Strona główna » Recenzja: Cerber – Lust For Suffering
RECENZJE

Recenzja: Cerber – Lust For Suffering

Trzygłowa bestia z Olsztyna zaatakowała swoim debiutanckim LP.

Cerber na “Lust For Suffering” prezentuje muzykę, którą z czystym sumieniem nazwać można alternatywnym metalem. Żaden nu-metal, czy tym bardziej twory spod znaku „groove”, a totalnie alternatywne, ciężkie granie. Jakby połączyć Deftones z Crowbar.

I jak tu uwierzyć, że taką muzykę tworzy trio? Każdy dźwięk na tym albumie jest totalnie przemyślany, nie ma tu miejsca na żadne odloty w krainy brzmień niepasujących. Album otwiera numer śpiewany po polsku – “Czarnosercy”. Zwrotki przywołujące wspomnienia o starych płytach Illusion i absolutnie hitowy refren. Do tego klimatyczne bridge. Jedynym minusem tego utworu – jak i zresztą całej płyty, są czyste wokale, pojawiające się na chwilę, acz chwilę dostatecznie kiepską.

Znajduje się tu też parę numerów znanych z poprzednich wydawnictw Cerbera – choćby “Mantra”, “My Tribe” czy “Blizny” z dwóch EP (Mammothian i Mad At The Soul). “Blizny” to kawałek pasujący idealnie na singiel, prezentuje on bowiem idealnie riffownię Wiśni i jego krzyk – jeden z ciekawszych i unikatowych na polskiej scenie.

Jeśli spytałbyś od jakiego utworu miałbyś zacząć przygodę z Cerberem, byłby to definitywnie “Kukulkan’s Thirst”. Subiektywnie zresztą najlepszy numer na płycie – tutaj tych Deftonsów chyba jest najwięcej. Klimatyczne riffy i refren, ciężkie, mocarne wręcz zwrotki – esencja olsztyńskiego trio.

Warto dodać też parę słów na temat produkcji tej płyty, bo dawno nie słyszałem tak dobrze nagranego polskiego LP. Nie mogę się absolutnie do niczego przyczepić, a brzmienie basu powinno być wzorem dla takich kapel – selektywny i przesterowany, aczkolwiek wszystko bez przesady.

“Lust For Suffering” nie przynudza na żadnej płaszczyźnie. Zarówno jeśli chodzi o ponowne przesłuchania, jak i o długość numerów – prócz przerywnika w postaci “Babirusa”, najkrótszy “Home” ma 5 minut i 26 sekund. Pokazuje to tylko, jak świetnie chłopaki komponują numery i jak potrafią wstawić odpowiednie motywy w odpowiednie miejsca. Można by się przyczepić, że to nieco granie na jedno kopyto – ale jeśli jest tak unikatowe, to chyba nie jest to powód do narzekania.

Bardzo dobrze, że Cerber na koncie ma coraz więcej wypadów koncertowych, bowiem kapela ta ma po prostu wszystko, co potrzebne aby stać się potężną siłą na polskiej (i nie tylko polskiej!) scenie. Ciężką i klimatyczną muzykę, świetnie wyprodukowaną płytę, image. Niech ta maszyna rusza!

cerber-lust-for-suffering-duzeTrack lista:

1. Czarnosercy
2. Home
3. Kukulkan’s Thirst
4. Wiedźmi Taniec
5. Babirusa The Boar King
6. Mantra
7. Blizny
8. My Tribe
9. Withered
10. Nieoznaczone Groby

 

 

 

Autor: Igor Prusakowski

Rok publikacji: 2015

Podobne artykuły

Dobry początek – recenzja “Raw Deal” Infearnite

Redakcja

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Redakcja

Budyń o smaku siarki – recenzja płyty „Zmartwychwstanie” Frontside

Szymon Grzybowski

Santo Subito! Recenzja Ghost – „Prequelle”

Albert Markowicz

Recenzja: Hypocrisy – End Of Disclosure

Tomasz Koza

Niewolnicy życia – recenzja Transgresja “Brak Równowagi”

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz