Strona główna » Recenzja: Arch Enemy – The Root Of All Evil
RECENZJE

Recenzja: Arch Enemy – The Root Of All Evil

Zespół postanowił wydać kompilacyjną płytę, która zawiera wybrane utwory z pierwszych ich płyt, gdzie wokalnie udzielał się Johan “Liiva” Axelsson – “Black Earth” (1996), “Stigmata” (1998) i “Burning Bridges” (1999). Z tych właśnie albumów zostało wybrane 12 utworów, które złożyły się na stworzenie tworu o tytule “The Root Of All Evil” i powiem tyle, że prawie w żadnym wypadku nie był to dobry pomysł. Wyżej wymienione albumy nigdy nie powinny być odgrywane na nowo za pomocą nowych magicznych sztuczek jakie daje nam studio.

W moim mniemaniu to są klasyczne płyty grupy.

Oczywiście, od czasu do czasu z nową wokalistką Angelą Gossow mogą odegrać takie “Diva Satanica” na żywo ale na pewno nie nagrywać na płytę. Uważam to za typowe odgrzewanie kotleta, jest to w ogóle niepotrzebne zespołowi. Cieszę się, że jednak członkowie Arch Enemy nie uznają tej płyty jako swojego studyjnego albumu w dyskografii, jak twierdzą, jest to tylko coś co Michael Amott – jeden z założycieli i gitarzysta zespołu chciał zrobić, no i zrobił…

Co do samej muzyki, każdy fan tej kapeli, który zna początki działalności ich twórczości usłyszy w “The Root Of All Evil”, że jest ona świeżo nagrana i nie chodzi o to, że została wydana ponad 10 lat później. Słychać przestrojone gitary z B na C czyli tak jak wspominała wokalistka. Dodatkowo Amott chyba pozapominał swoje partie solówek, albo zrobił to specjalnie i chciał pokazać wszystkim swoje możliwości i całkowicie spaprał momenty w niektórych piosenkach, że aż nasuwa się typowy “facepalm”. Wokal… tutaj jest podobnie. Panna Gossow przepuszczona przez maszynkę do mielenia w formie różnorakich efektów, syntezatorów jest momentami nie do słuchania. Fani jej debiutu w świetnym “Wages Of Sin” będą zawiedzeni, czyli np. ja.

Jestem fanem zespołu od bardzo dawna, może nie od początku ale od kilku lat zasłuchuje się w ich muzyce i śledzę na bieżąco co wyprawiają, miałem to szczęście zobaczyć ich występ na żywo i muszę powiedzieć, że energia od tego zespołu bije na kilometry i dlatego z całego szacunku dla nich – mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz. A swój pełny album, który mają zacząć nagrywać w przyszłym roku wszystko zrekompensuje.

 

arch 500x500

Track lista:

01. The Root of all Evil (Intro)
02. Beast of Man
02. The Immortal
03. Diva Satanica
04. Demonic Science
05. Bury Me An Angel
06. Dead Inside
07. Dark Insanity
08. Pilgrim
09. Demoniality
10. Transmigration Macabre
11. Silverwing
12. Bridge of Destiny

 

 

 

 

Autor: Tomasz Koza

Data publikacji: 2009

Podobne artykuły

Recenzja: Fleshgod Apocalypse – Labirynth

Tomasz Koza

Recenzja: Cerber – Lust For Suffering

Tomasz Koza

Recenzja: Butchery – Rites of Unholy Might

Michał Bentyn

Yyy… co? – recenzja Psychotropic Transcendental “…lun yolina un yolina thu Dar-davogh…”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Suicide Silence – Suicide Silence

Albert Markowicz

Recenzja: J.D. Overdrive – Fortune Favors The Brave

Tomasz Koza

Zostaw komentarz