Recenzja płyty Ministry – Amerikkkant. Donald Trump może spać spokojnie.


Al Jourgensen – niekwestionowany lider Ministry i jedyny członek, który jest z zespołem od początku istnienia. Tuż po nagłej śmierci wieloletniego gitarzysty Mike’a Scaccii w 2012 roku zapowiedział, że to koniec kapeli i ta nie będzie nic więcej nagrywać. Później Jourgensen zaczął wycofywać się z tych słów, a ostatecznym katalizatorem do nagrania nowej płyty, czyli „Amerikkkant”, był wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Nie jest żadną tajemnicą, że Jourgensen nie pała wielką miłością do Partii Republikańskiej, już wcześniej uderzał między innymi w prezydenta George’a W. Busha. Po przesłuchaniu albumu mam jednak poważne wątpliwości dotyczące tego, komu tak naprawdę on zaszkodzi – rubasznemu politykowi z zaczesem czy może autorom. I niestety skłaniam się bardziej ku tej drugiej odpowiedzi.

Powiedzieć trzeba od razu wprost – „Amerikkkant” nie jest dobrym albumem.

Dla fanów Ministry może być ciekawostką, wypełniaczem dyskografii, bo nie znajdą na nim niemal nic z tego, za co pokochali tę kapelę. Osoby, dla których będzie to pierwszy kontakt z zespołem lub w ogóle – metalem industrialnym, płyta będzie z pewnością ciężka do przełknięcia. Wpływ na to ma wiele czynników, ale nad wszystkimi dominują monotonia i powtarzalność.

Całość zaczyna „I Know Words”, które można potraktować jako klimatyczne intro. W elektroniczne dźwięki i scratche wplecione są słowa zniekształcone słowa Donalda Trumpa. Daje to niepokojący i intrygujący efekt.

Dalej jest „Twilight Zone”, które jest świetnym przykładem wszystkich bolączek płyty. Utwór utrzymany jest w dość wolnym tempie, jest też bardzo długi, bo trwa ponad 8 minut, a jednocześnie pomysłów w nim starcza góra na ¼ tego czasu. Dalej jest to powtarzanie w nieskończoność zagranych już motywów, co daje uczucie raczej monotonni niż transu.

Podczas słuchania, w głowie cały czas kotłuje się pytanie „Kiedy to się rozkręci?”, „Kiedy będzie jakiś moment kulminacyjny, uderzenie?”. Te niestety nigdy nie następują, a utwór pozostawia po sobie tylko rozczarowanie i niedosyt.

Dalej mamy jeszcze dłuższe „Victims of the Clown”. W tym utworze dzieje się trochę więcej i ogólnie zostawia dużo lepsze wrażenie. Wynika to jednak raczej ze słabości tego wcześniejszego niż wyjątkowej jakości tego. Jest trochę żywiej, kompozycja ma jakąś dramaturgię – wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nadal jednak nie jest to poziom, którego oczekiwałoby się po takiej kapeli jak Ministry.

„We’re Tired of it” to z kolei dowód na to, że kapela wciąż potrafi dorzucić też do pieca. Zagrany z niemal thrashową energią przypomina, że zespół nagrał kiedyś tak świetne płyty, jak „Psalm 69” czy dużo późniejsze „Houses of the Mole”. To jednak zaledwie niecałe trzy minuty z blisko 50-minutowego albumu.

Wyprzedaż w sklepie EMP Shop

Później Ministry wraca niestety na utarty i monotonny szlak.

O ile „Wargasm” można uznać za udany utwór z dość ciekawym zakończeniem, o tyle „Antifa” brzmi jak posklejany z różnych i niezbyt pasujących do siebie elementów eksperyment. Niezbyt udany, choć trzeba powiedzieć, że dość klasycznie brzmiąca solówka na gitarze jest jego wyróżniającym się elementem.

Kontrowersje, które wywołał tekst i teledysk to zdecydowanie za mało. Wieńczący cały album utwór tytułowy, gdyby był krótszy o połowę, a trwa 8:30, byłby z pewnością jednym z najlepszych. Intrygujący i niebanalny riff na początek – zarówno ciężki, jak i subtelny – dalej dość znudzone, ale w dobrym tego słowa znaczenia wokale i świetna zagrywka gitarowa na koniec. Niestety całość jest za mocno rozwleczona, a przez to po prostu nudna. Pojawiające się w utworze ciekawe elementy, powtarzane w nieskończoność, również po pewnym czasie wychodzą bokiem.

Nowa płyta Ministry pod względem treści na pewno znajdzie swoich odbiorców.

W końcu dawno nie było na scenie polityka, który tak bardzo polaryzowałby społeczeństwo, jak właśnie obecny prezydent USA. Niestety muzyka, którą serwuje ta zasłużona kapela, prędzej uśpi słuchacza, niż skłoni go do wyjścia na ulicę. Jak w tytule, Donald Trump może być spokojny.

Ministry - AmeriKKKant

Tracklista “AmeriKKKant”:

01. I Know Words
02. Twilight Zone
03. Victims Of A Clown
04. TV5/4Chan
05. We’re Tired Of It
06. Wargasm
07. Antifa
08. Game Over
09. AmeriKKKa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *