym momencie do miejsca, w którym zaczynają wszystko od nowa. Niestety wtedy często znika już cała inspiracja, dlatego dla mnie pewnego rodzaju pośpiech i data, którą masz gdzieś z tyłu głowy, są bardzo pomocne.”

Grasz na wielu festiwalach. Czy to solo, czy z Emperor – i w Europie i na całym świecie. Jaki festiwal jest dla ciebie najlepszy, jaki wspominasz najcieplej?

“To wszystko zależy od sytuacji. Na niektórych imprezach pojawiamy się cyklicznie, na innych jednorazowo. Choćby na Wacken graliśmy w 2006 i 2014 roku, o różnych porach dnia, co też ma wpływ na to jak odbieramy imprezę. Raz graliśmy w nocy, raz za dnia podczas dość kiepskiej pogody.

Innym razem na francuskim Hellfest graliśmy na mniejszej scenie w namiocie. Miało to pozytywny wpływ na bliskość publiczności i bardziej kameralną atmosferę, jeśli tak można ją nazwać. Ale nie potrafię wybrać jednego ulubionego miejsca.

Tak naprawdę nie gramy aż tak wielu koncertów. Więc każdy z nich, niezależnie od tego w jakim miejscu, jest dla nas tak samo wyjątkowy. Dzisiejszy koncert tu w Polsce również taki będzie, choćby z dlatego, że nie graliśmy u was blisko 20 lat.”

Z jakimi muzykami współpracowałeś przy nagraniu Ámr?

“Głównie staram się robić wszystko samodzielnie, ale od lat świetnie współpracuje mi się z Tobiasem Andersenem z norweskiego Shining, to fenomenalny perkusista. Nigdy nie udało mi się napisać niczego, czego nie byłby w stanie zagrać. Posiada niesamowitą technikę, a przy okazji do każdego utworu, który skomponuję podchodzi na swój własny, artystyczny sposób. Bardzo dobrze się rozumiemy.

Poza nim na albumie pojawia się Fredrik Åkesson z Opeth. Zaprosiłem go do współpracy podczas luźnej rozmowy w czasie gdy graliśmy koncert w Japonii. To jedyny gość sensu stricte na tym albumie, absolutnie uwielbiam jego solówkę, którą nagrał do ‘Arcana Imperii’.”

Co pojawiło się pierwsze podczas tworzenia Ámr – generalny koncept czy pojedyncze utwory?

“Zanim zaczynam tworzyć jakąkolwiek muzykę, muszę mieć pewną ideę stworzenia czegoś większego i dopiero wtedy zaczynam pracować nad utworami w tym celu. Na początku naturalnie działa to trochę na zasadzie chybił trafił, tak jak było to właśnie z pierwszym riffem tego albumu. Gdy biorę instrument i gram improwizując, po prostu w pewnym momencie trafiam na dokładnie ten motyw, którego szukałem. Ten szkic w głowie, ta idea, pomaga na tyle, że nawet podświadomie wiesz już jakich dźwięków szukać.”

Jesteś znany z zamiłowania do ręcznie robionych, customowych gitar. Jak ważny jest dla ciebie instrument i jak bardzo przywiązujesz uwagę do „organiczności” brzmienia? Można od jakiegoś czasu zaobserwować na scenie trend wśród gitarzystów, którzy zwracają się co raz bardziej w stronę jak najmniej przetworzonego dźwięku.

“Mam bardzo praktyczne podejście do moich instrumentów – cenię sprzęt, który działa. Natychmiast. Miałem w życiu wiele instrumentów. Jednak z gitarami jest trochę jak z nartami. Możesz jeździć na drewnianych i wydaje ci się że wszystko jest w porządku, ale kiedy przesiądziesz się na takie z włókna węglowego – nigdy nie wrócisz do drewna. Nie da się przecenić jakości wykonania gitary. Gdy grasz już tyle lat oczekujesz, że sprzęt zawsze i w każdych warunkach będzie działać niezawodnie.

W tym wypadku mam chyba mocno nieortodoksyjne podejście. Grając na gitarach z tworzywa sztucznego, ta praktyczność przejawia się również w kwestii nagłośnienia. Co prawda kocham duże wzmacniacze lampowe, ale są po prostu w warunkach studyjnych niepraktyczne, przede wszystkim dlatego, że mam swoje studio we własnym domu. Trzymanie takiego sprzętu w domu, kiedy po prostu jammuję i układam riffy nie ma w ogóle sensu.”

Fot. Mateusz Kluba – Infernal Impressions

Podobne artykuły

Steve Tucker: „Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać ze swoją dziewczyną o jej byłym…” (wywiad)

Agata Laszuk

Wywiad: Filip “Heinrich” Hałucha (Rootwater)

Tomasz Koza

Wywiad: Noctem

Tomasz Koza

Zostaw komentarz