Image default
RECENZJE

Wielka nadzieja rocka – recenzja Greta Van Fleet “Anthem of the Peaceful Army”


Jak można rozpocząć recenzję debiutanckiego krążka zespołu, od którego tak dużo się wymaga? Greta Van Fleet pojawiła się nagle i niespodziewanie zamieszała w świecie mocnego grania. Któż nie słyszał o tej muzycznej rewelacji trzech amerykańskich braci oraz ich przyjaciela? Ich muzyka nie przypadła jednak wszystkim do gustu. Zespół od początku jest nazywany „nowym” Led Zeppelin. Ostateczny werdykt, czy są oni nowymi gwiazdami rocka lub być może zwykłą zrzynką z Roberta Planta i spółki, miał zapaść po premierze „Anthem of the Peaceful Army”. Czy muzycy udowodnili swą wielkość i muzyczną kreatywność, czy się ośmieszyli? Na to pytanie możemy odpowiedzieć po wysłuchaniu debiutanckiego albumu Grety Van Fleet.

Zespół Greta Van Fleet tworzą czterej członkowie, których inspirują różne gatunki.

Można powiedzieć, że młoda grupa z Frankenmuth ma już dosyć duże doświadczenie. Zostali założeni w 2012 roku. Od początku w ich skład wchodzi trzech braci Kiszka: Josh, Jake i Sam; oraz Danny Wagner, który dołączył do Grety Van Fleet po odejściu Kyle’a Haucka.

W zeszłym roku wydali dwie epki. Dzięki „Black Smoke Rising” zespół został zauważony przez większą ilość słuchaczy. Utwór „Highway Tune” dotarł do 1. miejsca na liście magazynu Billboard i został jedną z najbardziej rozpoznawalnych piosenek artystów z Michigan. Tworzą muzykę skategoryzowaną jako hard rock i blues rock, ale na to wszystko składają się rockandrollowe zamiłowanie Josha, jazzowe inspiracje Sama, szeroko pojęte ludowe natchnienia Jake’a oraz folkowe zainteresowania Danny’ego Wagnera.

„Anthem of the Peaceful Army” to prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany debiut tego roku.

17 lipca 2018 roku poznaliśmy singiel zapowiadający album. Było to „When the Curtain Falls”, które na trackliście albumu zajmuje trzecie miejsce. Do utworu powstał psychodeliczny teledysk. Oglądając wideoklip widzimy muzyków Grety Van Fleet występujących na pustyni oraz ludzi, którzy z uwagą przyglądają się zjawiskom, które zachodzą wokół nich. Sytuacja na niebie zmienia się dosyć często. Raz widzimy zaćmienie słońca, a raz zorzę polarną oraz spadające gwiazdy. Emocje muzyków podczas grania swojego utworu są widoczne. Widać w nich tą młodzieńczą radość z grania oraz chęć spełnienia swych marzeń. Riff jest wyśmienity. Podczas słuchania intra do „When the Curtain Falls” chce się samemu chwycić gitarę i zacząć grać wraz z amerykańskimi muzykami.

Utwory na „Anthem of the Peaceful Army” nie są zbyt długie.

Są zróżnicowane pod względem tempa. Całość składa się z 11 piosenek. Jest to jeszcze młody zespół, więc ma jeszcze czas na osiągnięcie muzycznej perfekcji oraz na pokazanie światu swoją wyjątkowość. Najgorsze jest to, że już do końca będą musieli się zmagać z łatką „gorszej wersji” Led Zeppelin. Riffy większości kompozycji na „Anthem of the Peaceful Army” są bardziej energiczne. Jest to taki rock’n’roll zagrany w szybszym tempie.

Debiutancki album Greta Van Fleet ma wiele cech, których nie da się pominąć.

Utworem, który szczególnie spodobał mi się na tym longplayu jest „Age of Man”. Jest podzielony na części. Z początku zaczyna się bardzo spokojnie, ale później znowu mamy do czynienia z mocniejszym graniem. Jake Kiszka jak zwykle zachwyca swoim graniem. Wokal Josha został trochę opanowany. Na epkach było słychać bardziej darcie się niż śpiew Kiszki. Dobrze, że popracował trochę nad tym. Trzeba również wspomnieć o basiście Samie, który dobrze wpasowuje się w rytm całości. Miejscami brzmią trochę jak Zeppelini, ale równocześnie wprowadzają swoje innowacje i osobiste pomysły.

Rockowa mieszanka w wykonaniu młodego perspektywicznego zespołu.

Spokojne granie i śpiewanie w „Mountain of the Sun”. Jestem mile zaskoczony możliwościami wokalnymi Josha Kiszki, których wcześniej nie dostrzegłem. Oprócz klasycznego śpiewu słychać również dodatkowe efekty oraz ciekawe okrzyki. Riff jak zwykle zagrany z wyjątkowym spokojem oraz opanowaniem. Cieszy fakt, że nie zrobili tego bez przykładania się, ale stworzyli piękną muzykę, która na długo zostanie w naszej pamięci. Niezwykły refren „Mountain of the Sun” jest kwintesencją różnorodności płyty.

Jest bardzo klimatycznie. Wszystkie kawałki są do siebie podobne, ale każdy ma w sobie nutkę indywidualności. Piękna liryka i tajemniczość wpływa na plus „Anthem of the Peaceful Army”. Wszystko układa się w logiczną układankę. Album jest warty wysłuchania. Takie utwory jak „Anthem” czy „Mountain of the Sun” wprowadzają nas w świat refleksji. Trzeba przyznać, że wydawnictwo jest interesujące, ale jednocześnie trochę jej brakuje, aby powiedzieć, że jest świetna.

Czy widać świetlaną przyszłość przed Gretą Van Fleet?

Jeśli dalej będą nagrywać tego typu płyty, to wątpię, aby ich utwory stawały się hitami na listach przebojów. Muzycy potrzebują bardziej konkretnego krążka, który dokładniej zdefiniuje młodych artystów z Michigan. Sam album nie jest zły, ale brakuje trochę charyzmy, szaleństwa i wolności scenicznej. Miejmy nadzieję, że bracia Kiszka i Danny Wagner będą nagrywać płyty, które napiszą nową historię rocka.

Muzycy są na dobrej drodze, aby pokazać światu swój talent.

W tym momencie większość osób patrzy na tą młodą grupę poprzez pryzmat Led Zeppelin. Ja wierzę w to, że Greta Van Fleet będzie się rozwijać i odnowi oblicze hard rocka. Zostało nam tylko trzymać kciuki za tych młodych artystów.

Greta Van Fleet - Anthem of the Peaceful Army, 2018
Greta Van Fleet – Anthem of the Peaceful Army, 2018

Tracklista:

1. Age of Man
2. The Cold Wind
3. When The Curtain Falls
4. Watching Over
5. Lover Leaver (Taker Believer)
6. You’re The One
7. The New Day
8. Mountain of the Sun
9. Brave New World
10. Anthem

Podobne artykuły

Recenzja: Prophets Of Rage – „Prophets Of Rage”

Albert Markowicz

Recenzja: Testament – Brotherhood of the Snake

Michał Bentyn

Recenzja: Vader – Wojna Totalna

Tomasz Koza

Zostaw komentarz