RECENZJE

Recenzja: Acid Drinkers – Peep Show

Zespołu Acid Drinkers nikomu specjalnie przedstawiać nie trzeba. Weterani polskiego ciężkiego grania mają na swoim koncie 15 albumów studyjnych, znakomite płyty z coverami, sporo bardzo dobrze znanych kawałków oraz setki zagranych koncertów.

A jak Kwasożłopy wypadają w swoim najnowszym dziele, „Peep Show”? Cóż, grupie z takim stażem i dorobkiem trudno jest zaskoczyć swoich fanów czymś nowym, chyba że za nieco zaskakujący uznamy powrót do bardziej bezpośredniego i thrash’owego łojenia, kosztem hardrockowych i rock’n’rollowych dźwięków. Nowe wydawnictwo, to prędzej – powiedzmy – „La Part Du Diable”, niż „25 Cents For a Riff”, choć jest zdecydowanie szybsze i mocniejsze od obu wyżej wymienionych.


Jedno jest pewne – na nowym albumie Acid nie biorą jeńców. To rasowy, szybki i mocarny thrash metal, a tempo oraz intensywność tego krążka są godne podziwu. Gitarzyści szyją szybkie, solidne riffy oraz jeszcze szybsze, nieco „Slayer’owe” solówki, Ślimak na bębnach wali niczym z karabinu maszynowego, nie szczędząc blastów oraz podwójnej stopy, a Titus cały czas wydziera się aż miło. Nie ma tu miejsca na jakieś ozdobniki, ubarwienia czy eksperymenty, a humor, jakże charakterystyczny dla tej grupy, też jakby zszedł gdzieś na dalszy plan. Niemal każdy numer brzmi tutaj jak stuprocentowy koncertowy killer i to taki, przy którym można w pogo stracić zęby – zarówno niezwykle wściekły „Heavenly Hellfucker”, szalony, nieco oldschoolowy „Monkey Mosh”, jak i rozpędzony „50?! Don’t Slow Down”. Na płycie znalazło się też miejsce na kilka wolniejszych kompozycji, jednak muzycy wcale nie dają wtedy słuchaczowi odetchnąć, serwując ciężkie walce („Sociopath”) albo pokręcone riffy („Become a Bitch”). Ten drugi, wybrany na singiel, ma swoją drogą bardzo ciekawe intro, przywołujące na myśl „Psychosocial” Slipknota skrzyżowane z gitarowymi zagrywkami w stylu Joe Duplantiera z Gojiry. Co do tekstów, na tym polu album jest momentami równie ciężki co w warstwie muzycznej. W „The Cannibal”, Titus wyciąga na światło dzienne prawdziwą historię ludojada z Wielkopolski, a w kończącym całość „After The Vulture”, przywołuje słowa rumuńskiego filozofa Emila Ciorana, który w swoich nihilistycznych dziełach rozprawiał na temat śmierci. Generalnie, utwór ten zasługuje na szczególną uwagę. Może i odstaje odrobinę od reszty, balansując na granicy ballady i metalowego ciężkiego walca, ale niezwykle intryguje – posępnym klimatem, przestrzenią, oraz prostą ale i świetną partią gitary, która go otwiera i zamyka. Niektórzy doszukują się w tym numerze nawiązań do wydanej w 2002 roku „Acidofilii” i trzeba przyznać, że coś w tym porównaniu jest…

Tak jak jednak wspomniałem, „After The Vulture” stanowi swoisty wyjątek na tle reszty utworów, które pędzą niczym płonący rollercoaster. Mnie osobiście bardziej odpowiada to bardziej agresywne, thrashowe oblicze zespołu, szczególnie w takim jak na „Peep Show” wydaniu – śmiałym, bezkompromisowym i bezpośrednim. Panowie odgrażali się, że „ten album to będzie po prostu kop w papę!” i, cholera, mieli rację!

„Peep Show”, czyli „Paralysing Expansive Energetic Power Show”, to pierwsza płyta Acid Drinkers wydana sumptem Makumba Music (wytwórni założonej przez managera zespołu, Macieja „Maka” Makowicza) i zarazem ostatnia nagrana z gitarzystą Wojciechem „Jankielem” Moryto, który dołączył do kapeli w 2009 roku. Artysta postanowił odejść z zespołu zimą 2016 roku, a jego miejsce zajął w styczniu znany z Corruption Robert „Bobby” Zembrzycki.

Titus, Ślimak i reszta, mimo swoich rychło zbliżających się pięćdziesiątych urodzin, zasuwają jak maszyny, pokazując lokalnej konkurencji, że jeszcze długo nie zamierzają zejść ze sceny. Aż chce się napisać, że muzycy przeżywają właśnie drugą młodość ale… może oni po prostu nie zdążyli się jeszcze zestarzeć?


Tracklista:

01. Let’em Bleed
02. Monkey Mosh
03. Sociopath
04. Become a Bitch
05. Thy Will Be Done
06. 50? Don’t Slow Down
07. The Cannibal
08. God Is (Isn’t) Dead
09. Diamond Throats
10. Heavenly Hellfucker
11. After The Vulture

Podobne artykuły

Recenzja: Korn – The Serenity of Suffering

Albert Markowicz

Królestwo Przezroczystej Czaszki – recenzja Barreleye „Insidious Siren”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Accept – Stalingrad

Tomasz Koza

8 komentarzy

Anonim 27 lutego 2017 at 18:50
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 27 lutego 2017 at 20:25
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 28 lutego 2017 at 09:03
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 28 lutego 2017 at 15:23
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
paul 9 czerwca 2017 at 08:05
0

Acid nagrał dobrą płytę, jednak, to już nie te czasy kiedy każda nowy album (od infernal do acidofilia) przynosił lekkie urozmaicenie, od 3-4 płyt jest jedno i to samo

Odpowiedz
Anonim 30 lipca 2017 at 18:59
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 16 września 2018 at 13:56
0

Visitor Rating: 1 Stars

Odpowiedz
Anonim 26 czerwca 2019 at 16:49
0

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz

Zostaw komentarz