Image default
INNE

Jonathan Davis: “Ten rok był naprawdę popieprzony”

Jonathan Davis był gościem ostatniego podcastu „The Jasta Show”, prowadzonego przez wokalistę Hatebreed, Jamey’ego Jastę. Rozmowa miała wymiar bardziej osobisty; nie dotyczyła wyłącznie kwestii związanych z twórczością Davisa.

Wokalista Korn, zapytany o odporność w obliczu spotykających go przeciwności losu odpowiedział:

„Lubię robić to, co robię. Ten rok był naprawdę popieprzony. Bycie w trasie pomaga mi się z tym uporać, leczy mnie. Zostałem sam ze swoimi synami, przez co jestem jeszcze bardziej skupiony na tym, by wychować ich dobrze. A muzyka… Od zawsze była łaską; zabierała mnie z najciemniejszych miejsc. Oczyszczała, pozwala przejść przez wszystko. Wiedziałem to od małego. Moi rodzice zabierali mnie do teatru, dzięki czemu na okrągło byłem otoczony przez wszystkie rodzaje muzyki. Przedstawienie musi trwać… Jasne, możesz się użalać, ale to jest nieproduktywne.”

Jonathan Davis został też poproszony o scharakteryzowanie prac trwających z Korn nad następcą „The Serenity of Suffering” z 2016 roku:

„Chłopaki spotykają się razem, przesyłają mi dema, a ja wybieram te, które wpadną mi w ucho. Zespół spotkał się w studio w Bakersfield, ja dołączyłem w Nashville u Nicka Raskulinecza, producenta. Co było całkiem zabawne. Wniosło zupełnie inną dynamikę. Od lat, nie pamiętam już ilu, nie czułem się tak zaangażowany. Nie mogłem czuć, bo musiałem radzić sobie z problemami w domu… Wiesz, rodzina przede wszystkim. Teraz mam więcej przestrzeni na tworzenie z moimi braćmi, z czego bardzo się cieszą. Mogę ich nakierowywać. Osobiście lgnę w bardziej łagodne rejony, oni brną w cięższe brzmienia.”

Wypowiedział się ponadto na temat określania zespołu „heavy metalowym”:

Korn jest ciężki, ale nie można nadać mu miana zespołu metalowego. Dla mnie metal to inne podejście, coś zupełnie innego… Iron Maiden, to jest metal. Ale kiedy pojawiliśmy się my, ludzie nie wiedzieli do końca co z nami zrobić. Przyjęła nas społeczność metalowa, choć trudno było opisać co tworzymy. (…) Teraz nie mam z tym problemu – jesteśmy starsi i mamy gdzieś, jak nas nazwiesz. (…)”

Poruszona została także kwestia myśli samobójczych nękających muzyka w przeszłości.

„To miejsce nie jest zabawne tak długo, jak w nim trwam. Bywałem w stanach kompletnej depresji, ale nie nietrzeźwy. Niedobrze jest mieszać depresję z alkoholem czy czymś tego typu, bo to tylko dostarcza ci płynnej odwagi. W momencie gdy myślisz: „W sumie gdybym się zabił, moja rodzina byłaby szczęśliwa. Przecież mam niezłą polisę ubezpieczeniową. Byłoby dla nich lepiej, ponieważ zniknęłoby to brzemię, którym jestem.”. Tego typu myśli chodzą ci po głowie… Że świat byłby lepszym miejscem bez ciebie, że wszystkim byłoby lepiej. Nigdy nie patrzę z pogardą na samobójców, bo prawie byłem jednym z nich. (…)”

Padło także pytanie o to, co przeraża muzyka:

„Tylko to, że coś stanie się moim dzieciom. Nie boję się śmierci. Nie samej w sobie. Co najwyżej, że zostanę okradziony z prawa do patrzenia, jak moje potomstwo wzrasta. I chyba tylko tego się boję.

Widziałem w życiu wiele; wiem ile mroku może chować w sobie człowiek. Przydarzyło mi się nie mało złego, co bywało bardzo intensywne. Ale to otwiera cię i umacnia w byciu nieprzygotowanym na to,
co nadchodzi.”

Jonathan Davis od kwietnia jest w trasie promującej solowe wydawnictwo muzyka zatytułowane „Black Labyrinth”. Płyta ukazała się 25 maja tego roku nakładem Sumerian Records.

Muzyk był zmuszony przerwać trasę w sierpniu z powodu osobistej tragedii. 17 sierpnia odeszła jego żona, Deven Davis.

Fot. Materiały promocyjne

Podobne artykuły

Robb Flynn tłumaczy znaczenie utworu „Bastards”

Dominika Kudła

Zmarł Marcin “Valeo” Walenczykowski, gitarzysta Vesanii

Lena Knapik

Nie żyje były wokalista Avenger

Agata Laszuk

Zostaw komentarz