Cormorant - Diaspora recenzja
Strona główna » Recenzja: Cormorant – Diaspora
RECENZJE

Recenzja: Cormorant – Diaspora

Przychodzi taki moment kiedy musisz obrać kierunek rozwoju i stawiając pierwszy choć niepewny krok, po chwili już wiesz, że wybrałeś właściwą drogę. To właśnie spotkało Kanadyjczyków z Cormorant wraz z premierą płyty “Diaspora”. Zespół ten po 10 latach eksperymentowania, wewnętrznym „docieraniem się” w kontekście brzmienia zdaje się, że już wie co chce grać i rezultat ich wspólnej pracy jest naprawdę godny uwagi. Gdy mowa o charakterze muzycznym płyty to jak go zdefiniować? Z trudem przychodzi zaszufladkowanie do konkretnego gatunku. Będąc precyzyjnym to możemy mówić tu o szeroko rozumianej muzyce progresywnej, łączącej aranżację z death oraz klimat z black, a nader wszystkiego udało im się zmieścić na koniec trochę… czegoś niespodziewanego. Zamysł płynący z konstrukcji albumu jest prosty – uprościć liczbę utworów do czterech celem zbudowania bogatszych i pełniejszych doświadczeń. Efektem tego zabiegu jest fakt, iż blisko połowa płyty zamyka się w jednym utworze choć jej długość wydaje się mieć uzasadnienie. W rezultacie z czym nam przychodzi się zmierzyć w tym godzinnym krążku?

Kilka pierwszych sekund w „Preserved in Ash” daje nam do zrozumienia co wiedzie prym i wokół czego budowane jest brzmienie. Perkusja gdyż o niej mowa, jej charakter i rytmika wyznacza koncepcje całej płyty, w tym dla growlowanej sekcji wokalnej. Zdawałoby się, że kompozycja będzie cierpiała na monotonie, lecz nic bardziej mylnego. Jak na przedstawiciela metalu progresywnego, jej zmienność i różnorodność w kwestii narzucanego tempa oraz zmiany metrum pozostawia szerokie pole do popisu dla reszty instrumentarium, a te jest niczego sobie. Choć według przyjętej koncepcji trzymają się narzuconego rytmu to te prezentują szeroki wachlarz realizatorski, pod względem barwy jak i budowy świetnie współgrają jako całość. Z racji swobody w kreowaniu schematu, przejście do kolejnego utworu zostało zrealizowane bardzo wyjątkowo. Pod koniec zastosowano płynne przejście do tempa bezpośrednio nawiązującego do gatunku funeral doom tak, aby na początku utworu „Sentinel” odwrócić zabieg i rozkręcić prędkość na nowo.

W drugim utworze dostrzegane jest zachodzące przeobrażanie się estetyki. Z początku bardzo ciemne brzmienie powoli zyskuje na otwartości, jasności i żywotności, również sam styl grania zyskuje na finezji. Growl ustępuje miejsca partiom z czystym wokalem. Ma również miejsce przejście w wolniejszą kilkuminutową wstawkę, która swym konkretnym klimatem buduje napięcie na powrót solidnego tempa.

Ośmiominutowy „The Devourer” to w dalszym ciągu zachodzące zmiany. Jest to miejsce w którym zostaje uzyskana równowaga w wykorzystywanym wokalu jak również zachodzi konsensus elementów progresywnych, deathu i blacku. W kontekście całej płyty stanowi to most do odmiennego klimatu drugiej części, na którą składa się 28-minutowy „Migration”. Również i w tym miejscu zastosowano przejście między utworami, lecz tutaj posłużono się z goła innym gatunkiem – ambientem.

Ostatni utwór to artystyczną kulminacja. Znajdziemy tutaj wszystko co zostało do tej pory zaprezentowane, lecz w doskonalszej formie i większej dawce. Całość zyskuje na lepszym odbiorze z racji uzyskania dodatkowej muzycznej przestrzeni. Od 10 minuty jesteśmy zaskakiwani zmianą klimatu na rzecz dawki psychodelicznego brzmienia, które wprowadza nas w niespodziewany klimat około post-rockowy. 10-minutowa sielanka zostaje zwieńczona muzyczną klamrą brzmienia z początku utworu.

Chcąc skonfrontować się z poprzednimi dokonaniami, Diaspora prezentuje krok naprzód w twórczości. Melodyjna patetyczność zrobiła miejsce dla progresywnej nieliniowości, przejść i zmian w tonacji, przez co wszelakie aranżacje są bardziej przemyślane i zostały wykonane w bardziej sensowny sposób. Przepisem tego jest odejście od kurczliwego trzymania się jednego motywu. Doświadczenie jest unikalne, brak lepszej propozycji od zespołów z Ameryki Północnej a propozycje europejskie odbiegają pomysłem na gatunek.

W tym wszystkich można dostrzec kilka problemów z tą płytą. Pierwszą z nich jest fakt nieprzyjemnego uczucia deja vu przy kilku bardziej oklepanych motywach co trochę wytrąca z imersji. Problemem stanowi jej zrozumienie i przystępność. Brak tutaj lepszego wczucia się w głębie muzyki, takowej trudności nie było przy poprzednich dokonaniach. Jest to płyta z tych płyt, które trzeba przesłuchać więcej niż jeden raz i tutaj wyławia się kolejna dygresja – kogo może zachęcić do poznawania na dłużej? Osoby kojarzące poprzednie dokonania mogą się nie przekonać do zmiany brzmienia gdyż całość wydaje się zupełnie obca. Problem również tyczy się osób poszukujących nowych progresywnych doznań, ponieważ forma może okazać się zniechęcająca. Osobiście nie rozumiem różnic w pomyśle na koncepcje brzmienia płyty. Utwór „Migration” wypada zdecydowanie lepiej od pozostałej trójki, wskutek tego charakter całości pozostawia niedosyt przez co całość traci na przejrzystości.

Płyta w sposób bardzo okazały stara się łączyć swoje dwa oblicza – progresywnych pomysłów i metalowej brutalności brzmienia. Z całości wyłania się optymistyczna perspektywa na przyszłe projekty. Z niecierpliwieniem pozostaje nam tylko czekać na więcej dobrego materiału.

Cormorant - Diaspora

Tracklista:

1. Preserved in Ash (10:41)
2. Sentinel (15:52)
3. The Devourer (7:51)
4. Migration (26:15)

Autor recenzji: Hubert Onisk

Podobne artykuły

Recenzja: Testament – Brotherhood of the Snake

Michał Bentyn

Recenzja: Morbid Angel – Kingdoms Disdained

Szymon Grzybowski

Twierdza trzyma się mocno, czyli recenzja płyty Kamelot – The Shadow Theory

Szymon Grzybowski

Równo, solidnie, mocno – recenzja Infliction “Revolution Machine”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Baroness – Purple

Tomasz Koza

Recenzja: Soilwork – Verkligheten

Bartłomiej Pasiak

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!