RECENZJE

Recenzja: Mastodon – Crack The Skye

Rok 2009 kończy się ciapą, kluchą i dziesięciostopniowym “upałem”. Zima szafuje jak w kalejdoskopie mrozem i cieplejszą aurą, świetnie parafrazując to co działo się na tegorocznej scenie metalowej. Raz coś ziębiło, raz grzało, jak to zazwyczaj w sumie… Ale najlepsze co miał do zaoferowania metalowy rok 2009 dał nam jeszcze przed wakacjami.

Zapomnijcie o Behemocie, który w gruncie rzeczy Ameryki nie odkrył. Schowajcie do piwnicy Slayera, z którego zeszło powietrze jak z przebitej opony. Nie mówcie mi o Rammsteinie, który stracił pomysł na siebie. Alice In Chains, Heaven And Hell? Płyty na bardzo wysokim poziomie, ale na dłuższą metę nużące. Więc co było creme de la creme 2009 roku, które w annałach historii będzie odnotowane jako rewelacja i rewolucja zarazem? Która płyta u szanującego się metalowca powinna wywoływać niekontrolowane drżenie kolan, a u metalówek nagłe stwardnienie pewnych brodawek? Odpowiedź zawiera się w czterech słowach: Mastodon “Crack the Skye”.

Cóż zatem czyni ostatni wypiek tejże grupy tak wyjątkowym?

W skrócie można napisać, iż łącząc sludge z prog metalem, dodając mnóstwo klimatu lat ’70 i nie mniej groove’u Amerykanie stworzyli nową jakość i wytyczyli szlaki rozwoju ciężkiej muzyki na przyszłość. “Crack The Skye” to monolityczny byt złożony z wielu składowych tworzących rozpoznawalne brzmienie tego krążka. Czego nie usłyszymy na tym albumie? Banjo, tamburyn, funky’owe motywy w “The Czar”… A zarazem słuchając każdego kawałka z osobna wiemy z czym i z kim mamy do czynienia. Pięknie spójna wizja, podkreślona też wydaniem całości, mistycznym i wysmakowanym.

I w sumie w tym krótkim opisie zawiera się cała magia tego wydawnictwa, acz warto nadmienić, że “Crack The Skye” to coś więcej niż tylko inteligentna, eklektyczna mieszanka kilku naprawdę szlachetnych stylów muzycznych. W swych odważnych poszukiwaniach muzycy jednak zachowali coś bardzo ważnego – każdy utwór niesie ze sobą wielką radość z słuchania! W każdej z tych siedmiu kompozycji można się zanurzyć, ale nie grozi nam zostanie topielcem, nie zgubimy się w meandrach i zawiłościach grania zespołu jak w kreteńskim labiryncie. To muzyka dla słuchaczy a nie dla muzyków, a przy tym na kosmicznym wręcz poziomie artystycznym.

Może to i krótka notka odnośnie tego krążka, ale tu nie ma co pisać o “Crack The Skye”. Tu trzeba słuchać, słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać i zanurzać się coraz bardziej w schizoidalny świat Mastodon. Kto nie lubi tej płyty, cóż, to wołowa dupa a nie metal. Arcydzieło i kropka.

 

mastodon 500x500

Track lista:

01. Oblivion
02. Divinations
03. Quintessence
04. The Czar
I. Usurper
II. Escape
III. Martyr
IV. Spiral
05. Ghost of Karelia
06. Crack the Skye
07. The Last Baron

 

 

 

 

 

Autor: Grzegorz Żurek

Data publikacji: 2009

Podobne artykuły

Recenzja: Kingdom – Sepulchral Psalms from the Abyss of Torment

Michał Bentyn

Twierdza trzyma się mocno, czyli recenzja płyty Kamelot – The Shadow Theory

Szymon Grzybowski

Recenzja: Megadeth – TH1RT3EN

Kinga Parapura

Zostaw komentarz