Recenzja: Anvil – Pounding the Pavement


Anvil to jedna z tych kapel, których wpływ na całą ciężką muzykę był zdecydowanie większy, niż sława i status, które zdobyła. Pomimo tego, że Kanadyjczycy byli wielką inspiracją dla zespołów, które osiągnęły wielki sukces, sami dziś działają raczej na marginesie. Ich albumy nie wzbudzają powszechnego zainteresowania, koncerty nie wyprzedają się na pniu, a ich siedemnasta płyta – „Pounding the Pavement” – raczej tego nie zmieni. Nie chodzi nawet o to, że moda na taką muzykę minęła, bo dobra sztuka nie musi podążać za trendami. Gdzie więc tkwi problem?

„Pounding The Pavement” to zbiór 12 kawałków utrzymanych w stylu hard rocka i heavy metalu z pierwszej połowy lat 80.

Nie brakuje więc zadziornych riffów, które nie są jednak pozbawione przebojowości, a także skandowanych refrenów, które zapewne idealnie sprawdzają się na koncertach. Całość zaczyna „Bitch in the Box”, dość ostry, ale bujający kawałek, który od razu kojarzy mi się z twórczością Accept i fanom tej kapeli na pewno przypadnie do gustu. Nawiązań do innych zespołów można znaleźć tu zdecydowanie więcej. Jest więc trochę z Saxon, sporo z Motörhead. Nie jest to żadne zaskoczenie, bo Anvil, z wymienionymi wyżej, byli w awangardzie ciężkiej muzyki jeszcze w latach 70., gdy heavy metal był jeszcze w pieluchach.

Ogólnie „Pounding the Pavement” brzmi trochę, jakby album został wyjęty z kapsuły czasu zamkniętej gdzieś w okolicach 1981 roku. Ta muzyka w ogóle się nie zmienia, ale nadal nie jest to największy zarzut wobec płyty, bo na tych samych patentach przez całą twórczość leciały przecież takie kapele jak AC/DC czy wspomniany wcześniej Motörhead – a przecież zachwycały rzesze fanów!

Problemem jest przeciętność.

O „Pounding the Pavement” nie można bowiem powiedzieć wcale tak dużo złego. Kanadyjczycy w końcu znają się na swoim fachu, potrafią komponować i grać, ale to trochę za mało. Dostaliśmy od nich 45 minut muzyki, która jednym uchem wpada, a drugim wpada, nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że nie ma w sobie nic charakterystycznego. Jestem świadom, że takie dźwięki znajdą swoich amatorów, którzy uznają, że to świetna, klasycznie metalowa płyta. Dla mnie to jednak muzyka zachowawcza i bezpieczna, a to zaprzeczenie metalu, który zawsze szokował i był w kontrze do wszystkiego co wokół.

Kurtki dla fanów rocka i metalu!
Oryginalne kurtki dla fanów rocka i metalu.

Myślałem o tym, żeby słuchanie najnowszego dzieła Anvil porównać trochę do wycieczki do skansenu.

Ta metafora jednak nie pasuje, bo skansen w końcu pokazuje, jak wyglądało życie kiedyś za pomocą autentycznych rekwizytów. „Pounding the Pavement” to raczej inscenizacja dawnych czasów, do której przygotowania użyto tanich, czasem trochę tandetnych podróbek, a nie oryginalnych elementów. Niektórzy może się nabiorą, ale większość zorientuje się, że to jednak trochę oszustwo. Jestem jednak przekonany, że Kanadyjczycy z Anvil mają gdzieś takie recenzje i nie później niż za dwa lata wydadzą następną płytę, gdzie znowu zagrają metal taki, jak im pasuje. I ja to szanuję.

Recenzja albumu Anvil Pounding the Pavement

Tracklista “Pounding the Pavement”:

  1. Bitch in the Box
  2. Ego
  3. Doing What I Want
  4. Smash Your face
  5. Pounding the Pavement
  6. Rock That Shit
  7. Let it Go
  8. Nanook of the North
  9. Black Smoke
  10. World of Tomorrow
  11. Warming Up
  12. Don’t Tell Me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *