RECENZJE

Recenzja: Epica – Requiem For The Indifferent

Zanim wypowiem się o najnowszym, piątym studyjnym albumie holenderskiej grupy Epica, chciałem wytłumaczyć / sprostować parę rzeczy żeby uniknąć niedomówień i nie wystawić się na dziennikarski ostracyzm. Po pierwsze – w muzyce metalowej istnieją chyba tylko dwie kobiety, których głos jestem w stanie tolerować. Weronika “Wera” Zbieg (Sceptic, Totem) oraz Angela Gossow (Arch Enemy).

Po drugie – nie jestem, nie byłem i w tym życiu zapewne nie będę fanem / słuchaczem / zwolennikiem symfonicznego metalu. Co więcej – nawet muzyka progresywna już nie cieszy mojego malkontenckiego ucha jak dawniej. Po trzecie – nie słyszałem ani jednej z dotychczasowych czterech płyt sekstetu z Rotterdamu, dlatego nie liczcie na porównania do starszych dokonań.

Dlaczego to takie ważne?

Ponieważ najuczciwiej i najbardziej obiektywnie będzie, jeśli skrzętnie ominę komentowanie zdolności wokalnych Simone Simons, które niewątpliwie (dla niektórych z Was) są faktorem, dla którego sięgacie po twórczość tandemu z Niderlandów. Nie omieszkam jednak wspomnieć o walorach estetycznych związanych z oglądaniem pani S. w akcji. Albowiem piękna to i rudowłosa dama z zachodu Europy – to nie ulega wątpliwości. Poniższa recenzja będzie więc chłodną refleksją człowieka, który po raz pierwszy “bierze się za barki” z muzyką Epiki.

Zaczynamy!

Po trzech latach od premiery “Design Your Universe”, na sklepowe półki trafiła nowa propozycja od symfonicznych Holendrów, którzy powoli osiągają w Europie status brata Nightwish. “Requiem For The Indifferent” to bardzo długi album. Przeszło godzina symfonicznego metalu musi być nie lada wyzwaniem dla miłośnika tego gatunku, a co dopiero dla mnie! Trzynaście premierowych kompozycji, w tym krótki, instrumentalny przerywnik zatytułowany “Anima”.

Czas trwania większości utworów oscyluje w granicach sześciu minut, choć zdarza się że są on zdecydowanie przekraczane (epicki “Monopoly On Truth”, utwór tytułowy oraz wieńczący album, najbardziej rozbudowany, poetycki “Serenade Of Self-Destruction”). Co się tyczy samych kompozycji – słychać, że muzycyEpica to nie byle zbieranina, a konkretni i rzetelni instrumentaliści. Warsztatowo “Requiem For The Indifferent” stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Masa wspaniałych riffów, zaskakujących zwrotów akcji, agresywnych motywów, oraz wolnych, stonowanych “wyciskaczy łez”. Do tego, nieśmiertelna orkiestra symfoniczna, która niejednokrotnie dodaje muzyce Epiki cudownego uroku.

Kontrast i zmienność są bardzo znamienne dla materiału zawartego na najnowszym krążku Holendrów.

Czyste, symfoniczne partie wokalne pani Simons zgrabnie kontrastują z potężnym growlem Marka Jansena. Ta postać zasługuje z kolei na dodatkową pochwałę, bo jak wiemy – Jansen oprócz wspierania Simone Simons przy mikrofonie, jest jednym z twórców materiału muzycznego, a jego zasługą jest parę świetnych riffów. Generalnie, muzycy Epica wielokrotnie dają o sobie znać, przez co album jest bardzo kolorowy. Melodyjne solówki Isaaca Delahaye oraz jego nieprzeciętny warsztat techniczny powodują ciarki na całym ciele.

Rytmiczni – Ariën Van Weesenbeek oraz Yves Huts trzymają wszystkie kompozycje w pionie, ponadto – zostali idealnie wydobyci przez producenta Saschę Paetha (który współpracował m.in. z: Kamelot, Rhapsody Of Fire czy Avantasia), a ich praca jest bardzo dobrze słyszalna. Nie można zapomnieć o stanowiącym o charakterze większości kompozycji klawiszowcu Coenie Janssenie, który od czasu do czasu popisuje się wspaniałym solo (vide: “dialog” solówkowy z Jansenem w “Internal Warfare”).

Póki co wszystko brzmi pięknie? Koniec słodzenia.

Mimo wszystkich dotychczasowych zalet, ciężko nie odnieść wrażenia, że niektóre kompozycje są wtórne i bardzo do siebie podobne. Ponadto, często – zbyt przekombinowane. Kontrast od czasu do czasu bywa w porządku, jednak po co wprowadzać agresywne i złowieszcze growle w momencie, kiedy słuchacz oddaje się ekstazie i nirwanie, słuchając pięknego, czystego głosu Simone Simons? Kolejnym uszczerbkiem jest zbyt duża ilość muzycznych smaczków, mnóstwo przeróżnych riffów i motywów, którymi spokojnie można obdzielić kilka albumów. Rozumiem, że instrumentaliści od czasu do czasu chcą się popisać, jednak bez przesady.

Kunszt techniczny można zawrzeć w prostszy sposób, a przeginanie z ilością muzycznych pomysłów jest zwyczajnie nużące. Choć z drugiej strony, dzięki takiej kanonadzie muzyki – słuchacz siłą rzeczy wróci do tego krążka, by doszukać się kolejnych szczególików. Ponadto – niemal godzina z dodatkowym kwadransem (w podstawowej wersji!) to dość sporo, nawet dla psychofana muzyki progresywnej. Ciężko przebić się i przetrawić całość “Requiem For The Indifferent” przy pierwszym podejściu.

Szczerze, nawet zalecałbym podzielenie tego materiału na części i słuchanie go fragmentami – wtedy Was nie znudzi, a łatwiej będzie dostrzec wszystkie bajery, które muzycy sprytnie na nim ukryli. Brzmienie całości to świata klasowa – idealne proporcje w doborze nasycenia słyszalności poszczególnych części zespołu powodują, że możemy wsłuchać się w dowolnie wybrany instrument i usłyszeć niemal każdy zagrany przezeń dźwięk.

Jak wspominałem na wstępie – nie znam ani jednej wcześniejszej płyty Holendrów, więc pominę odniesienie “Requiem For The Indifferent” do przeszłości. Epica A.D. 2012 całkiem przyzwoicie rozpoczęła obchody dziesięciolecia istnienia. I choć symfoniczny metal nadal mnie do siebie nie przekonał, a głos Simone Simons, choć niewątpliwe piękny, nie wpisuje się w moje kanony estetyczne – stwierdzam, iż piąty krążek Epica ma w sobie coś pięknego i z pewnością znajdzie swoich fanatyków. Ja się specjalnie nie nudziłem. Nie czuję też niedosytu. Nie mniej, zostawiam metal symfoniczny jego zwolennikom.

epica 500x500

Track lista:

01. Karma
02. Monopoly on Truth
03. Storm the Sorrow
04. Delirium
05. Internal Warfare
06. Requiem For The Indifferent
07. Anima
08. Guilty Demeanor
09. Deep Water Horizon
10. Stay the Course
11. Deter the Tyrant
12. Avalanche
13. Serenade of Self-Destruction

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2009

  • Ocena autora:
3
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Exodus – Blood In Blood Out

Tomasz Koza

Recenzja: Saxon – Thunderbolt

Szymon Grzybowski

Recenzja: Soulfly – Savages

Tomasz Koza

Zostaw komentarz