RECENZJE

Recenzja: Battle Beast – Steel

Założony w 2008 roku, przed rokiem zaproponował debiutancki album. Jego zwycięstwo w Metal Battle Contest w trakcie Wacken w 2010 roku przyczyniło się do lawiny sukcesów. Kontrakt z Nuclear Blast i rosnąca popularność w Europie, których jak przyznaje wokalistka, Nitte Vallo – nikt w zespole się nie spodziewał. Lubią ryzykować i wychodzi im to na dobre. Mowa oczywiście o fińskim ansamblu nazwanym Battle Beast. Trzeba mieć jaja, żeby w dobie rosnącego zainteresowania wszelkiego typu odmianami core’u grać tak oldskulową muzykę.

Trzeba przyznać – Battle Beast jest czymś w rodzaju odrdzewiacza, który pozwoli przetrwać klasycznemu gatunkowi heavy / power metal. Ale do rzeczy.

Album numer jeden w dyskografii sekstetu z Helsinek nosi tytuł “Steel”. Znajdziecie na nim dwanaście solidnych kompozycji, utrzymanych w klasycznej i legendarnej stylistyce heavy / power metalowej – tak dobrze znanej fanom zarówno Iron Maiden, Judas Priest czy Accept, ale i Edguy, Helloween czy Blind Guardian. Choć muzycy Battle Beast uważają, że miejsce pochodzenia nie ma wpływu na to, jaką muzykę się gra – utarł się stereotyp, że mistrzami power metalu są Niemcy.

Tymczasem, Finowie zupełnie się tym nie przejmują i w ubiegłym roku zaserwowali fanom ciężkiego grania bardzo żywiołowy album, który spokojnie mógłby nagrać któryś z wymienionych wyżej zespołów. Zbierałem szczękę z ziemi już po pierwszym, zadziornym riffie “Enter The Metal World”, który otwiera album. Później jest równie dobrze. Wywołujące ciarki na ciele kompozycje zachwycają pomysłowością czadowych riffów, prostym rytmem perkusyjnym i pulsującym basem.

Do tego wokalny trójgłos dowodzony przez wspominaną wyżej panią Nitte Vallo, a wspierany przez gitarzystę Antona, basistę Eero, sporadycznie nawet przez klawiszowca Janne. O dziwo – wokalna maniera Nitte nie drażni moich uszu, mimo że nie przepadam za kobiecym wokalem w heavy metalu.

Krótkie, konkretne kompozycje – nie przekombinowane, a świetnie brzmiące.

Klimatyczne klawisze w tle nadają utworom (m.in. “Die-Hard Warrior” czy “Cyberspace”) kolorytu. Pilotujący album, singlowy “Show Me How To Die” to swego rodzaju podsumowanie płyty – typowy, metalowy hymn z czadowym solo i chóralnym refrenem, który z pewnością świetnie sprawdza się na koncertach. Fani “przytulanych” utworów będą zapewne zachwyceni piękną balladą “Savage And Saint”, w której Nitte pokazuje, że potrafi nie tylko potężnie wrzeszczeć, ale i cudnie śpiewać. Całość brzmi niezwykle świeżo, czysto i selektywnie. Sound całego instrumentarium jest niezwykle przejrzysty, dzięki czemu przy każdym kolejnym odsłuchaniu tego materiału możemy zwrócić uwagę na kolejny muzyczny smaczek.

Można się oczywiście przyczepić, że to co Battle Beast zaproponował na debiutanckim “Steel” jest wtórne i zajechane do bólu przez przeróżne kapele w trakcie co najmniej dwóch ostatnich dekad ubiegłego stulecia. Pytanie tylko: po co? Czy nie łatwiej jest po prostu cieszyć się dobrą muzyką, która kultywuje stare tradycje w świeży sposób i pozwala młodszemu pokoleniu metalheadów (do którego nomen-omen się zaliczam) liznąć klimatu, który jest tak brutalnie zabijany przez nowoczesny metal? Dlatego też – gorąco zachęcam do zapoznania się z tym materiałem. Fanom heavy – bo na pewno przypadnie im do gustu. Zwolennikom innych stylistyk – z ciekawości, bo to naprawdę solidny krążek.

battle beast 500x500

Track lista:

01. Enter The Metal World
02. Armageddon Clan
03. The Band Of The Hawk
04. Justice And Metal
05. Steel
06. Die-Hard Warrior
07. Cyberspace
08. Show Me How To Die
09. Savage And Saint
10. Iron Hand
11. Victory
12. Stay Black

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2009

  • Ocena autora:
4
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Prophets Of Rage – „Prophets Of Rage”

Albert Markowicz

Krok wstecz – recenzja Dirtred “Transmissions From Below”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Sworn Enemy – Living On Borrowed Time

Tomasz Koza

Zostaw komentarz